Jak (nie) zachęcać do nauki języka?

Jestem z natury spokojnym człowiekiem i niełatwo mnie wyprowadzić z równowagi. Ale to nie znaczy, że się nie da. Jednym z niezawodnych sposobów jest używanie kiepskich (albo wręcz nieprawdziwych) argumentów w celu bronienia sprawy, która jest bliska mojemu sercu. Na przykład zawsze zgrzytałem ze złości zębami, kiedy znajomi esperantyści zachęcali innych do nauki swojego ulubionego języka twierdzeniami, że „esperanto jest – po angielskim – drugim najczęściej używanym językiem w internecie” albo że „gramatyka esperanta składa się w całości z 16 reguł, które mieszczą się na jednej kartce”. Co to za wciskanie ludziom kitu, ja się pytam? Czy naprawdę brakuje mądrych, rozsądnych argumentów przemawiających za esperantem, że trzeba sięgać po takie bzdury?

Źródło: Yochai Hands via photopin (license)

Ale dzisiaj nie o esperancie chciałem pisać, tylko o nauce języków w ogóle. Jakiś czas temu Gosia, wierna czytelniczka Językowej Oazy, zostawiła w komentarzu link do pewnego filmiku (dziękuję!). Jeśli masz taką możliwość (i trochę czasu), obejrzyj go proszę przed dalszą lekturą. Jeśli nie – nie szkodzi, artykuł i tak powinien być zrozumiały.

Jakie wrażenia? Bo ja mam mieszane. Z jednej strony bardzo pozytywne przesłanie: nauka języka jest prostsza niż myślisz! No i konkretne pomysły na to, jak się za tę naukę zabrać. Myślę, że niektórym ten film pomoże przełamać niepotrzebne obawy i wziąć się do roboty, co mnie bardzo cieszy.

Ale jest też druga strona. Po pierwsze, niektóre pomysły pana Mateusza są mocno dyskusyjne. Czy naprawdę najlepszym pomysłem na naukę języka od podstaw jest słuchanie wiadomości przez 4-8 godzin dziennie (tak szczerze: ilu ludzi ma tyle czasu do dyspozycji?) i to bez zrozumienia? Ja bym wykorkował z nudów po trzech dniach… No i jeszcze uzasadnianie tego twierdzeniem, że podobnie uczą się języka dzieci… Otóż dzieci nie uczą się języka, słuchając wiadomości w radiu, tylko poznając ten język w kontekście, przez odniesienie do rzeczy, które je otaczają i bezpośrednio ich dotyczą. Mama pokazuje dziecku kota i mówi: „Widzisz? To jest kotek. Jaki ładny kotek!”. Różnica jest chyba oczywista. Zresztą o micie „uczenia się jak dziecko” już kiedyś pisałem – zajrzyjcie do tego artykułu, jeśli chcecie poznać moje poglądy na ten temat.

Po drugie – i na tym chciałbym się dzisiaj skupić – zirytowały mnie niektóre argumenty, które miały zapewne przekonać widza, że nauka języka nie jest tak straszna, jak ją malują. Przyjrzyjmy się kilku fragmentom.

[4:44] Nie ma potrzeby, żeby uczyć się wszystkich wyrazów, które istnieją, dajmy na to, w języku francuskim. Jest ich aż sto tysięcy. Francuz zna z tego dziesięć tysięcy, a więc tylko i wyłącznie dziesięć procent, ale używa w 90% sytuacji około pięciuset. Z tego w 33% sytuacji używa raptem 25 wyrazów.

[5:19] W momencie, gdy więc wpiszesz sobie w internecie tekst pod tytułem „tysiąc najpopularniejszych wyrazów” w określonym języku, to wyskoczy ci lista, która – gwarantuję ci – pokryje ci 70, może 80, może nawet 85 procent sytuacji, w których typowo ludzie się komunikują.

Jest w tym pewna racja – rzeczywiście nie ma sensu na początku nauki koncentrować się na słowach rzadkich. Prawdą jest, że ze statystycznego punktu widzenia przeważająca część przeciętnego tekstu składa się ze stosunkowo niewielkiej grupy najpopularniejszych wyrazów, dlatego to im warto poświęcić szczególną uwagę na początku nauki. Sytuacja nie wygląda jednak tak różowo, jak by to wynikało z powyższych cytatów.

Powyższe argumenty nafaszerowane są liczbami, co nadaje im posmak „naukowości”. Liczby w końcu nie kłamią, prawda? Otóż często niestety tak.

Zacznijmy od tego, że podane wartości liczbowe wydają się wyssane z palca. W pierwszej wypowiedzi jest mowa o tym, że w 90% sytuacji Francuzi używają tylko 500 słów, a chwilę później można usłyszeć, że 1000 najpopularniejszych wyrazów wystarczy nam w 70-85% sytuacji. Chwila, a więc im więcej słów, tym mniej sytuacji, w których potrafimy się porozumieć? Coś tu nie gra.

