6 cech dobrego tłumacza

Każdy, kto uwielbia uczyć się języków obcych, myślał pewnie kiedyś o tym, żeby zostać tłumaczem. Dzisiejszy post przygotowałem z myślą o wszystkich, którzy marzą o pracy w tym właśnie zawodzie. Do lektury zapraszam też tych, którzy wprawdzie wybrali zupełnie inną drogę, ale chcieliby się dowiedzieć, z czym wiąże się praca tłumacza i jakich umiejętności wymaga.

Źródło: OliBac via photopin cc

Na początek jedna ważna uwaga: wszystko, o czym piszę poniżej, odnosi się do tłumaczy pisemnych. Tłumacz ustny to zupełnie inny zawód, wymagający całkowicie odmiennych predyspozycji i umiejętności. Ponieważ osobiście z tłumaczeniami ustnymi miałem do czynienia tyle co nic, nie będę się wymądrzał na ten temat 🙂

A więc do rzeczy: czym musi się odznaczać dobry tłumacz?

1. Odpowiednie cechy charakteru

Co tu dużo mówić – w tłumaczeniach pisemnych najlepiej sprawdzają się perfekcjoniści. Cierpliwość, dociekliwość, sumienność, dokładność, umiejętność utrzymywania koncentracji przez długi czas – to cechy charakteru bardzo pożądane w tym zawodzie. Nie można oczywiście popaść w przesadę i spędzać długich godzin na dopieszczaniu każdego zdania, bo w ten sposób na chleb na pewno nie zarobimy. Ale jeśli nie będzie Ci się chciało sprawdzać w słowniku, czy dane słowo naprawdę znaczy to, co myślisz, jeśli będziesz tłumaczył zdania słowo w słowo, bo nie rozumiesz jakiegoś fragmentu, a nie masz ochoty dokształcić się w danej dziedzinie, jeśli nie zadbasz o to, żeby zachować spójność terminologiczną w całym tekście i będziesz odpuszczać sobie żmudne sczytywanie tekstów przed oddaniem ich klientowi – to Twoje tłumaczenia będą po prostu kiepskiej jakości.

Jak to ćwiczyć? Oczywiście łatwiej jest osobom, które mają takie cechy we krwi. Jeśli jednak z natury jesteś człowiekiem dość chaotycznym, nie znaczy to, że nie masz szans jako tłumacz. Wszystkie czynności, o których piszę wyżej, to kwestia decyzji a nie jakichś nadludzkich mocy. Możesz skorzystać np. z takiej listy kontrolnej przed odesłaniem każdego tłumaczenia. Jeśli będziesz to robić regularnie, wyrobisz sobie w końcu odpowiednie nawyki.

2. Znajomość języka obcego (i jego kultury)

Wielu osobom wydaje się, że dobra znajomość języka obcego wystarczy do tego, żeby dobrze tłumaczyć. Nie mogę się z tym zgodzić – moim zdaniem jest to warunek konieczny, ale niewystarczający (patrz pozostałe pięć punktów listy). Tłumacze pisemni nie muszą być wybitnymi oratorami i mówić z pięknym akcentem. Ważne jest przede wszystkim duże oczytanie z różnymi rodzajami tekstów, które sprawia, że język „czujemy”, że dostrzegamy różne niuanse znaczeniowe. Dobrze opanowana gramatyka i szerokie słownictwo to podstawa (choć nie musimy znać wszystkich słów w języku – po pierwsze to niemożliwe, a po drugie częste korzystanie ze słownika to nie powód do wstydu, ale przejaw profesjonalizmu). Jeśli chcemy tłumaczyć nie tylko z języka obcego na polski, ale i w drugą stronę (a na polskim rynku tłumaczeniowym jest to norma), musimy dodatkowo umieć swobodnie posługiwać się językiem pisanym – pisać idiomatycznie, przy zachowaniu stylu i rejestru dostosowanego do danej sytuacji.

