Czy esperantyści mówią jak roboty?

Post w ramach akcji „W 80 blogów dookoła świata”

Dziś Europejski Dzień Języków! To doskonały powód do świętowania, a jak świętować – to w doborowym towarzystwie 🙂 Postanowiłem dołączyć do popularnej akcji blogerów językowych i kulturowych „W 80 blogów dookoła świata”, zwłaszcza, że w tym miesiącu temat wydał mi się szczególnie interesujący: „Jak opanowany przeze mnie język obcy wpłynął na moje postrzeganie świata?”. O angielskim i niemieckim napiszą z pewnością moje koleżanki, ja postanowiłem wziąć pod lupę esperanto. Zapraszam do lektury – tym razem nie tylko mojego posta, ale i kilkunastu innych!

Na fakt, że język, którym mówimy, wpływa na nasze postrzeganie świata, językoznawcy zwracają uwagę co najmniej od kilkudziesięciu lat. Kilka prostych przykładów:

  • Niektóre języki nie rozróżniają np. między kolorem zielonym a niebieskim, określając je tą samą nazwą. W rezultacie ludzie mówiący tym językiem nie będą widzieli różnicy między niebieskim a zielonym samochodem – w każdym razie nie aż tak wyraźnej jak Polak, Niemiec czy Rosjanin.
  • Czytałem kiedyś, że kiedy spytać Polaków, jakie przymiotniki pasują im do słowa „most”, najczęstsze odpowiedzi to słowa w stylu żelazny, ciężki, potężny itp. Na identyczne pytanie Niemcy odpowiadają lekki czy smukły. Wytłumaczeniem są podobno odmienne rodzaje gramatyczne: po polsku most jest rodzaju męskiego, po niemiecku (die Brücke) rodzaju żeńskiego.
  • Nie musimy zresztą sięgać do języków obcych. Od kiedy nauczyłem się rozróżniać popularne gatunki ptaków, zupełnie inaczej patrzę na otaczającą mnie rzeczywistość. Kiedyś zauważałem tylko „kruki” i „wróble”, dziś wiem, że to co widziałem to były np. wrony, gawrony, wróble i mazurki. Dzięki wzbogaceniu języka wzrosła moja uważność i spostrzegawczość.

Te wszystkie przykłady koncentrują się jednak na zasobie leksykalnym języka i, powiedzmy sobie szczerze, nie mają aż tak istotnego wpływu na nasze życie. Rodzi się pytanie: czy to wszystko? A może związek między językiem a postrzeganiem świata jest dużo głębszy? Może każdy język ma swojego ducha, który udziela się wszystkim ludziom, którzy nim mówią?

Weźmy takie esperanto. Nazywa się je często językiem sztucznym, ponieważ jego podstawy zrodziły się w umyśle jednego człowieka. Sztuczność nie kojarzy się dobrze, dzisiaj w cenie jest naturalność. Dlatego też wiele osób reaguje podejrzliwie, kiedy o esperancie słyszą pierwszy raz. Mają wątpliwości, czy w takim „sztucznym” języku można się naturalnie wyrażać. Czy można spontanicznie wyrażać swoje emocje? Czy można żartować? Czy można komuś wyznać miłość i nie zabrzmieć jak robot?

Moja odpowiedź brzmi: można. I mówię to z własnego doświadczenia (no dobra, nie wyznawałem nikomu miłości w esperanto, ale znam wiele szczęśliwych par, które dzięki esperantu się poznały). Otóż jeśli esperanto ma swojego ducha, to z pewnością nie jest nim sztuczność. Jest nim zdrowe i wyważone połączenie dyscypliny i porządku z jednej strony, a kreatywnej swobody z drugiej. Już wyjaśniam.

Najpierw dyscyplina i porządek. To widać już na pierwszy rzut oka. Jasne reguły gramatyczne. Brak wyjątków. Każdą literę wymawia się tylko w jeden sposób, a każdemu dźwiękowi odpowiada jedna litera. Każdy rzeczownik ma końcówkę -o, a każdy przysłówek końcówkę -e. Słowa typu kto, jak, wszędzie, nic, ileś tworzone są według logicznego systemu. Wszystko na swoim miejscu, wszystko jednoznaczne. Lewa półkula mózgu szaleje ze szczęścia!

