Papierowe fiszki do nauki niemieckiego – recenzja

Wpadły mi ostatnio w ręce fiszki do nauki niemieckiego. Takie zwykłe, papierowe. Jestem wielkim fanem nauki za pomocą Anki, programu do powtarzania słownictwa, ale do papierowych fiszek nigdy mnie specjalnie nie ciągnęło. Postanowiłem im jednak dać szansę. A jako że wrażenia po paru tygodniach testowania mam pozytywne, spisałem je w formie recenzji.

Pudełko z fiszkami po kilku tygodniach nauki. Fiszek w zestawie jest prawie 4 razy więcej

Na początek zaznaczę, że mimo dość pozytywnego wydźwięku recenzji, nie jest to artykuł sponsorowany. Fiszki wprawdzie dostałem za darmo, ale nie bezpośrednio od wydawcy, tylko jako „nagrodę pocieszenia” za uczestnictwo w konkursie, w którym Językowa oaza brała udział jakiś czas temu.

A więc do rzeczy. Testowany przeze mnie produkt to niemieckie „Czasowniki dla średnio zaawansowanych” wydawnictwa Cztery Głowy. W zestawie znajduje się:

  • 1040 niewielkich kartoników z niemieckimi czasownikami i zwrotami czasownikowymi na poziomach B1 i B2,
  • pudełko z przegródkami,
  • etui, do którego można włożyć ok. 30 fiszek i wziąć ze sobą do nauki poza domem.

Zacznijmy od treści. Fiszki podzielone są na kategorie. Pierwsze z nich są czysto gramatyczne, chodzi o nieregularne formy różnych czasowników. Później robi się ciekawiej: mamy rekcję czasownika, zwroty, idiomy i przysłowia. Do każdego słówka lub zwrotu (poza fiszkami „gramatycznymi” i przysłowiami) dołączone są przykładowe zdania. Nie muszę chyba podkreślać, jakie to ważne. Zdania są proste, niewydumane, ale pozwalają od razu zobaczyć, jak dany zwrot można zastosować w praktyce. Zdania są oczywiście w wersji dwujęzycznej, po polsku na jednej stronie i po niemiecku na drugiej.

Tu jedna uwaga krytyczna. Producent chwali się na pudełku, że zestaw zawiera 2000 słów i zwrotów. Nie mam pojęcia, skąd ta liczba. Jak wspominałem, fiszek jest 1040. Na niektórych wprawdzie pojawiają się po dwa zwroty (wykorzystujące ten sam czasownik), ale nawet jeśli weźmiemy to pod uwagę, to do 2000 daleko. No chyba że zdania przykładowe liczone są oddzielnie – ale to moim zdaniem lekkie przegięcie.

Jeśli chodzi o poprawność językową, to prawie nie mam się do czego przyczepić. Prawie, bo po przejrzeniu jednej czwartej fiszek znalazłem jeden poważny błąd i dwa mniejsze. Ten poważny to błędne tłumaczenie zwrotu „liczyć na” (fiszka nr 152). Powinno być „zählen auf”, a nie „rechnen mit”, co oznacza „liczyć się z”. Dwa pozostałe błędy wytropiłem w przykładowych zdaniach: na fiszce nr 147 słowo „towary” jest przetłumaczone jako „Ware” zamiast „Waren”, a na fiszce 246 zastosowano niewłaściwy szyk wyrazów.

Jak uczyło mi się z fiszkami? Bardzo przyjemnie. Sprawę ułatwia naprawdę staranne wykonanie wszystkich elementów zestawu – od fiszek poprzez pudełko i etui. Swoją drogą etui to naprawdę świetna sprawa. W domu mam niewiele czasu na naukę, ale codziennie dojeżdżam do pracy autobusem. Wystarczyło więc wybrać ok. 30 fiszek, których danego dnia chciałem się nauczyć albo powtórzyć, i wrzucić je w etui do kieszeni. Bardzo poręczne i wygodne. Po powrocie do domu przekładałem tylko przejrzane fiszki do odpowiedniej przegródki w pudełku.