Znajomości języka nie można oddzielić od znajomości kultury z nim związanej. Warto znać kanon literacki danego kraju, popularne piosenki, wierszyki dla dzieci, orientować się jako tako w polityce, bieżących wydarzeniach, programach  telewizyjnych… Oczywiście nie w każdym rodzaju tłumaczeń taka wiedza będzie konieczna – jeśli specjalizujesz się w tekstach medycznych czy finansowych, dasz radę i bez tego. Ale przy tłumaczeniu wszelkiego rodzaju tekstów literackich, filmów, a nawet artykułów prasowych taka wiedza jest często niezbędna.

Jak to ćwiczyć? Bardzo prosto: otaczać się językiem. Dużo czytać, oglądać, słuchać, pisać, wciąż uzupełniać swoją wiedzę. Tłumacz tak naprawdę nigdy nie przestaje uczyć się języka.

3. Znajomość języka ojczystego (i jego kultury)

Wydawałoby się, że znajomość polskiego to coś, co wyssaliśmy z mlekiem matki. A jednak umiejętność eleganckiego i poprawnego wyrażania się po polsku nie bierze się znikąd, ale wymaga świadomej pracy. Każdy z nas popełnia na co dzień mnóstwo błędów, a wielu z nich nie jesteśmy nawet świadomi. „Ciężki orzech do zgryzienia”, „odnośnie powyższego”, „zarządzanie i utrzymanie nieruchomości” – to tylko kilka pierwszych z brzegu przykładów, które może i na pierwszy rzut oka wyglądają OK, a jednak wcale poprawne nie są. Nie wspominam już o zasadach interpunkcji (te nieszczęsne przecinki!), użyciu wielkich i małych liter, odmianie nazwisk, kalkach językowych (które szczególnie intensywnie plenią się właśnie w tłumaczeniach) itp. Poza unikaniem błędów warto również pracować nad stylem i urozmaiceniem słownictwa.

Jak to ćwiczyć? Przede wszystkim dużo czytać, zwłaszcza książki i dobrą prasę. Ćwiczyć pisanie, korzystając ze słownika poprawnej polszczyzny, słownika synonimów, słownika ortograficznego. Warto przeglądać regularnie porady udzielane przez ekspertów językowych, np. w poradni językowej PWN.

4. Wiedza merytoryczna (i umiejętność wyszukiwania informacji)

Tłumaczenie nie polega na zastępowaniu tekstu w jednym języku tekstem w innym języku. To proces dwuetapowy. Najpierw musimy zrozumieć tekst źródłowy, czyli ustalić, co chciał przekazać autor. Następnie odkryty sens trzeba wyrazić w języku docelowym. Jeśli nie mamy pojęcia o tematyce, której dotyczy tekst, to polegniemy już na pierwszym etapie. Dlatego tłumacze specjalizują się w określonych dziedzinach. Ja na przykład nie tykam się tłumaczeń medycznych i tylko wyjątkowo sięgam po teksty techniczne, bo się po prostu na tym nie znam. Dużo lepiej orientuję się np. w prawie handlowym (choć nie mam formalnego wykształcenia w tej dziedzinie – uczyłem się jej praktycznie od zera, stawiając swoje pierwsze kroki jako tłumacz). Dzięki temu wiem na przykład, kiedy „share” należy przetłumaczyć jako „akcja”, kiedy jako „udział”, a kiedy jako „jednostka uczestnictwa”. Sam słownik nie ustrzegłby mnie przed błędem.

Wiedza, którą mamy w głowie, to jednak nie wszystko. Tłumacze muszą być w stanie szybko i sprawnie wyszukiwać informacje i w trybie przyspieszonym dokształcać się z różnych specjalistycznych dziedzin. W erze internetu podstawowym narzędziem tłumacza jest oczywiście Google – warto nauczyć się z niego sprawnie korzystać (z uwzględnieniem zaawansowanych opcji wyszukiwania). Czasem jednak nawet internet nie wystarczy – wtedy trzeba chwycić za telefon albo udać się do biblioteki.

