Praktyczny Październik #7 – Lista zakupów

Sporządzasz czasem listę zakupów? Może spróbujesz zrobić to w języku obcym? Na pierwszy rzut oka – banalne. Ale czy na pewno?

Poziom: A1-C2


Sprawności: słownictwo


Opis ćwiczenia:
Jest to przede wszystkim ćwiczenie na rozbudowanie słownictwa. Okazuje się, że często nawet uczniowie na wysokim poziomie nie wiedzą, jak powiedzieć w języku obcym „parówki”, „ogórki kiszone”, „kapusta pekińska”, „tymianek” czy „kasza gryczana”. Umiesz nazwać, tak z głowy, te wszystkie rzeczy w języku obcym? Czapki z głów! Jeśli jednak masz z tym problem, najwyższy czas coś z tym zrobić 🙂

Oczywiście ćwiczenie to można rozbudować o różne inne listy. Lista rzeczy do zrobienia (w ciągu dnia, tygodnia czy miesiąca), lista pomysłów do jakiegoś projektu, nad którym pracujesz, lista rzeczy, o których chcesz pamiętać, pakując się na wyjazd… A jeśli jesteś szczęśliwą posiadaczką damskiej torebki, możesz zrobić coś takiego, jak Ula z bloga Français mon amour albo Aulnay z Uzależnienia od francuszczyzny i spisać jej zawartość. W końcu język ma nam służyć do opisywania naszego świata – warto wiedzieć, jak nazwać rzeczy, którymi się codziennie posługujemy!

* * *

Pełną listę pozostałych postów z cyklu Praktyczny Październik znajdziesz tutaj.

Jeśli uważasz, że ta metoda nauki może się komuś przydać, udostępnij ten post na Facebooku – wystarczy kliknąć odpowiedni przycisk poniżej. Z góry bardzo Ci dziękuję!

Chętnie poznam też Twoją opinię na temat tego ćwiczenia. Zapraszam Cię do komentowania!

7 komentarzy

  1. Nasz system edukacyjny strasznie lekcewazy, a nawet gorzej – wrecz poniza slownictwo, a w szczegolnosci pojedyncze slowa, twierdzac, ze trzeba sie uczyc calych zdan, a najlepiej zwrotow, ale i to ma byc zajeciem marginalnym przy czyms tak arcygodnym jak nauka gramatyki. Takie podejscie, w pewnym zakresie sluszne, to jednak wylewanie dziecka z kapiela. Bo, przy calym szacunku dla gramatyki, to wlasnie slowa tworza jezyk i to bez nich nie mozna sie obyc.Sama gramatyka nic nie powiemy, a czasem jedno male slowo-klucz moze przekazac wiecej niz biegla i szczegolowa znajomosc meandrow gramatyki. A zalecanie uczenia sie tylko zdan i zwrotow calkowicie nie ma uzasadnienia jesli chodzi o rzeczowniki konkretne, ktore zadnego kontekstu nie potrzebuja. Druga patologia w naszym systemie jest pozostawienie wymowy na dalsze etapy nauki ( szczegoly fonetyki angielskiej poznaja studenci na pierwszym roku), co rodzi prawie nieodwracalne, zle konsekwencje. Proponuje wiec na samym poczatku nauki kazdego jezyka spisac wszystkie przedmioty z najblizszego otoczenia, przetlumaczyc, podzielic na grupy wedlug klucz fonetycznego i powtarzac az do perfekcji. A jak ktos jednak sie uprze, ze lepsze sa zdania- to prosze bardzo:
    -Co to jest?
    -To jest futryna
    -Co to jest?
    -To jest listwa podlogowa.
    I tak do wyczerpania zasobow z kazdego miejsca, ktore mozna sobie wyobrazic. I pieczemy sobie dwie pieczenie na jednym ogniu! A wlasciwie to i trzy, bo przeciez mamy zdania, wiec i troche gramatyki jest ( to jest noz – ale – to SA nozyczki). A przy okazji to jest to metoda naturalna, od ktorej zaczynaja dzieci! Same plusy a jednak to chyba za proste, wiec niegodne uwagi tworcow programow nauczania.

    1. Ja mam troszkę inne doświadczenia, ale częściowo się z Tobą zgadzam. Ja ze szkoły przedlicealnej wyszłam z garścią tabelek i reguł gramatycznych oraz właśnie garścią słówek. Pamiętam szok większości kolegów z klasy w liceum, kiedy nauczycielka na sprawdzianie, zamiast testu z uzupełnianiem luk i innych tego typu zadań, kazała przetłumaczyć 10 zdań. Gramatykę znamy, słówka znamy, stworzyć zdanie? – ups… 28 uczniów, dwie piątki, 15 niedostatecznych… Pamiętam to do dziś, bo od tego czasu średnio raz w tygodniu pisaliśmy kartkówkę ze zdaniami do tłumaczenia…
      Mimo wszystko, myślę, że to ćwiczenie może się przydać – czasami pamiętamy najgłupsze i najdziwniejsze słówka, a tych, które naprawdę by się przydały, brakuje w głowie. Jestem za zrobieniem listy zakupów jak i również listy najbardziej oczywistych rzeczy z najbliższego otoczenia 🙂
      Pozdrawiam, mon4

    2. Dzięki za ciekawe głosy, Night Hunter i mon4!

      Ja jak zwykle będę się upierał, że nie warto iść w skrajności. Dobrze jest uczyć się pojedynczych słówek określających przedmioty z naszego otoczenia, ale to nie może być jedyna metoda. Dobrze jest poznawać nowe słownictwo w zdaniach, ale nie można się tylko do tego ograniczać. Każda metoda ma swoje plusy, ale też i ograniczenia, dlatego warto jak najbardziej urozmaicać swój sposób nauki (biorąc też pod uwagę własne preferencje).

      A jeśli chodzi o naukę zdaniami, to coś na ten temat jest w kolejnym wpisie, zapraszam 🙂

  2. Znalezienie kaszy gryczanej czy ogórków kiszonych jest akurat bardzo ciężkie 😉 to było jedno z moich pierwszych ćwiczeń po przeprowadzce do Francji, raczej ze względów praktycznych – jak nie będę mogła czegoś znaleźć to przecież nie spytam się po polsku, bo mnie nikt nie zrozumie ;P teraz listy zakupowe piszę już odruchowo w języku francuskim, nawet w czasie polskich zakupów 😉

    1. W ogóle to dzięki za inspiracje, dzięki temu wpisowi nadrobiłam warzywno-owocowe zaległości w słownictwie tworząc post o dyniach i innych jesiennych przysmakach 😉

Komentarze zostały zamknięte.