Druga sprawa. „[Francuz] w 33% sytuacji używa raptem 25 wyrazów”. Czyżby? Oto 25 najpopularniejszych wyrazów we francuskim według jednej z dostępnych w internecie list:

le, de, un, à, être, et, en, avoir, que, pour, dans, ce, il, qui, ne, sur, se, pas, plus, pouvoir, par, je, avec, tout, faire

Mamy tu cztery czasowniki, żadnego rzeczownika, kilka przyimków, zaimków, rodzajników i innych „słówek gramatycznych”. Przypuszczam, że można z tych wyrazów ułożyć trochę sensownych zdań (choć trzeba w tym celu nauczyć się m.in. odmiany czasowników, a więc tak naprawdę potrzebujemy więcej niż 25 słów), ale czy to nam naprawdę wystarczy, żeby „obsłużyć” 33% sytuacji? Obawiam się, że wątpię… Znając te słowa nie zrobisz zakupów w sklepie, nie kupisz biletu na pociąg, nie powiesz nawet, ile masz lat ani jak masz na imię. Znasz francuski? To mam dla Ciebie wyzwanie! Spróbuj ułożyć choć jeden sensowny dialog złożony tylko z tych słów. Jeśli Ci się uda, pochwal się w komentarzu!

No i trzecia sprawa. Co tak naprawdę znaczy „znać” najczęstsze słowa? Weźmy język angielski. Jednym z najpopularniejszych czasowników jest „get”, którego podstawowe znaczenie to „dostać”. Czy ta wiedza nam wystarczy, żeby rozumieć zdania zawierające ten czasownik? Oto kilka prostych zdań z „get”, które możemy usłyszeć w codziennych sytuacjach:

I’ve got no car.

It’s seven o’clock, get up!

Get on the bus!

I’ll get it. (w znaczeniu „odbiorę” albo „otworzę”)

I don’t get it. (w znaczeniu „nie rozumiem”)

W żadnym z tych zdań „get” nie znaczy „dostać”. Zaryzykuję wręcz twierdzenie, że w większości przypadków „get” używane jest w jednym z dziesiątek pobocznych znaczeń lub jako element phrasal verbs i zwrotów idiomatycznych. Podobnie jest z wieloma innymi popularnymi czasownikami. Oznacza to, że jeśli nauczymy się listy 1000 najpopularniejszych wyrazów, to może i będziemy w stanie większość wyrazów występujących w dowolnym rozpoznać – ale niekoniecznie zrozumieć.

[9:06] (…) przyznaję, że macie wyjątkowe umiejętności jako Polacy. A powiem wam dlaczego. Polski jest najtrudniejszym językiem na świecie. Nie ustępujemy niczym pod kątem gramatycznym żadnemu krajowi, dlatego że „w Szczebrzeszynie chrząszcz brzmi w trzcinie”, jeśli chodzi o wymowę, plus „z tym Kościuszką” i „o tym Kościuszce” rozsypuje w pył ambicje i motywacje każdego obcokrajowca.

[9:32] Polacy mają bardzo trudny język, a co za tym idzie, startują zdecydowanie z górnej półki do uczenia się czegokolwiek. Króciutki dowód: jeśli chodzi o jednostki wymowy, tzw. fonemy, hiszpański ma ich 24. Na 150 dźwięków, które rozumie ludzki mózg, hiszpański ma tylko 24, polski ma 76. W związku z tym polski w wymowie jest namacalnie trzy razy trudniejszy.

Zacznijmy od twierdzenia, że „Polski jest najtrudniejszym językiem na świecie”. To zdanie oczywiście mile łechce nasze ego, ale z prawdą ma mniej więcej tyle wspólnego, co stwierdzenie, że najbrzydszą rasą psa jest ratlerek albo że największym arcydziełem literatury jest „Zbrodnia i kara”. Jedni się zgodzą, inni nie. Nie będę się tu rozwodził – wszystko, co mógłbym na ten temat napisać, zawarł w swoim klasycznym już artykule Karol z Woofli. Bardzo Was zachęcam do lektury.

Potem znowu mamy liczby. Znowu robi się naukowo. I znowu są to tylko pozory. To prawda, że hiszpański ma około 24 fonemów (dokładna liczba zależy od tego, o której odmianie języka mówimy). Ale 76 fonemów w języku polskim to liczba wzięta z sufitu. Według językoznawcy Tadeusza Milewskiego polski ma „zaledwie” 39 fonemów, niektórzy lingwiści do tej listy dodaliby jeszcze kilka fonemów. W artykule o fonetyce języka polskiego na Wikipedii można wprawdzie znaleźć tabelkę z 56 dźwiękami spółgłoskowymi, ale duża część z nich to nie oddzielne fonemy, a alofony, czyli warianty fonemów (o różnicy pisałem niedawno w tym artykule). Zdecydujmy się: porównujemy fonemy hiszpańskie z polskimi czy alofony hiszpańskie z polskimi? Mieszanie jednego z drugim to wprowadzanie odbiorcy w błąd. Polski system fonetyczny jest rzeczywiście bardziej złożony od hiszpańskiego, ale z pewnością nie trzykrotnie.

Poza tym twierdzenie, że duża liczba dźwięków w polszczyźnie ułatwia nam naukę wymowy w innych językach, jest mocno wątpliwe. Może rzeczywiście mamy ułatwioną sprawę w przypadku innych języków słowiańskich. Hiszpański czy włoski też nie stanowią wielkiego problemu (ale one są łatwe również dla Niemca czy Anglika). Ale czy nasz polski system fonetyczny rzeczywiście pomoże nam przy nauce kilkunastu samogłosek języka angielskiego? Niemieckich umlautów? Gardłowych dźwięków arabskiego? Tonów w mandaryńskim czy wietnamskim?

