Studia językowe – czy warto?

W chwili, kiedy piszę te słowa, ok. 300 tysięcy maturzystów pochyla się nad arkuszami egzaminacyjnymi z języka angielskiego. Kiedy sobie policzyłem, ile lat minęło od mojej matury, aż się przeraziłem. Dwanaście?! No cóż matematyka nie kłamie. Był 2003 rok, maturę pisałem po czterech latach nauki w liceum, jeszcze według „starego” systemu, i nie miała ona wtedy większego wpływu na to, czy się dostanę na studia, czy nie. Pamiętam, że jako jedyny z całej szkoły zdawałem pisemny niemiecki. Siedziałem sam na sali, a naprzeciwko mnie dwie nauczycielki. Stres był, ale z gatunku tych mobilizujących, nie paraliżujących. Ech, wspomnienia…

Źródło: Clare College via photopin (license)

O tym, że po skończeniu szkoły chcę iść na studia językowe, wiedziałem już dwa lata przed maturą. Byłem zafascynowany językami obcymi i nie wyobrażałem sobie, że miałbym się zajmować zawodowo czymś innym. Naturalnym wyborem wydawał mi się zawód tłumacza. Po zbadaniu tematu doszedłem do wniosku, że najlepiej przygotuje mnie do tego lingwistyka stosowana na Uniwersytecie Warszawskim. Dwa lata intensywnych przygotowań się opłaciły, zdałem z sukcesem egzaminy wstępne i następne pięć lat spędziłem w murach warszawskiej uczelni.

Nigdy nie żałowałem tego wyboru. Studia były dla mnie cennym doświadczeniem, zrealizowałem też swoje ambicje zawodowe. Ale wielu moich znajomych z roku nie odnalazło się na tym kierunku. Nieliczni zrezygnowali w trakcie, inni dociągnęli do końca, ale zawodowo poszli w zupełnie inną stronę. Przypuszczam, że wielu tegorocznych maturzystów boi się takiego obrotu spraw. Że wybiorą kierunek, z którego nie będą zadowoleni. Tego nie da się oczywiście zupełnie wykluczyć, zbyt wiele czynników wchodzi tu w grę. Jeśli jednak zastanawiasz się nad podjęciem studiów językowych (filologii obcej lub lingwistyki stosowanej), mam nadzieję, że poniższe punkty pomogą Ci podjąć trafną decyzję, czy to w jedną, czy w drugą stronę.

Dlaczego warto wybrać studia językowe?

  1. Będziesz mieć zagwarantowany codzienny kontakt z Twoim ukochanym językiem. Większość wykładów będzie się odbywała w języku obcym (wyjątkiem są tu chyba filologie rzadszych języków, gdzie języka trzeba się będzie najpierw nauczyć), na pierwszych latach będziesz też mieć zajęcia z praktycznej nauki języka.
  2. Spotkasz innych ludzi zafascynowanych językiem, którego się uczysz. Mówię tu nie tylko o innych studentach, ale przede wszystkim o wykładowcach. Wykładowcy i ćwiczeniowcy na studiach – tak jak nauczyciele w szkole – są bardzo różni. Na pewno znajdą się jednak wśród nich prawdziwi zapaleńcy, którzy będą Cię zarażać swoją pasją i motywować do nauki.
  3. Jeśli myślisz o karierze językowej (jako nauczyciel, lektor, tłumacz, językoznawca), studia językowe uchylą Ci drzwi do zawodu. Nie znaczy to, że pracy „w językach” nie można zdobyć bez ukończenia filologii. Ani że na studiach zdobędziesz całą wiedzę potrzebną do wykonywania zawodu, a praca przyjdzie do Ciebie sama. Co to, to nie! Jeśli jednak chcesz iść w tym kierunku, studia językowe z pewnością będą ułatwieniem.
  4. Studia uwrażliwią Cię na język, pokażą Ci go od wielu stron, od których go jeszcze nie znałeś. Odkryjesz, że język, to o wiele więcej niż po prostu słówka plus gramatyka. Może zafascynuje Cię złożoność fonetyczna Twojego języka. Albo teoria komunikacji czy analiza dyskursu. Może Twój analityczny umysł zachwyci się gramatyką opisową. Albo Twoja wrażliwa dusza XIX-wieczną poezją. Może stwierdzisz, że nie ma nic bardziej fascynującego niż wiedza o mierzeniu kompetencji językowych. A może wciągnie Cię poznawanie terminologii z jakiejś specjalistycznej dziedziny. Nie wszystko Cię zainteresuje, to na pewno, ale z pewnością poszerzysz horyzonty.
  5. Uważam, że warto iść w życiu za pasją. Względy praktyczne (np. wysokość spodziewanych zarobków) też trzeba brać pod uwagę, ale nie powinny być one jedynym kryterium decydującym o wyborze studiów. Zbyt wielu widziałem ludzi, którzy poszli na „perspektywiczny” kierunek zupełnie niezgodny z ich zainteresowaniami. Pięć lat męczarni otwierających drogę do czterdziestu lat pracy zawodowej, która w ogóle ich nie pociąga. Smutny widok. Nie twierdzę, że swoją pasję trzeba koniecznie realizować na studiach (patrz niżej), nie warto jednak zupełnie lekceważyć tej perspektywy.