Również pudełko mogę pochwalić. Generalnie zasada korzystania z niego jest prosta. Jeśli dobrze zapamiętałem powtarzane słówko, odpowiednia fiszka przechodzi do kolejnej przegródki. Jeżeli odpowiem źle, trafia z powrotem do przegródki numer jeden. Kiedy jakaś fiszka przewędruje przez wszystkie przegródki, można w miarę bezpiecznie założyć, że dane słowo zagnieździło się na dobrze w naszej pamięci.

Ten system znałem już wcześniej, ale miałem do niego istotne zastrzeżenie. W programach typu Anki istotnym elementem nauki są zwiększające się interwały powtórek. Chodzi o to, że po udzieleniu poprawnej odpowiedzi program wyznacza kolejną powtórkę danego słowa na termin bardziej odległy niż wcześniej. Wynika to stąd, że z każdą kolejną powtórką dane słowo pamiętamy coraz lepiej i nie musimy go powtarzać tak często, jak na początku. W przypadku tradycyjnych, papierowych fiszek trudno osiągnąć podobny efekt, przez co nauka staje się mniej efektywna – tak przynajmniej myślałem do tej pory.

Okazuje się jednak, że autorzy wzięli to pod uwagę. Pudełko zaprojektowane jest tak, że każda kolejna przegródka jest większa od poprzedniej, a więc mieści się w niej więcej fiszek. Jeśli potraktujemy na serio zasadę, że powtarzanie fiszek z danej przegródki rozpoczynamy dopiero wtedy, kiedy przegródka się zapełni, osiągniemy całkiem podobny efekt: powtórki słówek bardziej zaawansowanych będą przypadały coraz rzadziej. Super!

Oczywiście mechanizm ten nie jest aż tak skuteczny jak w programie komputerowym, który oblicza optymalną liczbę dni do kolejnej powtórki indywidualnie dla każdego słówka. Poza tym w przypadku papierowych fiszek pudełko kiedyś się skończy, a tym samym skończą się i powtórki. Nie ma gwarancji, że po jakimś czasie słówka, które przeszły przez całe pudełko, i tak w końcu nie wylecą nam z głowy. Ale to są naturalne ograniczenia tej formy nauki, które trzeba po prostu zaakceptować.

Co ciekawe, cały materiał zawarty na fiszkach dostępny jest też do pobrania w wersji elektronicznej. Można więc ściągnąć nagrania dźwiękowe wszystkich słówek oraz program na komórkę. Przyznam się, że go nie testowałem. Z tego rodzaju programami miałem już nieraz do czynienia, tym razem chciałem zobaczyć, jak mi się spodoba nauka bez komputera czy telefonu.

Na koniec jeszcze dwa pomysły, które pomogły mi nieco usprawnić naukę.

Po pierwsze kwestia synonimów. Często zdarza się, że dane słowo w języku polskim ma różne odpowiedniki w niemieckim. Bywa to irytujące, bo są np. dwie fiszki o treści „uważać na”. No i teraz zgaduj zgadula – czy jeśli odpowiem „achten auf” a na odwrocie jest akurat „aufpassen auf”, to mam to policzyć jako błąd? Żeby uniknąć takich dylematów, robię na polskiej stronie fiszki adnotacje długopisem. Mam więc teraz: „uważać na [nie: achten!]”. Fiszki nie wyglądają teraz może tak estetycznie, ale nauka jest dużo mniej frustrująca.

Po drugie sprawa kolejności. Fiszki w ramach poszczególnych kategorii są uporządkowane alfabetycznie, co stanowi pewne ułatwienie – skoro poprzedni czasownik zaczynał się na „auf”, to kolejny prawdopodobnie też będzie zaczynał się od tego samego przedrostka, ewentualnie od „be”. I tak zamiast skupić się na wydobyciu właściwego słowa z pamięci, to kombinuję, pomagając sobie znajomością alfabetu. Żeby tego uniknąć, postanowiłem tasować fiszki w ramach danej kategorii.