[10:54] A nade wszystko stając się poliglotami, będziecie mieli wyższe IQ, dłużej żyli, lepiej się czuli…

Do kompletu brakuje już tylko wiecznie gładkiej cery, szczęścia w miłości i pełnego konta bankowego 🙂 A tak na serio: nauka języków rzeczywiście pomaga utrzymać w dobrej kondycji mózg i dłużej zachować sprawność intelektualną, ale bladego pojęcia nie mam, jaki ma wpływ na długość życia. Jeśli są jakieś wiarygodne badania na ten temat, to wyprowadźcie mnie proszę z błędu.

Mógłbym przytoczyć jeszcze więcej przykładów, ale te trzy argumenty dość dobrze ilustrują, o co mi chodzi. Postaw się na chwilę w pozycji osoby, którą powyższy filmik przekona do nauki języka. Jak myślisz, czy wytrwa ona długo w swoim postanowieniu? Prędzej czy później wyjdzie przecież na jaw, że wyuczenie się 500 najpopularniejszych słów wcale nie wystarcza do swobodnego porozumiewania się w 90% sytuacji; że nauka obcych dźwięków wcale nie jest taka banalna, jak obiecywano; wreszcie że po paru miesiącach nauki języka wcale nie ustąpiły problemy z krążeniem, a współczynnik inteligencji nie podskoczył nagle o 20 punktów.

Nie wiem, jak wy, ale ja poczułbym się oszukany. O ile nie miałbym silnej motywacji, to zniechęcony zarzuciłbym naukę i drugi raz już nie dałbym się tak łatwo przekonać, że warto się uczyć języków.

Jak w takim razie przekonywać? Przede wszystkim uczciwie i rzetelnie. Jeśli powołujesz się na jakieś dane, liczby, badania naukowe, to upewnij się najpierw, że nie opowiadasz bajek. Jednak tak naprawdę najlepsze, co możesz zrobić, to odwołać się do własnego doświadczenia. Daruj sobie statystyki i (nierzadko sprzeczne) odkrycia naukowców. Powiedz lepiej, jak Ty skorzystałeś na nauce języków. Co zmieniły języki w Twoim życiu. Opowiedz swoją historię. To tym najprędzej zainspirujesz innych.

No właśnie, a jak Ty przekonałbyś innych do nauki języków?

44 komentarze

  1. Nareszcie ktoś to napisał. Moja koleżanka socjolożka wielbi tego pana. Dawno już oglądałam ten filmik i też miałam mieszane uczucia, ale jak się z nią nimi podzieliłam to nie chciała słuchać i odpierała wszystkie argumenty. Ten Pan to guru w pewnych kręgach. Super, że zachęca do nauki języków, ale może ludzie w końcu zastanowią się głębiej nad tym co on mówi. Dzięki za ten post.

  2. Wszyscy mi ostatnio wciskali ten filmik, "Obejrzyj, nauczysz sie lepiej norweskiego". Ja jakis czas temu napisalam post o 13 sposobach na nauke norweskiego – ale byly to rzeczy, ktore mnie samej pomogly w nauce i chcialam zobaczyc, czy komus jeszcze pomoga. Nadal dostaje e-maile w odpowiedzi na ten post, ze musze obejrzec ten filmik, musze go wrzucic do wpisu bo on jest bardzo wazny! A ja go nawet nie ogladalam, bo mialam przeczucie ze to niezly szwindel. Dzieki za swietne podejscie do tematu ! 🙂

    1. A mozna sie dowiedziec gdzie napisalas ten post? Tez interesuje mnie nauka norweskiego 🙂

  3. Artykuł świetny 🙂 I jedna ciekawostka: znajomość polskiego naprawdę pomaga w opanowaniu mandaryńskiego, właśnie z powodu fonemów 🙂 Tony to inna para kaloszy, ale wymowa mandaryńskiego jest dla nas faktycznie prostsza niż dla przeciętnego Anglika czy Niemca 🙂

  4. Miałam już okazję zapoznać się z tym filmikiem. Podobnie jak tu, także inne filmy lub teksty proponujące genialne sposoby nauki, mnie nie przekonują. Uważam, ze nauka języka obcego powinna być przyjemnością, a nie katorgą. Jednak nie wierzę, że bez jakiegokolwiek wysiłku z naszej strony uda się czegokolwiek nauczyć.
    Spojrzałam na listę najpopularniejszych słów w języku francuskim (kiedyś zerknęłam też na angielską) i przyznaję Ci rację. Niewiele da się z nią zrobić. Może jedynie połączyć "je" z czasownikiem np. je suis lub je fais (ewentualnie jeszcze jakieś krótkie kombinacje). Bardziej rozbudowane zdania nie wchodzą w grę, ze względu na brak rzeczowników lub przymiotników.

  5. Pan Mateusz ma gadane i dlatego ludzie tak łatwo to łykają. Dorzućmy do tego trochę wymyślonej statystyki, ale takiej, która trafia w gusta widzów i voilà! Sukces filmiku gotowy. Szkoda, że pan M. trochę bardziej się nie przyłożył do faktów, bo początek ze wstawką hiszpańską jest bardzo efektowny i daje sporą dawkę motywacji.

    A tak w ogóle to mało kto chce włożyć wysiłek w naukę języków. Niech najlepiej samo wejdzie do głowy.