Dlaczego nie warto iść na studia językowe?

  1. Miłość do języka nie musi przekładać się na satysfakcję z pracy językowej. Można uwielbiać naukę nowych słówek, prowadzenie rozmów z obcokrajowcami czy czytanie obcojęzycznych książek, a zupełnie się nie odnajdywać w pracy nauczyciela czy tłumacza. Każdy z tych zawodów wymaga określonych predyspozycji (o pracy tłumacza piszę więcej w tym artykule). Program studiów językowych, przeładowany często teoretyczną wiedzą, też może zniechęcić Cię do języka. Czasami lepiej, żeby hobby pozostało hobby, inaczej może stracić cały swój urok.
  2. Studia nie sprawią, że w magiczny sposób nauczysz się języka. Zapomnij o szkolnym systemie motywacyjnym, na który składają się kartkówki, klasówki, odpytywanie na początku lekcji, prace domowe, dziennik z ocenami… Jasne, niektóre z tych elementów znajdziesz też na studiach, ale jednak główny ciężar odpowiedzialności za postępy spoczywać będzie na Tobie. Przykład z pierwszej ręki: kiedy kończyłem lingwistykę, moja znajomość niemieckiego była na porównywalnym poziomie co pięć lat wcześniej. I bynajmniej nie był to poziom zaawansowany. Wina wykładowców? A skąd! Po prostu tak się skupiłem na angielskim, że niemiecki sobie przez większość czasu olewałem. Skończyłem studia bez problemu, z czwórkami i piątkami, ale co z tego, skoro nie przełożyło się to na znajomość języka?
  3. Filologia to nie jest kurs języka. To oklepany frazes, ale prawdziwy. Większą część zajęć to nie praktyczna nauka języka, ale wykłady na rozmaite tematy, od literatury przez historię, kulturę, językoznawstwo, glottodydaktykę, translatorykę, pedagogikę czy historię filozofii. Może przez dwanaście lat coś się zmieniło w tej kwestii, ale nie liczyłbym na to specjalnie. Niektóre z tych przedmiotów mogą Cię zafascynować, inne będą wywoływać w Tobie odruch ziewania. Wiem, tak jest na każdych studiach, ale dobrze, żebyś miał tego świadomość, decydując się na kierunek językowy.
  4. Perspektywy zawodowe dla filologów nie są powalające. Są oczywiście wyjątki od reguły, ale jeśli Twoim głównym celem w życiu jest zarabianie kokosów, to zastanów się dobrze, czy na pewno chcesz iść tą drogą. Z pensji nauczyciela w szkole publicznej czy z wynagrodzenia tłumacza literatury ciężko wyżyć. Lektorzy w szkołach językowych i tłumacze nieliteraccy mają trochę lepiej, choć bez przesady. Teoretycznie najwięcej mogą się spodziewać tłumacze ustni, ale i w tym środowisku słychać narzekania na spadające od lat stawki, a poza tym rynek jest dość hermetyczny i nowicjuszom niełatwo zaistnieć w tym zawodzie. Ostatecznie jednak wszystko sprowadza się do Twojej przebojowości, kreatywności, przedsiębiorczości i pracowitości – jeśli nie brakuje Ci tych cech, to i w zawodzie językowym możesz dojść do niezłych pieniędzy.