Na tym etapie wiele osób się zatrzymuje i odchodzi zniechęconych, stwierdzając z przekąsem: „no przecież mówiłem, że to sztuczny język!” Szkoda. Bo gdyby nauczyli się podstaw i zaczęli go używać, dostrzegliby tę drugą, mniej oczywistą na pierwszy rzut oka stronę…

Przy całym tym rygorze, nie znam języka równie elastycznego i pobudzającego kreatywność, co esperanto. Widać to chociażby po szyku wyrazów w zdaniu. Ponieważ w esperanto funkcje gramatyczne są oznaczone odpowiednimi końcówkami, kolejność wyrazów można niemal dowolnie przestawiać, nie zmieniając znaczenia wypowiedzi. Znamy to z polskiego i innych języków słowiańskich (języki germańskie czy – jeśli się nie mylę – romańskie mogą tylko pozazdrościć):

Piotrek dał nauczycielce kwiaty.

to w końcu nie to samo, co:

Kwiaty Piotrek dał nauczycielce.

czy:

Nauczycielce Piotrek dał kwiaty.

czy nawet:

Kwiaty dał nauczycielce Piotrek.

Każde z tych zdań kładzie nacisk na coś innego, każde wyraża trochę inny odcień myśli.

Ale w esperanto to dopiero początek. Prawdziwa zabawa zaczyna się przy słowotwórstwie. Kilka tysięcy rdzeni wyrazowych, parędziesiąt przedrostków i przyrostków zmieniających znaczenie wyrazu i garstka końcówek gramatycznych. To lepsze niż superwypasiony gigazestaw klocków Lego. Z czegoś takiego można stworzyć naprawdę wszystko, ogranicza nas tylko fantazja. Nie wiesz jak powiedzieć stajnia? Nic prostszego. Bierzesz słowo ĉevalo (koń), przyrostek -ejo (miejsce, pomieszczenie) i masz ĉevalejo. Masz stajnię, w której trzymane są tylko źrebaki? Dobieramy jeden klocek i mamy ĉevalidejo. Chcesz z tego utworzyć przymiotnik? Zamień końcowe -o na -a i gotowe! A najfajniejsze jest to, że takie słowo zrozumie od razu każdy, kto zna podstawy języka.

Teraz wniebowzięta jest prawa półkula!

Nie będę mnożył przykładów, bo chcę, żebyście znaleźli czas na przeczytanie artykułów na innych blogach. Powiem więc tylko jedno: pamiętam, jak kilka lat temu, kiedy angielski znałem już na naprawdę wysokim poziomie, stwierdziłem, że dużo łatwiej i naturalnej umiem wyrażać się w esperanto niż po angielsku. Kiedy mówię czy piszę w esperanto, uruchamiają się we mnie pokłady kreatywności, których nie mam w sobie, posługując się innymi językami. Czuję lekkość, łatwość, swobodę… Wygląda na to, że języki rzeczywiście mają swojego ducha, który przechodzi na mówiącego!

* * *

A teraz zapraszam Was na inne blogi biorące udział w akcji. Zarezerwujcie sobie duuużo czasu, bo jest co czytać!

Angielski
Angielski dla każdego: Jak język angielski wpłynął na moje postrzeganie świata?
Następna Blogująca: Nie ta sama głowa – jak język obcy sprawia, że człowiek myśli o tym, o czym nigdy nie myślał



Hiszpański
Hiszpański na luzie: Przez hiszpańskie okulary. Jak język wpływa na nasze postrzeganie świata?

Holenderski
Język holenderski – pół żartem, pół serio: Język polski z holenderskiej perspektywy

Niemiecki
Niemiecka Sofa: Jak język niemiecki wpłynął na moje postrzeganie świata?
Blog o języku niemieckim: W 80 blogów dookoła świata: Jak język niemiecki wpłynął na moje postrzeganie świata?

Norweski
Pat i Norway: Jak język norweski wpłynął na moje postrzeganie świata.

Rosyjski
Rosyjskie Śniadanie: Jak opanowany przeze mnie język obcy wpłynął na moje postrzeganie świata?
Daga tłumaczy: Dlaczego akurat rosyjski?

Szwedzki
Szwecjoblog: Jak opanowany przeze mnie język obcy wpłynął na moje postrzeganie świata?

Wietnamski
Wietnam.info: Jak język wietnamski wpłynął na moje postrzeganie świata?


Włoski
Studia, parla, ama! Jak opanowany przeze mnie język obcy wpłynął na moje postrzeganie świata?

Jeśli prowadzisz bloga językowego lub kulturowego i chciałbyś się dołączyć do naszej grupy dyskusyjnej, napisz maila na adres: blogi.jezykowe1@gmail.com.