  6. Ja bym nawet stwierdziła, że w 98 % sytuacji Francuzi używają tych 25 najpopularniejszych wyrazów, po prostu prawie każde francuskie zdanie zawiera któreś z tych wyrazów 😉 Kompletnie nie rozumiem obecnej tendencji uczenia się z suchych list 500 czy 1000 najpopularniejszych słów i przekonywanie, że to wystarczy do swobodnych konwersacji na każdy temat.

    1. Grzesiak nic nie mówi o tym, żeby się uczyć suchych list ze słówkami, tylko mówi o tym że ten wąski zakres słów jest uzywany w większości rozmów.
      Wyraźnie potem mówi o nauce struktur – ja jestem, ja mam.
      Co najważniejsze z filmu to metoda total immersion. To jest tak naprawdę jedyna droga nauki języka i każdej innej umiejętności. Totalne zanurzenie w tej czynności.

  7. Zabolały mnie moje lingwistyczne zęby. Zachęcanie zachęcaniem, ale szerzenie ciemnoty w zakresie wiedzy o języku jest bolesne. Tyle na gruncie profesjonalnym. Na prywatnym mogę powiedzieć, że stwierdzenie "polski to najtrudniejszy język" zawsze wywoływało u mnie złość, w zasadzie wściekłość. Nie wiem, dlaczego. Nie jest przecież bardziej kretyńskie niż stwierdzenie "wszyscy Polacy lubią pomidorową". A jednak ciężko mnie wkurza. Bo niby dla kogo najtrudniejszy? Dla Hindusa? Dla Lapończyka? A może wkurza mnie to, że ci, którzy tak butnie tę frazę wygłaszają, nawet nie raczyli w pełni opanować zasad tego swojego najtrudniejszego języka (no chyba, że to twierdzenie ma być wymówką)? Sama nie wiem. Dziwi mnie też, że ludzie w ogóle próbują się uczyć z list najpopularniejszych wyrazów, przecież to czysta leksykostatystyka,która powstała głównie do celów badawczych. Laikowi nie jest potrzebna wiedza, że najpopularniejszy wyraz w języku polskim to w. Mogą z takich statystyk korzystać dydaktycy i układać wg nich podręczniki poruszające najpopularniejsze tematy,słownictwo czy konstrukcje gramatyczne, ale to tyle.

  8. Ja podobnie jak autor mam mieszane uczucia w sprawie tego filmu. Widziałem go już wiele miesięcy temu. Utkwiło mi jedno: naucz się listy tysiąca słów. Niby wszystko, ale jest jedno ALE. Szkoda, że pan Mateusz nie rozwinął swojej wypowiedzi, że tych słów należało by się nauczyć w kontekście, czyli poznać je w zdaniach, z rękami i nogami. Wtedy OK. Na pewno tysiąc słów to mało, ale dla turysty by wystarczyło. Można wykuć nawet pięć tysięcy słów, ale co z tego, skoro będą one bez kontekstu. Pan Mateusz w tym filmie niby mówi wiele prawdy o języku, ale nie zostaje ona rozwinięta, bardzo to wszystko mgliste…. ŁUKASZ

      1. „język to nie słówka, to po prostu otaczanie się, życie w tym języku przez lata i używanie go w sposób naturalny”

        przesłuchaj jeszcze raz filmu, bo chyba go nie zrozumiałeś.

    1. Dżisus czy wy umiecie słuchać ze zrozumieniem? Gdzie on mówi, żeby uczyć się odseparowanych słów?
      Mówi wyraźnie o metodzie total immersion, totalnym zanużeniu w słuchaniu języka oraz nauce struktur – ja jestem, ja mam.
      Mowa o tysiącu słów to tylko przypomnienie statystyki.

  9. Mnie raczej wszyscy zniechęcali do nauki języków (moje ulubione: "po co ci to?"), więc zachęcanie mnie do nauki języków nie do końca na mnie działa – zresztą, ja swoje języki do nauki wybrałam i do tych nie trzeba mnie zachęcać, nauki innych na razie nie zaczynam.
    Już chyba mądrzej nauczyć się gotowych zdań z samouczka niż z listy 1000 słów. Poza tym, jakoś nie rozumiem zamiłowania ludzi do tych list – kojarzy mi się tylko z kartkówkami w szkole na zasadzie zakuj-zdaj-zapomnij. Zdań z samouczka można przynajmniej użyć.
    "Język polski najtrudniejszy"? Dla Anglika czy Japończyka może będzie trudny, ale czy dla Czecha czy Słoweńca język polski też będzie trudniejszy niż język angielski czy japoński? Francuzi też uważają swój język za bardzo trudny. Wielu Polaków to nie odstrasza. Moim zdaniem, to trochę jest kwestia indywidualna.
    Jak się nauczyć języka? Zebrać materiały do nauki, jakich mi trzeba i cała naprzód! Żadnej filozofii tu nie ma 😀
    mon4

  10. Weszłam na kanał tego pana i widzę, że zna się na wszystkim: językach obcych, kłótniach w związkach i "tworzeniu siebie"… Mnie w ogóle trochę irytują pytania, jak się nauczyć języka i oczekiwanie jednego przepisu. Języki są różne, my wszyscy jesteśmy różni, ludzie potrafią jak w reklamie jeść ciastka Delicje na kilka sposobów, a co dopiero mówić o preferencjach co do uczenia się! 😉

    Cenny wpis, Januszu!