Tyle moich refleksji – mam nadzieję, że bardziej Ci coś rozjaśniły niż zaciemniły 🙂

A wszystkich z Was, którzy studiowali, studiują lub zamierzają studiować filologię obcą lub lingwistykę, zapraszam do podzielenia się swoimi doświadczeniami w komentarzach.

PS. Zajrzyj też koniecznie do najnowszego artykułu Magdy z bloga Je, unasema Kiswahili?Czy warto studiować afrykanistykę? – zwłaszcza jeśli myślisz o jakiejś bardziej egzotycznej filologii.

34 komentarze

  1. Argument, że filologia to nie kurs języka może być też argumentem "za" pójściem na studia językowe. Może niekoniecznie o ten "odruch ziewania" mi chodzi, ale właśnie o tę rozpiętość tematów i wiedzę akademicką, której na kursach nigdy się nie zdobędzie 😉

    Co do ostrzeżeń przed wyborem studiów dodałabym jeszcze strukturę programu studiów: specyfika studiów językowych jest taka (w każdym razie na tych kierunkach, które ukończyłam, filologia szwedzka i lingwistyka stosowana), że zdecydowanie więcej jest obowiązkowych ćwiczeń, w mniejszych grupach, a dużo mniej wykładów.

    Nie jest to oczywiście argument, dla którego nie warto podejmować takich studiów, tylko dobrze o tym wiedzieć wcześniej i nie zdziwić się, zanim porówna się swój tryb życia na filologii z trybem życia na przykład współlokatorów z innych kierunków 😉

    1. Dzięki za uzupełnienie, Natalio! Masz rację, te wszystkie okołojęzykowe i pozajęzykowe przedmioty mogą być zarówno straszakiem, jak i zachętą. A zajęć praktycznych rzeczywiście jest sporo. Mnie to się akurat podobało, ale na pewno wymagało bardziej regularnej pracy niż tylko zrywy od sesji do sesji. Nie każdemu musi taki tryb pasować 🙂

  2. Zazdroszczę tej pewności w wyborze drogi życiowej już w liceum, ja na drogę językową weszłam później, przez co mam trochę bardziej zagmatwany życiorys. A maturę z angielskiego zdawałam dwa razy. 🙂 W 2007 i 2009. Najpierw wylądowałam na dziennikarstwie. Doświadczeń zawodowych w tej dziedzinie nie żałuję, naprawdę wiele mi dały. Ale już same studia… Gdybym zakończyła na nich swoją edukację, pewnie byłabym dziś zwolenniczką poglądu, że uniwersytety lepiej zburzyć i wybudować na ich miejscu zawodówki. Nie chodziło tu tylko o moje dopasowanie do kierunku, raczej o sam kierunek. Zorganizowany kompletnie bez pomysłu, napchany bezsensownymi przedmiotami. Na szczęście dosięgnął mnie już proces boloński, więc mogłam opuścić mury WDiNP po trzech latach pisania referatów o nikomu nieznanych czasopismach z okresu międzywojennego i nigdy już nie wrócić.

    Poza tym już gdzieś po drodze zdążyłam zauważyć, że jednak najbardziej kręcą mnie języki. Z mojego dotychczasowego studenckiego życia jakoś najbardziej podobało mi się na zajęciach z poprawnej polszczyzny i na lektoracie z suahili, na który poszłam początkowo dla zabawy. Przeprosiłam się też z angielskim, za którym w liceum nie przepadałam, i poprawiłam maturę. Zamarzyła mi się lingwistyka stosowana, ale nie znałam na odpowiednim poziomie żadnego drugiego języka europejskiego, a znajomość francuskiego, którego uczyłam się w liceum, zdążyła gdzieś po drodze ulecieć. Dlatego poszłam na studia zaoczne, które właśnie tym się różniły od dziennych, że obejmowały tylko jeden język (angielski). No i niestety były płatne. Dopiero na lingwistyce odetchnęłam, bo wreszcie czułam, że się czegoś uczę i że to coś naprawdę mnie interesuje.