44 komentarze

  1. Ciekawy wpis- zachęcił mnie to poczytania na temat esperanto 🙂 a z szykiem w językach romańskich jest tak jak piszesz- możemy tylko pozazdrościć elastyczności innym językom.

  2. Janusz, cudowny wpis, bardzo cieszę się, że dołączyłeś do tej edycji ze swoimi wrażeniami o esperanto. Częścią o słowotwórstwie urzekłeś mnie kompletnie i chyba poczytam o tym więcej. Słowotwórstwo w różnych językach jest dla mnie niezwykle fascynujące, w moim wpisie też wspominam o logice szwedzkich złożeń.
    Uśmiechnęłam się szczerze do szalejących szczerze półkul w Twoim tekście.

    Pozdrowienia!

  3. To jest w sumie ciekawe pytanie, czy język nabyty na nas wpływa. Wszystkie badania (mosty, kolory itp.) prowadzone były na rodzimych użytkownikach i nie ma wątpliwości, że schematy naszego ojczystego języka siedzą nam w głowie i mają wpływ na to, jak kategoryzujemy rzeczywistość. Ale czy nabyty jest w stanie to zmienić? Na pewno uświadamia, że można inaczej, a to już dużo.

    Ja mam z językami obcymi ten problem, że kiedy ich używam, to czuję się trochę jak w nieswoich i za ciasnych butach. Jeśli już używam, to zwykle angielskiego. Ten język wydaje mi się strasznie schematyczny (te ich utrwalone wyrażenia). Mogę wybrać wśród kilku, ale wiem, że nigdy nie będzie to właśnie to, co chcę powiedzieć. Mam wrażenie, że obchodzę temat i nie trafiam w sedno. Po polsku to co innego, po polsku jestem w stanie powiedzieć to, co myślę. Może po prostu to specyfika języka i powinnam spróbować esperanto. 🙂

    1. Na studiach jeden z profesorów mówił nam, że powinniśmy dążyć do tego, aby (w naszym przypadku) niemiecki nie był dla nas językiem obcym. Kiedy przestanie być obcy, a zacznie być swój, to będziemy w dużo bardziej naturalny sposób go używać i w związku z tym będziemy na najwyższym możliwym poziomie znajomości tegoż. Może dlatego jeszcze nie do końca 'czujesz' angielski? Żaden z moich języków obcych jeszcze nie jest w 100% swój, ale zarówno angielski jak i niemiecki się powoli do tego etapu zbliżają, co ciekawe w zupełnie inny sposób. W niemieckim znam zdecydowanie więcej reguł, a angielskim dużo słów i wyrażeń po prostu znam, sama nie wiem skąd (zapewne z seriali).

      Januszu, esperanto wydaje się niesamowicie fascynującym językiem. Rozumiem, że łatwo się go samemu nauczyć?

    2. Dzięki za ciekawe uwagi, Magda i Diana. To niewątpliwie prawda, że najsilniej wpływa na nas nasz język ojczysty. Nawet w przypadku esperanta daleko mi do takiej swobody wypowiedzi jak w języku polskim (zwłaszcza, że w ostatnich latach esperanta nie używam zbyt często). Tak więc myślę, że o żadnym ze swoich języków nie mogę powiedzieć, że jest tak naprawdę"mój" – i nie wiem, czy kiedykolwiek osiągnę taki poziom.

      Diana – tak, esperanta łatwo się nauczyć samodzielnie. Ja opanowałem podstawy w kilka tygodni przez internet. Po paru miesiącach samodzielnej nauki wybrałem się na wczasy esperanckie i bez problemu zacząłem rozmawiać z ludźmi. Jakbyś była zainteresowana nauką, to najlepiej chyba zacząć od strony lernu.net.

  4. Janusz, jak zwykle znakomity tekst, czapki z głów! Świetnie, że zająłeś się własnie esperanto, nigdy nie interesowałam się nim bliżej, a tu się okazuje, że to naprawdę ciekawy język i rządzi się logicznymi prawami. Moje pytanie brzmi – jak jest w esperanto "kocham Cię"? 😉

    Pozdrawiam serdecznie!
    alessandra

    1. Hej Ola, dzięki za miłe słowa 🙂 Co do "kocham Cię" – "mi amas vin". Oczywiście – tak jak pisałem w tekście – można też poprzestawiać kolejność wyrazów i też będzie ok 😉

  5. Janusz, aż pozazdrościłam braku znajomości esperanto 🙂 Tak miło się o nim czytała i z taką lekkością i radością o nim pisałeś, że zachciałam mówić jak Ty! W esperanto! Z kreatywnością 🙂

    Bardzo dobry artykuł!