  11. Januszu,
    będzie krótko, bo i film, który wnikliwie przeanalizowałeś na dłuższe komentarze nie zasługuje (co innego twoja analiza, ale wydaje mi się, że przedmówcy powiedzieli niemal wszystko co powiedziałbym ja).
    Po pierwsze, dziękuję za wspomnienie bardzo starego już artykułu o najtrudniejszym języku świata. Po drugie, w filmie można się przyczepić do bardzo wielu rzeczy, nawet takich jak efektywna wstawka z językiem hiszpańskim – prawda jest taka, że słownictwo języków romańskich weszło poprzez łacinę w ogromnym stopniu do świata nauki i średnio rozgarnięta osoba rzeczywiście tego rodzaju internacjonalizmy załapie. Gdy jednak przejdziemy do innych języków indoeuropejskich (choćby albański, litewski, czy nawet niemiecki) odtworzenia tego rodzaju scenki jest niemożliwe.

    Niestety problem z internetowymi doradcami jest taki, że przede wszystkim są świetni w robieniu PR-u i tak naprawdę jedynie o tej rzeczy mają faktycznie pojęcie. Gdyby pan Mateusz zrobił film o tym jak udawać wszechwiedzącego mentora byłby dla mnie idealnym wzorem do naśladowania. W przypadku języków wolę mimo wszystko czytać bardziej fachowe opracowania, a tego rodzaju filmy na YT omijam szerokim łukiem. Doba ma tylko 24h, nasze życie jest stosunkowo krótkie – szkoda czasu marnować go na takie głupoty.

    Wpis jednak jak zawsze uważam za bardzo dobry 🙂

    Pozdrawiam,
    Karol

  12. Janusz, świetny komentarz do tego filmiku! Też to kiedyś widziałam i pomyślałam, że to mało uczciwe, pewnie kierowane do osób, które nie znają ani jednego języka obcego. Może jeszcze do tych, którzy właśnie postanowili zostać poliglotami–tak z dnia na dzień. 😉 Ciekawe jest też to, że mało rzetelne strony o nauce języków bardzo się tym dzieliły i zachwycały, natomiast te, które osobiście uważam za wartościowe, kompletnie zignorowały. Fajnie widzieć tu w jednym miejscu ludzi myślących podobnie. Pozdrowienia.

  13. Januszu, świetnie rozebrałeś na czynniki pierwsze ten filmik, odpowiednio argumentując Twój punkt widzenia. Pomijając samą treść, nie spodobała mi się jego forma. Autor mówi za szybko i używa pseudonaukowego języka. Z ciekawości obejrzałam dwa inne jego filmiki i mam wrażenie, jakby mi ktoś serwował wyuczone na pamięć kwestie, ubrane w potok słów. Można było to zrobić bez tych wszystkich "trenerskich trików" i wyszedłby super materiał motywujący. W końcu motywacji nigdy za wiele 😉

  14. Pierwsze, co rzuca sie w oczy, a wlasciwie w uszy to niezbyt zaawansowana wymowa hiszpanska tego Pana. Koliduje to troche z tym, co twierdzi dalej, na przyklad o tych wiadomosciach sluchanych po osiem godzin i czynnym powtarzaniu tego co sie slucha. Gdyby stosowal to na sobie, na pewno dosc szybko wyzbylby sie tak klujacej w uszy polskiej wymowy. Chyba, ze chcial udowodnic swoja teze, ze Polak musi zmienic tylko cztery gloski, zeby mowic po hiszpansku. Ciekawe jednak, dlaczego sam nie zmienil ani jednej i mowi jak kursant po dwoch tygodniach nauki?
    Moze "wylewam dziecko z kapiela", ale po jego hiszpanskim z trudem dosluchalem go do konca i nawet nie mam co komentowac. Bajeczki dla dzieci! Pozdrawiam!

  15. Wg mnie najlepszy sposób na opanowanie języka obcego to jednak nauka "jak dziecko" + nauka słownika, przynajmniej w początkowym etapie. Nie gwarantuje to umiejętności konwersacji "po 2 miesiącach", lecz dopiero po roku lub dwóch, ale wtedy naprawdę mówisz, a nie dukasz 🙂 Nauka gramatyki poprzez świadome ćwiczenia to dopiero dalszy etap. Na początku po prostu trzeba przebywać w środowisku posługującym się danym językiem, bądź w inny sposób "wystawiać się" na ten język. Nie trzeba na tym etapie nic mówić, wystarczy słuchać. Ja w ten sposób uczyłam się PJM. Po roku "niemoty" ludzie ze środowiska byli zaskoczeni, gdy ni z tego ni z owego zaczęłam migać… 🙂 Lucyna D.

  16. Janusz, popieram w 100, 200, 300% każde Twoje słowo i myślę, że większośc osób na co dzień obcujących z językiem (nomen omen) obcym ma podobne zdanie. Co to za bzdura, że wystarczy kilka najprostszch słów? Może wtedy, jeśli jedziemy do danego kraju na wakacje i chcemy, powiedzmy, kupić sobie pamiątkę na rynku albo lody w budce! Jeśli chcemy naprawdę poznać język, trzeba się uczyć słów i tyle. Straszne bzdury ten Pan wygaduje.
    Co do słynnego etapu uczenia się jak dziecko, moim zdaniem to w ogóle nie działa. Efekt jest taki, że po roku takiej "nauki" ludzie mówią z potwornymi błędami, nie znają podstawowych zasad gramatyki, a czasem wręcz nie sposób ich zrozumieć.

    alessandra

    1. Przysięgam nie słyszałem jeszcze nikogo kto w ogóle coś umie mówić po latach nauki w szkole i wielu ćwiczeniach z gramatyki. Same błędy i kompletne fatalne dukanie.