    Moja historia z afrykanistyką też nie była taka prosta. poszłam na te studia zafascynowana językiem suahili, ale bardzo trudno było mi je pogodzić z moją ówczesną pracą w radiu (bo przecież nie ze studiami dziennikarskimi, które nie wymagały ode mnie niczego). Niechętnie zrezygnowałam po pierwszym roku. Wróciłam dopiero po tym, jak obroniłam się na lingwistyce. Od razu na studia magisterskie. I tak studiuję na UW już ósmy rok i pisze swoją drugą pracę magisterską.

    Dlatego tak zazdroszczę tej pewności, bo trochę żałuję, że nie zdałam matury z francuskiego i nie poszłam od razu na lingwistykę.

    1. Wiesz, Magdo, może nie miałaś tej pewności, co ja, ale za to jaką ciekawą drogę przeszłaś 🙂 Mądrzy ludzie mawiają, że warto czasem pobłądzić, bo na tych błędach można się sporo nauczyć. Tak emocjonalnie ciężko mi się do tego przekonać, zawsze chciałem od razu wszystko robić dobrze, ale myślę, że jest w tym sporo racji. Kto wie, może nawet te straszne doświadczenia z dziennikarstwa okażą się kiedyś cenne 🙂

  3. Dużo osób pyta mnie, czy warto iść na studia językowe – od dzisiaj zamiast tłumaczyć i wyliczać za i przeciw, będę im wysyłać link do tego wpisu, bo zgadzam się w 100% 🙂

  4. Ja siedziałam sama przed trzyosobową komisją na pisemnym hiszpańskim. Ale stresu nie było. Nie wiązałam żadnych nadziei z tym egzaminem. Chciałam się po prostu sprawdzić. Ale dziwnie było, jak słyszałam ciche szuranie długopisu po papierze 😀

    Wybór studiów to niełatwa rzecz. Tym bardziej jak się nie wie, co chce się robić w życiu. Zazdroszczę tym, którzy mają plan na przyszłość na długo przed podjęciem studiów, a potem z radością go realizują. Ja niestety nie miałam takiego szczęścia. Wybrałam studia, które miały spełnić moje marzenie z dzieciństwa, ale potem okazało się, że teraz mam inne marzenia. Zrezygnowałam. Mogłam oczywiście to ciągnąć dalej, a później realizować swoje inne pasje. Jednak nie żałuję swojej decyzji. I co z tego, że mam rok w plecy. Lepszy rok, niż pięć lat. A już niedługo będę wprowadzać mój nowy plan w życie 🙂

    Co do samego postu. Myślę, że każdy sam musi się przekonać na własnej skórze, czy było warto wybrać studia językowe, czy może nie. Jeśli choć trochę kogoś ciągnie właśnie w tę stronę, niech spróbuje. Bo jak człowiek nie zaryzykuje, zawsze będzie się zadręczać pytaniem co by było gdyby. A prawda jest taka, że każde studia mają swoje plusy i minusy, ale to nie od ilości zalet czy wad powinna zależeć nasza decyzja, tylko od tego, co czujemy.

    1. Dzięki, Jula! Podoba mi się Twoje podejście do tego "straconego" roku. To właśnie to, o czym pisałem w odpowiedzi na komentarz Magdy powyżej. Taki luz w stosunku do decyzji, które nie były najlepsze.

  5. Ja też pisałam maturę w towarzystwie komisji 😛 Było upiornie gorąco, skończyłam godzinę przed czasem (komisja była szczerze uradowana i gratulowała mi profesjonalizmu) i poleciałam prędziutko na zajęcia z tego właśnie języka, które sama osobiście prowadziłam 😉
    Co do studiów fiologicznych, to mam porównanie z socjologią. Na początku na socjo było nieźle i wiele rzeczy mi się podobało, ale kiedy trafiłam na filologię włoską i miałam zajęcia z prawdziwymi Włochami, którzy mówili do mnie per "Alessandra" i przez cały czas mówiliśmy wyłącznie o tym cudownym języku – wiedzialam, że trafiłam idealnie na moje miejsce. Oczywiście, trzeba było znieść dużo wykładów teoretycznych, z których większość niewiele mi dała, ale zajęcia praktyczne wynagradzały wszystko. Pokochałam też wtedy gramatykę opisową, którą wszyscy straszyli mnie zgodnie, a która okazała się wspaniała. Mimo to nie żałuję lat spędzonych na socjologii, myślę, ze dały mi wiedzę ogólną i poszerzyły horyzonty bardziej, niż zrobiłyby to studia filologiczne.
    Myślę, że bardzo trudno jest podjąć decyzję o kierunku studiów i pewnie wielu maturzystów się sparzy, szukając wymarzonej drogi życiowej. Po prostu wiele jest teraz możliwośći i warto sprawdzić przynajmniej kilka, dać sobie szansę na zmianę zdania. Chyba, że trafimy na coś, co pokochamy natychmiast.