    1. Dzięki, Olu! Na naukę esperanta nie trzeba specjalnie dużo czasu, więc jeśli będziesz cierpiała kiedyś na nadmiar czasu wolnego – zachęcam 🙂

  6. W Twoich ustach esperanto brzmi jak bajka! Taki lekki, łatwy i przyjemny język 🙂 Serio są języki, które nie mają osobnych nazw na niebieski i zielony? Wiesz może – które?

    1. Po co szukac tak daleko, w walijskim niebieski jest odcieniem zielonego lub na odwrot 🙂 A np. rosyjski nie wyroznia koloru granatowego okreslajac go jako "ciemnoniebieski", ale rekompensuje to sobie fioletowym dzielac go na dwa kolory- odcien jasniejszy to w ich jezyku "bzowy"(сиреневый), сo kazdy Polak nazwie jasnofioletowym.

    1. To ciekawa sprawa. Poloniści mówią, że zapożyczenia generalnie odmieniamy niechętnie, ale to się zmienia w miarę tego, im bardziej swojskie nam się dane słowo zaczyna wydawać. Na przykład kiedyś "studio" czy "radio" były nieodmienne, dzisiaj już się z nimi oswoiliśmy i częściej się słyszy "on poszedł do radia" niż "do radio" – choć jedna i druga forma są uznawane za poprawne.

      Dla mnie esperanto jest na tyle "oswojonym" słowem, że bardzo chętnie je odmieniam, ale ktoś, kto używa go sporadycznie, może mieć opory 🙂 Ja problemy miewam tylko czasem z miejscownikiem – "o esperancie". Ale i z tą formą coraz pewniej się czuję 🙂

  7. Witam. Uczę się esperanto już od jakiegoś czasu. Jednak traktuję go na drugim miejscu w hierarchii. To znaczy uczę się również angielskiego, ponieważ mieszkam w Anglii a z kimś trzeba rozmawiać. 😉 Esperanto jest bardzo łatwym językiem. W angielskim czasów należy uczyć się stopniowo, słuchając wypowiedzeń, czytając. W przeciwnym razie tak naprawdę nauczymy się poprawiać innych, a nie samemu się wypowiadać. Z esperanto jest już inaczej. Wszystkie czasy można nauczyć się jednego wieczoru 😀 A to czy esperanto (wiem, wiem – masa powtórzeń) jest jak robot to ciężko powiedzieć. Jak z każdym językiem, jeśli poznamy go na wysokim poziomie to i tak można odczuwać dyskomfort i wolimy używać ojczystego. Poza tym, jeśli ktoś by dostał książkę z esperanto i nie wiedziałby, że jest językiem sztucznie wykreowanych, prawdopodobnie nie miał by takiej refleksji. 🙂 Pozdrawiam i przepraszam za błędy. Ortograficznych raczej nie ma, mogą być interpunkcyjne i gramatyczne.

    1. Dzięki za komentarz 🙂 Myślę, że niewiele jest osób, które traktują esperanto jako swój najważniejszy język obcy. Wiadomo, że taki angielski, rosyjski czy nawet turecki mają więcej praktycznych zastosowań. Ale i tak nie uważam czasu poświęconego na naukę esperanta za stracony.

      Miłej nauki obu języków, i esperanta, i angielskiego!

    1. Serio, tak się mówi po francusku na teściową? Nie wiedziałem 🙂 Po angielsku już nie jest tak ładnie, za to regularnie. W esperanto też tworzy się takie nazwy regularnie – bopatro – teść, bopatrino – teściowa, bofrato – szwagier, bofratino – szwagierka, bofilo – zięć, bofilino – synowa.

  8. Bardzo fajny ten esperanto, zawsze sądziłam, że jest to język na "potrzeby specjalne" 🙂 i dla wtajemniczonych. Twój wpis jest dla mnie dowodem na to, że jest to język dla wszystkich 🙂 Byłoby super sprawa nauczyć się esperanto!

    1. Dzięki za odwiedziny! Jasne że tak, Zamenhof (twórca języka) chciał, żeby każdy mógł się go nauczyć. Wprawdzie jego marzenia pozostały marzeniami, ale język jest dostępny dla każdego.