      Metoda total immersion przez ciągłe słuchanie działa jak nic innego. Pomimo, że robimy błędy gramatyczne to w ogóle potrafimy sklecać zdania po takich ćwiczeniach.

      „język to nie słówka, to po prostu otaczanie się, życie w tym języku przez lata i używanie go w sposób naturalny”

      Nie ma innej metody jak to którą opisał Mateusz Grzesiak.

      1. Robię się baaaardzo nieufny, kiedy ktoś mówi, że „nie ma innej metody jak…”. Nie mam nic przeciwko metodzie „total immersion”, ale propagowanie jej jako cudownego lekarstwa, które rozwiąże wszystkie problemy z nauką języka, przynosi moim zdaniem więcej szkody niż pożytku. Znam ludzi, którzy nauczyli się w ten sposób świetnie mówić (choć często mają duże problemy z tworzeniem dobrych wypowiedzi pisemnych), znam też takich, którzy mówią pięknie w języku obcym po latach nauki z podręcznikami, ćwiczeniami, gramatyką i tekstami. Każdy musi znaleźć swoją drogę.

  17. Alessandra – ale – w przypadku tych uczących się jak dziecko – po 5 latach mówią biegle, a jeśli wcześniej wezmą się też świadomie za gramatykę, to mówią biegle wcześniej. A błędy (nie potworne, ale błędy) zdarzają się wszystkim ludziom bez wyjątku. Mowa ludzka jest pełna błędów. Gdyby taka nie była, mechanizm przyswajania języka (LAD) nie działałby tak jak należy (to zdanie badaczy języków). Oczywiście wiem o przypadkach, kiedy ktoś np. 20 lat przebywa za granicą i nie zna języka kraju pobytu, ale są to przypadki specyficzne – tacy ludzie obracają się we własnym gronie etnicznym i praktycznie nie uczestniczą w życiu społecznym mieszkańców danego kraju. Lucyna

  18. Dziękuję Wam wszystkim za komentarze. Każdy czytałem z przyjemnością. Odpowiem zbiorczo, bo większość z Was wypowiada się w podobnym tonie, a potem odniosę się jeszcze do kilku Waszych komentarzy indywidualnie.

    Przede wszystkim: nie było moim zamiarem zjechanie pana Mateusza od stóp do głów. To fakt, tym filmikiem mnie do siebie nie przekonał, ale nie chciałbym skreślać człowieka na podstawie 10-minutowej wypowiedzi (a poza przejrzeniem jego strony internetowej i pobieżnym przeczytaniem jednego wywiadu nie zrobiłem nic, żeby go lepiej poznać).

    Nie uważam też, że wszystko, co pan Mateusz mówi na filmie, to kompletne bzdury. Rzeczywiście "zanurzenie się" w języku jest jednym ze stosowanych sposobów na naukę języka od podstaw – u jednych sprawdzi się lepiej, u innych gorzej. Rzeczywiście, warto na początku nauki skupić się słowach, które są stosowane częściej ("dać", "dzisiaj", "dom" itp., a nie "rozstąpić się", "układny" czy "obcesowo"). To, co mnie razi, to sposób prezentacji – podejrzane (lub wręcz błędne) statystyki, pseudonaukowe słownictwo (o którym pisze Justyna), no i wreszcie zupełny brak krytycyzmu wobec przedstawianych poglądów. Uważam, że te same treści można by przedstawić w zupełnie inny sposób, obwarować odpowiednimi zastrzeżeniami i wyszedłby z tego naprawdę niezły materiał.

    @Patrycja – bardzo mi się podoba podejście, które zastosowałaś w swoim artykule: "oto co się sprawdziło w moim przypadku". Nic dziwnego, że to jeden z najpopularniejszych postów na Twoim blogu 🙂

    @Biały Mały Tajfun – zaintrygowałaś mnie! Zdradzisz, jakie dźwięki ma chiński, które łatwiej opanować Polakowi niż np. Niemcowi? Są w chińskim jakieś zmiękczenia na przykład?

    @agusb – trafna uwaga z tymi 25 najczęstszymi słowami! Ale chyba autorowi nie o to jednak chodziło 🙂

    @Magda Bitner – dobrze Cię rozumiem z tą irytacją. Mnie też zawsze wkurzają twierdzenia, jakoby polski był "najtrudniejszym językiem na świecie"…

    @Łukasz i @mon4 – słusznie, nauczenie się na początek tysiąca zdań z przydatnym słownictwem i strukturami to zdecydowanie lepsza inwestycja czasu niż wkuwanie suchej listy.

    @N. ze Szwecjobloga – cudowny przykład z Delicjami (choć reklamy nie widziałem)!

    @Karol – Woofla – dzięki za omówienie przykładu z hiszpańskim. Dokładnie o tym samym pomyślałem: czy gdyby tekst dotyczył np. opieki nad psem w języku niemieckim, to też można by bez trudu zrozumieć 80%? Oj, chyba nie.