    alessandra

    1. Dzięki za komentarz, Ola! Tzn. Alessandra 😉 Widzę, że sporo z nas ma doświadczenie samotnego pisania matury. Fajnie! A gramatykę opisową też bardzo lubiłem, choć angielską (niemieckiej nie znosiłem). Jak się trafi na dobrego wykładowcę, który potrafi zajmująco przedstawić temat, to wszystko może być ciekawe!

  6. Ja akurat mature z niemieckiego pisalem w asyscie dwoch kolegow na cala szkole. A haslo "filologia to nie kurs jezykowy " znalem, ale rozumialem opacznie. Naiwnie myslalem, ze to duzo wiecej niz kurs jezykowy, ze uczy kazdego najdrobniejszego szczegolu danego jezyka, ze absolwent jest niemal nejtywem. Moje rozczarowanie bylo oszolamiajace…

    1. Mniej więcej tak, jak każdy Polak jest polonistą. :p To inny typ wiedzy, ale przecież wcale nie gorszy. W końcu mało który Polak potrafi zrobić to,co potrafi polonista. Bo nawet jeśli Polak używa na co dzień więcej niż kilku tysięcy słów i robi to poprawnie, to zwykle nie wie, czemu tak robi i skąd to się w języku wzięło. My tu w Polsce mamy jakiś mit native'a, a taki może mieć przecież problemy z podstawowymi kwestiami we własnym języku. Prawdopodobnie miałeś na myśli to, że chciałbyś mówić jak dobrze wykształcony native, ale to już zupełnie inna bajka. 🙂

  7. Niekoniecznie w ogole wyksztalcony, mialem nadzieje nauczyc sie zarowno jezyka literackiego, oficjalnego jak i potocznego ale tego ostatniego program filologii nawet nie przewiduje. To samo z wymowa, absolwent posiada wiedze wylacznie o wariancie brytyjskim i amerykanskim, a w rzeczywistosci w samej Anglii jest mnostwo roznych odmian, czesto niezrozumialych wzajemnie. Oczywiscie znajomosc gramatyki opisowej, literatury, historii USA, Wielkiej Brytanii , filozofii, metodyki itp. to standardowe wyposazenie filologa, ale czy nie powinna temu towarzyszyc perfekcyjna znajomosc jezyka, w tym potocznego?

    1. Po części rozumiem zarzut, bo rzeczywiście sama filologia często nie daje tak dobrej znajomości języka, jak by się wszystkim wokół mogło wydawać. Ale i tak odwrócę kota ogonem. Ile odmian polszczyzny – jako native – znasz Ty sam? Mówisz po śląsku? A po kaszubsku? Znasz slang młodzieżowy dzisiejszych gimnazjalistów? Rozumiesz wszystkie języki specjalistyczne od filozofii po fizykę jądrową? Bo ja nie. Mało tego, czasem trafiam na słowa w języku polskim, których nie rozumiem. Mało tego, czasem nawet trafiam na ludzi, których nie do końca rozumiem. Bo mówią jakoś tak po swojemu, niewyraźnie lub niespójnie. Moja kompetencja jako native speaker’a też jest w takim razie ograniczona. Mam tylko tę przewagę, że jako rodzimy użytkownik mam znacznie więcej intuicji językowej niż obcokrajowiec, który nauczył się tego języka jako dorosły człowiek.

  8. Świetny wpis, który tak naprawdę uwzględnia wszystkie za i przeciw studiów językowych. Myślę, że jest to bardzo pomocny wpis szczególnie dla tegorocznych maturzystów jak i osób, które myślą o podjęciu studiów językowych, a maturę mają już dawno za sobą.