Jak to ćwiczyć? Jeśli znasz się już dobrze na jakiejś dziedzinie – super! Czytaj po prostu dużo na ten temat zarówno po polsku, jak i w języku obcym, żeby zaznajomić się ze słownictwem używanym w obu językach. Z doświadczenia wiem jednak, że większość swoich specjalizacji tłumacze zdobywają w praktyce – tłumacząc teksty z danej dziedziny. Na początku kariery warto poszukać tłumacza-mentora, który będzie korygował Twoje teksty i pomagał Ci rozwijać wiedzę. Dostępne są też specjalistyczne szkolenia dla tłumaczy (patrz np. tu), fachowa literatura, internet… Dla chcącego nic trudnego.

5. Wiedza o procesie tłumaczenia

Nie wszystkie trudności w tłumaczeniu związane są ze słabą znajomością języka czy brakiem wiedzy merytorycznej. Czasami stajemy przed dylematami związanymi z samym procesem tłumaczenia. Co zrobić, kiedy w tekście pojawia się nieprzetłumaczalna gra słów? Czy obcojęzyczne nazwy własne należy spolszczać czy zostawiać w oryginale? Jak sobie radzić z nawiązaniami kulturowymi, które nie będą zrozumiałe dla Polaka? Co, jeśli bohater tłumaczonej przez nas książki mówi gwarą? Czy należy przeliczać mile na kilometry a stopnie Fahrenheita na Celsjusza? Czy tłumaczowi wolno poprawić błąd w tłumaczonym tekście? A dodać coś od siebie? Odpowiedź na wszystkie powyższe pytania jest jedna: to zależy. Ale od czego? I jakie możliwości mamy do dyspozycji w każdym przypadku? Tu pomóc może znajomość teorii tłumaczenia. Niejeden tęgi umysł głowił się już nad podobnymi problemami, warto więc skorzystać z doświadczenia bardziej doświadczonych kolegów.

Jak to ćwiczyć? Studenci studiów tłumaczeniowych i prawdopodobnie większości filologii takich rzeczy uczą się na studiach. Nie jest to jednak wiedza zastrzeżona dla wybranych. Na rynku jest sporo książek, po które warto sięgnąć. Mogę polecić chociażby Wstęp do teorii tłumaczenia O. Wojtasiewicza (klasyka!), Poradnik tłumacza A. Belczyka (dla znających angielski, z praktycznymi ćwiczeniami), Vademecum tłumacza K. Lipińskiego (lekka i przyjemna lektura), Kognitywno-komunikacyjna teoria przekładu K. Hejwowskiego (pozycja akademicka, ale całkiem przystępna) czy fenomenalne Ocalone w tłumaczeniu S. Barańczaka (to coś dla tłumaczy poezji).

6. Umiejętność obsługi komputera

Minęły bezpowrotnie czasy, kiedy do tłumaczenia wystarczało pióro i kartka papieru albo maszyna do pisania. Dzisiaj bez komputera ani rusz. Dobry tłumacz musi być oblatany z pakietem MS Office (zwłaszcza z Wordem) i przynajmniej jednym programem typu CAT (o tym za chwilę), przydaje się też umiejętność bezwzrokowego pisania na klawiaturze.

Mimo że Word jest podstawowym narzędziem pracy tłumacza, wielu nie potrafi z niego korzystać. Klasycznym przykładem jest wyrównywanie tekstu w wierszu przy użyciu kilkudziesięciu spacji (co oczywiście zawyża liczbę znaków i podnosi niezasłużenie cenę tłumaczenia). Tabulatory, podstawowe ustawienia strony, akapitu i czcionki, nagłówki i stopki, tabele, automatyczne spisy treści – to tylko kilka najważniejszych funkcji programu, które każdy tłumacz powinien znać.