    @Night Hunter – o wymowie hiszpańskiej mam kiepskie pojęcie, więc zdaję się na Twój osąd. Choć przyznam, że kiepska wymowa jeszcze nie dyskredytuje moim zdaniem nikogo – uważam, że można znać świetnie język, ale mówić z kiepskim akcentem.

    @Lucyna – fascynujący temat poruszyłaś. Zastanawiam się, czy nauka języka migowego i języka "zwykłego" przebiega według podobnych mechanizmów. Przypuszczam, że jednak biorą w tym procesie udział trochę inne obszary mózgu. Ciekawy jestem, czy były robione na ten temat jakieś badania.

  19. Super wpis, mi z nauką włoskiego pomogło zapisanie się na studia we Włoszech, dzięki temu poczułam motywację do nauki nowych rzeczy i zdecydowanie wskoczyłam na wyższy poziom. 500 słów znałam od dawna i co z tego? Żeby pokonwersować to trzeba mieć do tego bogate słownictwo, które trzeba również wciąż rozwijać :). Pozdrawiam.

    1. Dzięki za komentarz, Agnieszko! Tak mi właśnie przyszło do głowy, że może niektórym te 500 słów naprawdę wystarcza? Że wystarczy im, że potrafią zrobić zakupy i zapytać o drogę? Dla mnie język jest nieprzydatny, jeśli nie mogę w nim np. czytać długich tekstów, ale w końcu nie każdy ma takie same cele…

      1. Język od zarania dziejów to przede wszystkim komunikacja słowna-dźwiękowa, a nie czytanie długich tekstów.
        No chyba, że coś studiujesz to może być tobie taka umiejętność potrzebna.

        1. Każdy ma inne cele. Dla wielu ludzi mówienie jest najważniejsze, ale są tacy, którzy języka używają wyłącznie w piśmie. Ja na przykład nie rozmawiałem w esperanto z nikim od dwóch lat chyba, a sporo czytam w tym języku. Podobnie w niemieckim. Powtórzę jeszcze raz – każdy ma inne cele i każdy musi znaleźć własny sposób nauki, który najlepiej pomoże mu te cele osiągnąć.

          1. Zgadzam się. Jak ktoś studiuje, zajmuje się tłumaczeniem, pisze to ważne jest czytanie. Każdy ma inny cele. Jednak tymi metodami nikt nie nauczy się mówić. Mówienie w języku to chyba jednak najważniejsza i najpotrzebniejsza umiejętność.

          2. Zgadzam się, że każdy ma inne cele. Polemizowałbym z tym, że mówienie jest najważniejsze – dla jednego jest, dla innego nie będzie. I oczywiście od celu będą zależały metody nauki.

  20. Na pewno dużo badań prowadzono i nadal prowadzi się nad różnicami w przyswajaniu języków fonicznych i migowych. Tak naprędce znalazłam takie info: "Spoken language tends to be processed mainly by the left cerebral hemisphere. When ASL is used, structures in both the left and right hemispheres are activated." Pamiątam jednak z książki "Zobaczyć głos" O.Sacksa, że migający ludzie głusi po wylewie mają te same problemy z mową (tu: migową), co ludzie słyszący z mową foniczną (afazja i te sprawy). Aczkolwiek mogą tu być pewne drobne różnice w obrazach mózgu. Natomiast sam proces przyswajania języka migowego jest podobny jak w przypadku przyswajania języków fonicznych. Często zadaje mi się pytanie, czy trudno nauczyć się migowego. PJM – tak trudno, jak każdego innego języka. SJM – jeśli znasz polski, to łatwo. Swego czasu bardzo interesowałam się LAD – pracę mgr pisałam nt. "Mechanizm przyswajania języka przez dziecko niesłyszące". Lucyna D.

  21. Aha, dodam jeszcze, że fakt, iż "structures in both the left and right hemispheres are activated" to duży plus (jeden z wielu plusów) mody na uczenie słyszących niemowląt komunikacji migowej (tzw, babysign, w Polsce bobomigi). Babysign czy bobomigi to oczywiście nie jest język sensu stricte, ani nawet język migowy sensu stricte, jest to pewien sztuczny system komunikacji migowej, ale ponoć bardzo korzystny dla rozwoju dziecka, świetne narzędzie komunikacji z NIE-MOWLĘ-ciem. Lucyna D.

    1. Dzięki za odpowiedź. Ciekaw jestem, jak mnie by szła nauka języka migowego. U mnie zdecydowanie dominuje lewa półkula mózgowa. I teraz się zastanawiam: czy nauka migowego szłaby mi trudniej niż języków fonicznych, bo wymaga korzystania z prawej półkuli (ruchy, gesty, mimika, obrazy)? Czy może właśnie korzystnie wpłynęłaby na rozwój mózgu i poprawiła współpracę między obiema półkulami? Na razie te pytania pozostaną bez odpowiedzi, bo póki co nie mam czasu na opanowywanie migowego, ale może kiedyś 🙂

  22. Ja uczyłam dawno temu PJM studentów słyszących, w niektórych grupach byli też doktoranci i doktorzy (wiek 28+) i tym nauka tego języka szła niestety najgorzej :-/ (a wszyscy znali dobrze co najmniej angielski i w ogóle byli w większości filologami). Lucyna

  23. Ja, myślę że Mateuszowi Grzesiakowi głównie chodziło o tzw. total immersion, czyli totalnym zanurzeniu w języku oraz emocjach. Ja sam nauczyłem się dobrze rozumieć angielski poprzez ciągłe słuchanie w tle audycji lub programów, których lubię. Włączam w pętli youtube-repeater i słucham ciągle tego samego.
    To jest bardzo ważne, bo mózg na prawdę najpierw uczy się melodii języka a nie jego zrozumienia.