  9. maturę zdawałam 3456 lat temu, ale podobnie jak Ty, sama na całą szkołę zdawałam niemiecki 😀 Tylko, że ja to wspominam wspaniale. Potem już nigdy więcej nie wróciłam do Niemieckiego, dopóki nie wyjechałam z kraju z 2013 i… poszłam na kurs i tak do dziś się uczę 😀 Ach, co to były za czasy, te maturalne, studenckie etc… 😀

  10. Cześć! Ja nie jestem ani po ani w trakcie wyboru ani przed studiami filologicznymi 😉 Ale się wypowiem. Moją zazdrość wzbudził fakt, że tak wcześnie wiedziałeś co chcesz robić w życiu. Ja zdałam maturę może nie 12 lat temu, ale 8, no i nadal jestem… no powiedzmy, że pomiędzy różnymi życiowymi zagadnieniami, które nie wiadomo jak się zakończą, tzn. jaka będzie moja ostateczna ścieżka zawodowa. Nie mówię, że to coś złego, ale o ile spokojniejsze musi być życie, jak wiesz, co chcesz robić, kim chcesz być, itp! 🙂

    1. Dzięki za komentarz, Olu. Masz rację, tak na pewno jest spokojniej. Ale, jak to pisałem już w jednym z komentarzy wyżej, takie szukanie swojej drogi też ma swoje uroki 🙂

  11. Studiuję filologię włoską i muszę powiedzieć, że w pełni zgadzam się zarówno z „za”, jak i „przeciw” studiowaniu języków obcych. To, co zostało już powiedziane w artykule, ale ciągle nie dociera do przyszłych studentów studiów językowych, to właśnie fakt, że to w zasadzie kierunki typowo humanistyczne. I właśnie przedmioty związane z historią, kulturą, cywilizacją, literaturą i technicznymi aspektami języka – a nie same lektoraty języka obcego – stanowią główną część tego typu studiów. Pozdrawiam i zapraszam na mojego bloga językowego: http://languages-open-doors.blogspot.com/

    1. Dzięki za odwiedziny, Asiu! To był w sumie jeden z powodów, dla których poszedłem na lingwistykę stosowaną, a nie filologię – jako ścisłowcowi bardziej podobał mi się program, w którym był większy nacisk na praktyczne zajęcia z języka, a mniej na przedmioty humanistyczne. Ale – choć tych drugich i tak było sporo – to wiele z nich wspominam całkiem dobrze 🙂

  12. Już kolejny wpis na tym blogu, pod którym mogłabym się podpisać w 100% 🙂 Niedługo kończę licencjat z filologii hiszpańskiej i mam zamiar napisać u siebie coś w stylu podsumowania: czy jestem zadowolona, co dały mi te studia i czy żałuję (nie żałuję!) 🙂 Pozdrawiam.

  13. Hej skończyłam studia i ale zawsze moim marzeniem było skończyć filologię germańska. I teraz właśnie stoję nad ważnym wyborem, a mianowicie filologię germańska zaoczna i lingwistyke stosowana niemiecki +podstawowy hiszpański również zaoczna. Na który kierunek lepiej jest się pokusić? Boję się że zupełnie nie nauczę się języka na studiach zaocznych, ale z drugiej strony ze względu na prace zawodowa nie jestem w stanie iść na studia dzienne. 🙂 bardzo proszę o pomoc 🙂

    1. Hej Ewa! Niestety nie mam żadnego doświadczenia ze studiami zaocznymi, więc ciężko mi coś poradzić. Z pewnością na takich studiach odpowiedzialność za to, czy nauczysz się czegoś, czy nie, jeszcze bardziej spoczywa na Tobie. Na pewno czeka Cię dużo samodzielnej nauki w domu. Dlatego zastanawiam się, czy lingwistyka, na której będziesz musiała uczyć się dodatkowo drugiego języka, to nie za dużo – o ile oczywiście zależy Ci przede wszystkim na niemieckim. Jeśli myślisz o lingwistyce tylko dlatego, że chcesz później zostać tłumaczem, to może warto poszukać jakichś translatorskich studiów zaocznych? To tylko takie luźne pomysły, może Ci się coś przyda. Pozdrawiam!