Programy typu CAT (Computer Assisted Translation) to aplikacje usprawniające proces tłumaczenia. Ich główne zadanie polega na zapisywaniu w bazie (tzw. pamięci tłumaczeniowej) wszystkich przetłumaczonych przez nas zdań i udzielaniu podpowiedzi, kiedy w przyszłości trafi nam się do przetłumaczenia identyczne lub podobne zdanie. Nie jest to niezbędne narzędzie w pracy tłumacza, ale bardzo przydaje się w przypadku powtarzalnych  tekstów i wiele biur tłumaczeń wymaga ich stosowania od swoich tłumaczy.

Jak to ćwiczyć? Jeśli chodzi o Worda, najlepiej uczyć się na bieżąco. Kiedy nie wiesz, jak coś zrobić, poszukaj informacji w internecie. Możesz też skorzystać z samouczków książkowych. Programy typu CAT to osobna bajka – jest ich na rynku wiele, a każdy działa trochę inaczej. Jeśli chcesz się zapoznać z podstawowymi funkcjami takich programów, polecam darmową (ograniczoną) wersję Wordfast Classic (żeby z niej skorzystać, musisz mieć zainstalowanego Worda). Do Wordfasta dostępne są w internecie samouczki, więc podstawy możesz szybko opanować.

Wszystko, o czym napisałem powyżej, przedstawia oczywiście pewien ideał. Ja sam, choć uważam się za niezłego tłumacza, mam spore luki w wielu powyższych dziedzinach. Nie przejmuj się więc, jeśli Ci daleko do spełnienia wszystkich tych wymogów. Jeśli tłumaczenia Cię pasjonują, z pewnością znajdziesz w sobie motywację, żeby nieustannie się w nich doskonalić.

Są wśród Was jacyś tłumacze? A może ktoś z Was wiąże swoją przyszłość z tym zawodem? Podzielcie się swoim doświadczeniem i oczekiwaniami w komentarzach!

18 komentarzy

  1. Czekałam na ten post, bo od pewnego czasu sama chciałabym zostać tłumaczem. Oczywiście do tego droga jeszcze daleka, bo najpierw muszę dostać się na studia 😉 Niemniej jednak Twój post jeszcze bardziej mnie do tego zachęcił. Lubię się w czymś tak pobabrać i pogłowić 😉 a zazwyczaj to nad czym się najdłużej zastanawiam i szukam odpowiedzi, najdłużej zostaje mi w głowie. Pozdrawiam!

    PS. "Mimo że" pisze się bez przecinka. Czepiam się, bo dopiero niedawno sama odkryłam ten fakt 😀 http://sjp.pwn.pl/slownik/2483551/mimo_%C5%BCe

    1. Wspaniale, Gosiu, życzę Ci dużo radości w odkrywaniu świata tłumaczeń! Widzę, że masz predyspozycje: oko do szczegółów (punkt 1) i znajomość interpunkcji polskiej (punkt 3) 😉 Już poprawiam błąd…

  2. Bardzo ciekawy zawod i duze wyzwanie! A co trzeba spelniac w kwestiach formalnych? Chodzi mi o wyksztalcenie, kwalifikacje, dokumenty, jak dzialac, skad brac zlecenia itp. No i jak wyglada rynek pracy? Jakie jezyki sa w tym zawodzie na topie i czy da sie zyc tylko to robiac? Wiem, ze wszystko zalezy od umiejetnosci tlumacza, ale chodzi mi o jakies ogolne tendencje. I najwazniejsze-czy to sie po latach nie nudzi, szczegolnie majac waska specjalizacje?

    1. Odpowiem skrótowo:

      1. Formalnych wymogów nie ma – rynek tłumaczeń nie jest w Polsce regulowany. Wyjątkiem są tłumacze przysięgli, którzy muszą ukończyć studia filologiczne i zdań egzamin państwowy. W praktyce większość tłumaczy ma ukończone studia filologiczne, lingwistykę stosowaną albo chociaż jakieś podyplomowe studium tłumaczeń. Zdarzają się też specjaliści z konkretnych dziedzin (np. lekarze), którzy świetnie znają język, choć nie mają wykształcenia w tym kierunku – ale to jednak mniejszość.