    Mateusz nie mówi też, żeby uczyć się suchych list słówek. Mówi o najczęściej używanych słowach, ale nie żeby uczyć się list tylko struktur na początek – ja jestem, ja mam.

  24. Moje doświadczenia z nauką angielskiego dokładnie pokrywają się z głównym przesłaniem filmu z Mateuszem Grzesiakiem.

    „język to nie słówka, to po prostu otaczanie się, życie w tym języku przez lata i używanie go w sposób naturalny”

    Ciągłe słuchanie tego samego nagrania pomogło mi naprawdę w krótkim czasie zacząć rozumieć angielski. Kiedy wyjechałem do Anglii po kilku latach szkoły to była kompletna porażka, żeby zrozumieć cokolwiek. Nauka gramatyki, dzisiątki ćwiczeń w zeszycie nie dały. Do dzisiaj pamiętam jak zalałem się zimny potem jak nie mogłem dogadać się pracodawczynią kiedy ma mnie odebrać z stacji autobusowej.

    Ciągłe słuchanie to jest sposób. Mateusz podał wiadomości tylko jako przykład. To mogą być inne rzeczy.
    Na początku mózg uczy się melodii języka, a dopiero potem zrozumienia.
    Dobrze jest też przeczytać transkrypt i potem ciągle słuchać tych samych fragmentów.
    Czasu na prawdę mamy sporo, bo za każdym razem kiedy siedzę przy internecie włączam fragment na youtubie i daję opcję repeat w serwisie youtuberepeat i ten czas można wykorzystać na słuchanie. Czasem jest to na prawdę kilka godzin dziennie.

    Większość czego słucham to są rzeczywiście najczęściej powtarzające się słowa i zwroty.

    Także przesłanie tego filmu jest jak najbardziej trafne i widzę przez wielu nie zrozumiałe.
    Tę metodę potwierdza AJ Hoge z Effortless English oraz Vera Birkenbihl „Jak szybko nauczyć się języka” zgodnie z pracą mózgu.

    Na koniec. Utrzymanie mózgu w dobrej kondycji niezależnie czy to jest nauka języka czy czegoś innego wpływa na dobre samopoczucie i długowieczność. To są potwierdzone wielokrotnie fakty.

    1. Super, fajnie, że dzielisz się swoim doświadczeniem. To cenne, że znalazłeś sposób, który pomógł Ci osiągnąć przełom i nauczyć się dobrze języka. Widzisz, ja nie mam nic przeciwko takiej metodzie nauki. Mój sprzeciw budzą tylko dwie rzeczy:
      – pseudonaukowe argumenty używane przez p. Grzesiaka
      – propagowanie takiej metody jako jedynej słusznej, odpowiedniej dla każdego.

      1. Nie twierdzę, że są to naukowe metody, ale są one skuteczne i promowane przez wiele osób. Ważna jest skuteczność.

        AJ Hoge – słuchaj języka.
        https://www.youtube.com/watch?v=M5uWkhx5Etw

        Jak nauczyć się języka w 6 miesięcy- Chris Lonsdale . Tutaj kolejna osoba potwierdza, żeby wiele godzin dziennie po prostu słuchać.
        https://www.youtube.com/watch?v=d0yGdNEWdn0

        Mateusz Grzesiak właściwie powtórzył to co już nie jeden mówi. Nie odniosłem wrażenia, że on mówi że jest to jedyna właściwa metoda dla każdego.
        Jest to jednak dobra metoda na mówienie, a przy tym nawala większość z nas po szkolnej nauce, gdzie się czytało, wykuwało reguły gramatyczne i listy słówek.

        Z jednym nie zgadzam się z nim, że trzeba słuchać nawet bez zrozumienia na początku. Jak dziecko się uczy to otrzymuje również bodźce wzrokowe. Kiedy słyszy melodię języka to równocześnie widzi obraz.
        Dorosły przy samym słuchaniu powiedzmy wiadomości nie ma tych bodźców. Dlatego dobrze jest przeczytać transkrypt. Słuchanie tych samych wiadomości np. przez 1 godzinę to nie taki głupi pomysł, pomimo że trochę może znudzić.

  25. Ciekawe, czy kiedyś ten mit o polskim jako najtrudniejszym języku świata przestanie krążyć po internecie (i nie tylko). Pewnie nie…
    Co do polskiego i hiszpańskiego, to miałam w tym semestrze gramatykę kontrastywną tych języków i jeśli chodzi o fonemy/alofony, jest dokładnie tak jak piszesz.

    1. Mity nie upadają łatwo, zwłaszcza jeśli odpowiadają na jakieś potrzeby emocjonalne. Więc też się nie spodziewam.
      Dzięki za potwierdzenie w sprawie fonemów hiszpańskich 🙂

Komentarze zostały zamknięte.