  14. Witam. Jaka wyglada obecnie Panska sytuacja po skonczeniu studiow? Oplaca sie byc w obecnych czasch tlumaczem? Ktory jezyk na maturze jest bardziej przyszlosciowy? Pozdrawiam;)

    1. Przepraszaam! to pytanie : ” Jaka wyglada obecnie Panska sytuacja po skonczeniu studiow?” juz nieaktualne. Wyniklo z mojego bledu.

  15. Sam ukończyłem anglistykę ze specjalnością tłumaczeniową, trzy lata germanistyki, a teraz powoli przymierzam się do romanistyki. Wybór studiów językowych to jedna z moich najlepszych decyzji w życiu! Niemniej nie namawiam nikogo. To, co ja kocham, inni nie muszą lubić. Sugeruję więc wybrać taki kierunek, który chce się studiować, ponieważ pasja bardzo pomaga w osiągnięciu najlepszych efektów. 🙂

  16. Co do zarabiania kokosów po filologii językowej trochę się nie zgodzę.
    Piszę we wrześniu 2015 r z Krakowa – jednego z miast w którym nastąpiła eksplozja takich oszklonych budynków, gdzie widać jak jeden obok drugiego człowiek siedzi przed komputerem i sobie pracuje.To potocznie korporacje a dosłownie tzw. outsorcing.
    Oczywiście nie trzeba być filologiem wystarczy znać język na określonym poziomie aby z marszu ( no może po 2 tygodniach) dostać pracę przy odbieraniu telefonów, pisaniu meili lub przepisywaniu jakiś faktur – wszystko w oparciu o język obcy.
    O ile osoba z językiem angielskim może od razu zarobić ok. 3 tysięcy netto, tak z francuskim czy niemieckim ok. 3500zł netto. Filolog języków rzadszych np. estoński, hebrajski to już zarobki przekraczające 5 tyś zł netto, w oparciu o odbieranie telefonów czy wysyłanie meili oczywiście
    Także filologu czy po prostu miłośniku języków obcych – zawsze – o ile te „korporacje” nie wyniosą się na ukrainę,a kiedyś to pewnie nastąpi jak to ma miejsce teraz w PL – zawsze możesz pracować za szybą i 3 tyś netto zawsze zarobisz. I uważam ,że nie jest to mało, chyba ,że autorce postu kokosy to 10-15 tyś miesięcznie – no tego jako popychadłó na słuchawce w korpo na pewno nie zarobisz nigdy…

  17. Hej,
    Ja też jestem maturzystką z tych „starych”. Zdawałam maturę pisemną z angielskiego. Niestety nikt mi nie doradził, na jakie studia językowe pójść, będąc ścisłowcem. Nie dostałam się na filologię angielską i przesiedziałam rok w domu, ucząc się na egzaminy wstępne na germanistykę… Zdałam je i od października 2003 r. zaczęłam filologię. BARDZO się męczyłam na historii literatury i analizie tekstu literackiego. Nienawidziłam tych ćwiczeń. Za to kochałam praktyczną naukę i gramatykę opisową. Ze względów zdrowotnych musiałam przenieść się na zaoczne. Cały czas ubolewałam, że nie wybrałam lingwistyki stosowanej, gdzie obok niemieckiego uczyłabym się również angielskiego, no i głównie przedmiotów praktycznych i językoznawczych. Bałam się panicznie egzaminów wstępnych… Skończyłam filologię germańską zaocznie, gdzie studia magisterskie były beznadziejne – sama abstrakcja. Do tej pory, a mam 33 lat, marzę o lingwistyce stosowanej, jednak w podjęciu tych studiów przeszkadza mi mój wiek, no i mam zobowiązania w postaci pracy zawodowej i mojego ukochanego psa. Szukam już od x-czasu lingwistyki zaocznej, ale obecnie w 2016 r. nie ma jej w ofercie szkół wyższych, albo jej nie otwierają z powodu braku chętnych. Jestem z tego powodu cały czas nieszczęśliwa i niespełniona… Co byś mi w takim przypadaku poradził?
    Pozdrawiam 🙂

Komentarze zostały zamknięte.