  9. Wychodzi na to, ze bede jedynym krytykiem esperanta, bo dla mnie to jezyk zbyt sztuczny a jego prostota az przynudza, a nawet, paradoksalnie, utrudnia jego nauke. Bo jak mozna nazywac ( w duzym uproszczeniu oczywiscie) dziewczyne "chlopcem inaczej", siostre "bratem inaczej" a matke "ojcem inaczej"??? Jak "zly" moze byc "antydobrym", maly "antyduzym" brzydki "antyladnym" itp.itd??? To jest tak sztuczne, ze az sie nie klei, dla slow czesto uzywanych moglyby byc jakies wyjatki. Mnie, jako Indoeuropejczykowi, z trudem przeszloby przez usta nazywanie matki "patrino" a siostry "fratino".
    Za to sama idea jest genialna – prosty do opanowania jezyk nie faworyzujacy nikogo – szkoda,ze tak malo znany, ze nikt go nie propaguje. Gdybym choc raz w zyciu uslyszal "cu vi parolas Esperanton?" – natychmiast zaczalbym jego nauke!
    Za to wielki sukces odnioslo "afrykanskie esperanto" – jezyk Swahili, bedacy urzedowym w wielu krajach Afryki i majacy kilkadziesiat milionow rodzimych uzytkownikow. Ale daleko nam do Afrykanow w kwestii znajomosci jezykow, gdzie wladanie tylko jednym jezykiem to spora rzadkosc.

    1. Spoko, mam świadomość, że nie wszystkim się esperanto podoba. Powiem Ci, że nawet niektórych esperantystów (zwłaszcza poetów i pisarzy) razi ten system i starają się wprowadzać do języka wyrazy niezłożone, np. "mava" na zły czy "kurta" na krótki. Inna sprawa, że olbrzymia większość esperantystów tych neologizmów nie rozumie.

  10. @ Janusz
    W sprawie laciny odezwe sie za jakies 2 tygodnie, bede mial wtedy wiecej czasu. Pozdrawiam!

  11. J. wietnamski należy właśnie do tych, które nie rozróżniają zielonego i niebieskiego, jest po prostu "xanh" i właściwe porównanie (jak niebo, trawa, morze, mech itp.)
    Gatunki zwierząt i roślin – wiele nazw nie ma zupełnie odpowiedników w języku polskim, bo po prostu nie występują w Polsce.
    Przyznam się, że o esperanto wiem tyle, co nic. I chyba powinnam coś z tym zrobić, bo brzmi ciekawie. Szkoda tylko że moja lista języków do poznania długa, a moja efektywność mała. 😉

    1. Dzięki, Emilia! Jeszcze parę dni temu nie miałem pojęcia, że rozróżnienie niebieski/zielony nie istnieje w wietnamskim…

      A z listą języków, które chciałbym poznać, mam tak samo 🙂

  12. Do znajacych esperanto:
    Czy jezyk ten posiada wlasna frazeologie na wszystkie sytuacje dnia codziennego, czy kazdy uzytkownik robi kalki z wlasnego jezyka? Np:
    Polak i Rosjanin powiedza:
    Przyjdz do mnie dzis wieczorem!
    Hiszpan powie:
    Przyjdz do mojego domu wieczorem!
    Anglik zas najczesciej:
    Przyjdz do mojego miejsca tej nocy!
    Polak spyta:
    Napijesz sie kawy?
    Hiszpan:
    Chcesz kawe?
    Anglik: Chcialbys (lubilbys) filizanke kawy?
    A Rosjanin:
    Kawe bedziesz?
    Polak powie:
    -czyscic buty
    -myc zeby
    -obierac ziemniaki
    -skrobac rybe
    A Rosjanin we wszystkich przypadkach uzyje slowa "czyscic". To najprostsze przyklady, mozna je mnozyc w nieskonczonosc. Czy wiec w esperanto kazdy tlumaczy swoj zwrot, czy sa standardy na kazda sytuacje zyciawa?

    1. Oczywiście, że esperanto nie ma własnej frazeologii na wszystkie sytuacje życia codziennego. Fizyczne rozproszenie esperantystów sprawia, że esperanto nie jest używane w codziennych sytuacjach na taką skalę, jak języki narodowe. Taki proces można zaobserwować tylko przy tych wyrażeniach, które są używane naprawdę często. Na przykład o wiek można spytać na co najmniej 2 sposoby:
      – Kiom da jaroj vi havas? ("Ile masz lat?" – na wzór polskiego)
      – Kiom agha vi estas? (dosł. "Ile wiekowy jesteś?")
      Ale nie spotkałem się nigdy z dosłowną kalką z niemieckiego czy angielskiego:
      – Kiel majluna vi estas? ("Jak stary jesteś?)