Podsumowując: jestem naprawdę zadowolony i mile zaskoczony. Z komputerowych programów do powtórek nie zamierzam rezygnować, ale myślę, że papierowe fiszki też na stałe zagoszczą wśród moich ulubionych technik nauki. Jedyne, co mnie tak naprawdę razi, to kilka błędów językowych, których nie ustrzegli się autorzy. Nie jest ich na szczęście wiele, ale przydałoby się, żeby cały zestaw został poddany dodatkowej, dokładnej korekcie.

Tyle ode mnie, jak zwykle oddaję teraz głos Wam. Korzystaliście kiedyś z takich gotowych zestawów fiszek? Jakie były Wasze wrażenia? A może tego typu metody zupełnie Was nie pociągają? Zapraszam do wypowiadania się w komentarzach!

15 komentarzy

  1. Pamiętam, że w szkole nie znosiłam niemieckiego, niemniej z takimi fiszkami na pewno słówka szybciej utkwiłyby mi w pamięci. Bardzo fajny sposób także na odświeżenie sobie słownictwa. Pozdrawiam 🙂

    1. Oj, nie wiem, czy fiszki wystarczyłyby, żebyś polubiła język 🙂 Ale sposób na odświeżenie słownictwa rzeczywiście fajny, przynajmniej dla niektórych. Pozdrawiam!

  2. Korzystam z fiszek wydawnictwa Cztery Głowy do angielskiego(przerobiłem trzy duże pudła- Słownictwo 1, 2, 3). Fajne urozmaicenie słownictwa na pewno. Ale w fiszkach ze słownictwem brakuje mi przykładowych zdań do KAŻDEJ z karteczek. Niestety czasem jest tylko słówko, ewentualnie z przyimkiem itp. Natomiast całych zdań jest mniej… Mam fiszki do słownictwa niemieckiego z wydawnictwa Edgard i tam rzeczywiście DO KAŻDEJ fiszki jest przykładowe zdanie. Zauważyłem, że lepiej zapamiętuje się całe zdanie niż pojedyncze słówka bez kontekstu(takie słówka często wylatuję z głowy, lub są trudne do przypomnienia). Ale ogólnie fiszki lubię, zawsze coś wpadnie do mózgu 😉

    1. Nie widziałem fiszek angielskich tego wydawnictwa, ale rzeczywiście zdania przykładowe są dla mnie jedną z najważniejszych rzeczy, jakie powinna mieć dobra fiszka. Warto na to zwracać uwagę przy wybieraniu zestawu, z którego będziemy się uczyć. Dzięki za komentarz!

    1. No tak, wśród wielbicieli nauki języków są fiszkomaniacy i tacy, którzy nie rozumieją, o co tyle hałasu 🙂 Dobrze, że masz swoje sprawdzone sposoby nauki słownictwa, każdemu w końcu odpowiada co innego…

  3. Moim zdaniem fiszki papierowe to najlepsza metoda przyswajania i utrwalania jezyka, zapamietywania slow i zwrotow. Wielka ich zaleta jest to, ze mozemy tak ustawiac nauke, ze 100% czasu cwiczymy akurat to, czego nie znamy, odkladajac na bok to, czego sie nauczylismy. Przy innych metodach, np czytaniu ksiazek, mamy zawsze duza dysproporcje miedzy "znanym i nie znanym", przez co tracimy czas na to, co i tak juz znamy. Fiszki najlepiej jest robic samemu, duzo sie przy tym uczymy oszczedzajac pieniadze. Zdania powinny byc dosc krotkie (do siedmiu wyrazow-wtedy mozg najlepiej je przyswaja) i mozliwie jednoznaczne. Najwieksza wada i problemem jest polskie tlumaczenie- musimy cos napisac na odwrocie, a uczenie sie przez swoj jezyk nie jest najlepszym sposobem. W przypadku konstrukcji obcych polszczyznie problem jest jeszcze wiekszy- gdy zastosujemy wolne tlumaczenie trudno bedzie odgadnac o co chodzi na odwrocie, jesli przetlumaczymy doslownie-oprocz otrzymania polskiego dziwolaga sugestia formy w jezyku obcym bedzie zbyt wielka.
    Problem polskiego tlumaczenia znika w przypadku uczenia sie rzeczownikow konkretnych-takich, ktore da sie narysowac. Mozna w tym celu zrobic obrazki, a na odwrocie przetlumaczyc je nawet na kilkanascie jezykow i uzywac, kiedy sie ich uczymy. Fiszki te trzeba rzucac bardzo szybko, jak rozdawane karty do gry i w ciagu ulamka sekundy wypowiadac odpowiednie slowo. Nie moze byc absolutnie czasu na zastanawianie sie, trzeba cwiczyc dotad, az mozg sam bedzie reagowac: obrazek-nazwa, bez zadnej pomocy jezyka ojczystego, calkowicie automatycznie. Rzeczowniki konkretne nie potrzebuja ani kontekstu, ani przykladow uzycia, nie maja wielu znaczen-powinny wiec tak wejsc w krew, zeby ulamek sekundy spojrzenia wywolywal w mozgu odpowiednie skojarzenie o kazdej porze dnia i nocy. A jest to calkiem spora grupa slow- nazwy roslin, zwierzat, ptakow,owadow, ryb, uksztaltowania terenu, obiektow spotykanych w miescie, na wsi, przedmiotow uzytku domowego, szkolnego, nazwy narzedzi, ubrania, czesci ciala, czesci samochodu itp, itd. Automatyczna znajomosc tych slow daje bardzo duzo, szczegolnie'ze niektore sa trudne do precyzyjnego opisania, a tlumaczenie rodzimych nazw (o ile je znamy) przewaznie bedzie chybione.
    Jesli ktos lubi rysowac, to pieknie zrobione, kolorowe, fluoroscencyjne fiszki obrazkowe do kilku(nastu) jezykow beda mu dlugo i przyjemnie sluzyc. Pozdrawiam!

    1. No wlaaasnie! Gdyby tak bylo, roiloby sie od prawdziwych poliglotow, ktorych mozna byloby latwo sprawdzic. A tak wielu sie za takich uwaza i kazdego mozna zakwestionowac. Pozdrawiam!

    2. No tak, fiszki nie są kompleksową metodą nauki języka. Ale do nauki konkretnych rzeczowników rzeczywiście nadają się wyśmienicie.

  4. Ale fiszki to nie tylko rzeczowniki. Ja mam akurat z angielskiego, zarówno słownictwo, czasowniki, całe zwroty, bardzo fajnie mi się z nich uczyło. Teraz szukam właśnie opinii o fiszkach z niemieckiego, bo chce zacząć uczyć się drugiego języka. Po tym wpisie chyba się skuszę 😉

  5. Jako osoba preferująca samodzielną naukę, również uważam fiszki za bardzo przydatną formę przyswajania wiedzy. Obecnie opanowałem niemiecki mniej więcej na poziomie C1, uzupełniam to nauką gramatyki z naprawdę fajnej książki Erkundungen Grammatik C1/C2 wydawnictwa Schubert (około 25-30 Euro). Dodatkowo staram się osiągnąć taki poziom z angielskiego ale jeszcze trochę przede mną… Minusem fiszek w moim przypadku jest bałagan, jaki powodują w moim pokoju 🙂 Mam otwarte kilka pudełek i lekki chaos z tego powodu. Kupiłem wszystkie poziomy z angielskiego i od średniozaawansowanego do C2 z niemca ale ciężko u mnie z dyscypliną i regularną nauką. Chciałem przerabiać określoną ilość fiszek w ciągu tygodnia (np. 30-40 dziennie) a następnie powtarzać te 150-200 w ciągu weekendu ale jak na razie mi to nie wychodzi. Poza tym, odnośnie samego wykonania, fiszki są ułożone tak, że najpierw mamy słówko auf PL a po odwróceniu po DE. Zastanawiam się, czy nie lepszy jest odwrotny układ. Są też przesadnie upchane i ciężko je później z powrotem włożyć to głównego pudełka. Pozdrawiam, Paweł!

  6. Pola, co masz na myśli, pisząc, czy da się nauczyć języka w ciągu 2 tygodni? Zależy co przez to rozumiesz? Wydaje mi się, że w 2 tygodnie przerobisz może jedno duże pudełko i ewentualnie zaczniesz drugie ale z jakim skutkiem…? PS. jakiego języka się uczysz?

Komentarze zostały zamknięte.