      Natomiast nigdy nie rozmawiałem w esperantu o skrobaniu ryby czy obieraniu ziemniaków, więc nie sądzę, żeby istniały tu utarte wyrażenia. Myślę, że w przypadku ryby można by powiedzieć np. "deskvamigi fishon", czyli dosłownie "odłuszczać rybę", a w przypadku ziemniaków "desheligi terpomojn", czyli "odskórkawiać ziemniaki". Ale gdyby ktoś powiedział "purigi fishon" ("czyścić rybę") podczas pracy w kuchni, myślę, że zostałby łatwo zrozumiany.

      To trochę tak jak z akcentem – każdy mówi z trochę innym i nie jest to przeszkodą, dopóki naleciałości nie są na tyle duże, że utrudniają zrozumienie. Podobnie z frazeologią – każdy będzie trochę kalkował swój język ojczysty, ale bardzo rzadko się zdarza, żeby przeszkadzało to zrozumieniu. Bo czy ktoś powie "Chu vi trinkos kafon?" (Napijesz się kawy?), czy "Chu vi volas kafon?" (Czy chcesz kawy?), czy też "Chu vi volus tason da kafo?" (Czy chciałbyś filiżankę kawy") – intencje i tak są jasne.

    2. Ale rosyjskiego zwrotu "kawe bedziesz?" nie przetlumaczyles- czyzby byl na tyle nieprzetlumaczalny czy niezrozumialy po przetlumaczeniu?

    3. O, przyznam, że nie zauważyłem. Teoretycznie da się to przetłumaczyć słowo w słowo: "Chu vi estos kafon?" – ale jest to niegramatyczne i raczej nikt, kto jako tako czuje język, nie użyje takiej konstrukcji. Rozumiem, że to jest skrót od "Kawę będziesz (pił/piła)?", czyli złożonego czasu przyszłego. W esperanto nie ma takiej konstrukcji po prostu, czas przyszły wyraża się zawsze jednym słowem.

      Gdyby ktoś jednak uparł się na przetłumaczenie słowo w słowo, to rzeczywiście mógłby nie zostać zrozumiany.

    4. Do Night Hunter

      Wyobraź sobie, że esperanto jest normalnym językiem, a nie kalką języków innych. Dlatego w esperanto stosuje wyrażenia typowe dla tego języka. Aby to opanować, trzeba poprzebywać trochę w środowisku esperanckim. Odpowiedź prosta: tak, esperanto posiada wszelkie określenia na wszystkie codzienne czynności. Wystarczy postępować wg logiki i znaczenia wyrazów, które podają słowniki esperanckie. W innych językach należy wyuczyć się różnych idiomów, które przyjęły się w danej grupie ludzi posługujących się danym jezykiem.

  13. Od czasu kiedy uczę się języka obcego (niemieckiego), zaczęłam bardziej zastanawiać się nad językiem polskim. Wzięło się to może stąd, że cały czas zawracam sobie głowę (podświadomie) porównywaniem tych dwóch języków. Na dodatek nie mam przy sobie polskojęzycznych książek do nauki, i tłumaczenia muszę sobie sama tworzyć, i często zdarza mi się tak, że rozumiem pewien zwrot, ale kiedy muszę go przetłumaczyć, pojawiają się schody.

    1. Oj tak, coś wiem o tych trudnościach z tłumaczeniem, bo jestem tłumaczem z zawodu 🙂 Języki mają często tak różną strukturę i sposób wyrażania myśli, że pewnych zdań angielskich czy niemieckich nie da się po prostu zgrabnie przetłumaczyć na polski, nawet jeśli dokładnie rozumiemy ich znaczenie.

    2. Dlatego jestem wielkim sceptykiem co do translatorow elektronicznych, nie wierze, ze glupia maszyna kiedykolwiek bedzie zdolna wyprzedzic czlowieka na tym polu. I to w jezyku pisanym tlumaczac nawet jezyki blisko spokrewnione. A co dopiero tlumaczyc mowiony papuaski na mowiony eskimoski…

    3. Pełna zgoda. Translator może (czasem) pomóc się zorientować, o czym jest mniej więcej dany tekst. Czasem nawet uda mu się zgrabnie przetłumaczyć jakieś zdanie. Ale też nie wierzę, że zawód tłumacza stanie się kiedyś zupełnie zbędny 🙂

Komentarze zostały zamknięte.