      2. Na rynek nie jest łatwo się wbić. Pamiętam, jak jako młody tłumacz wysyłałem CV do biur tłumaczeń. Na 100 CV przypadało parę odpowiedzi, z których większość brzmiała "Wpisujemy Pana do naszej bazy tłumaczy" i od tego czasu żadnego kontaktu. Ja miałem to szczęście, że po ukończeniu praktyk studenckich w jednym z biur zostałem zaproszony do dalszej współpracy i tam zdobywałem doświadczenie przez pierwsze lata.

      3. Tłumaczenia to nie jest zawód, który się podejmuje dla wielkich pieniędzy, przynajmniej nie w Polsce. Jak pisze Jo w komentarzu trochę niżej, ze stawkami jest kiepsko. Dużo wyższe stawki są na Zachodzie, więc warto polować na zagranicznych klientów. Ale ja mimo wszystko nie narzekam 🙂

      4. Na topie jest oczywiście angielski – bardzo dużo zleceń od różnych firm, które dużo dokumentów dostają od lub wysyłają do swoich zagranicznych firm-matek. Angielski ma też najwięcej tłumaczy. Jest trochę niemieckiego, francuskiego, inne języki raczej sporadycznie (przynajmniej z punktu widzenia biura tłumaczeniowego, w którym pracuję).

      5. Mnie się po ośmiu latach jeszcze nie znudziło. Jasne, zdarzają się powtarzalne dokumenty, ale to nie jest tak, że wszystko jest z jednej bardzo wąskiej specjalizacji. Tu mi się trafi jakiś artykuł o wyborach w Gruzji, tam prezentacja założeń akcji promocyjnej supermarketu, teraz tłumaczę fragmenty książki o historii pewnego mostu… Fajne jest to, że ciągle się czegoś nowego uczę.

    2. Dzieki za wyczerpujaca odpowiedz. Mam jeszcze pytanie odnosnie tlumaczy przysieglych-czy musza oni ukonczyc filologie akurat tego jezyka, ktory chca tlumaczyc, czy moze inna, aby tylko zdali egzamin panstwowy? Moze cos wiesz na ten temat, choc to nie Twoja dzialka. Pozdrawiam!

    3. Poczytałem trochę i okazuje się, że mam nieaktualne dane. Kiedyś potrzebne były studia filologiczne, potem wystarczyła magisterka na dowolnym kierunku i studia podyplomowe z zakresu tłumaczenia, a obecnie (od 2011 r.) wymóg studiów podyplomowych został skreślony. Tak więc wystarczą dowolne studia magisterskie. Plus egzamin oczywiście. Więcej np. tutaj: http://www.tlumaczeniaprawnicze.com.pl/2011/05/25/tlumacz-przysiegly-gdzie-na-studia/
      A tu oficjalne wymogi: http://bip.ms.gov.pl/pl/rejestry-i-ewidencje/tlumacze-przysiegli/informacje-dla-osob-pragnacych-uzyskac-prawo-do-wykonywania-zawodu-tlumacza-przysieglego/

  3. Swietny wpis, ktory na pewno przyda sie osobom startujacym w tym zawodzie. Ja dodalabym jeszcze informacje, ze czesto tlumacz pracuje po kilkanascie godzin bez przerwy przed komputerem i pod presja czasu, bo tlumaczenie jest "na wczoraj", co nie ulatwia zadania.

    1. Tak rzeczywiście bywa. Umiejętność wyważenia między zarabianiem przyzwoitych pieniędzy a zachowaniem równowagi między pracą a życiem prywatnym, to bardzo trudna umiejętność, której ciągle się uczę…

  4. Ja jestem tłumaczką i pamiętam, że na studiach mieliśmy sprawdzaną umiejętność koncentracji. Dobry tłumacz powinien być w stanie się skoncentrować o wiele dłużej niż przeciętny człowiek. Szczerze mówiąc, niestety, nie polecam tego zawodu. Rynek jest bardzo zepsuty przez studentów i tych wszystkich, którzy uważają, że znają język i biorą zlecenia za stawki np. 18 zł/strona. Nie da rady z nimi konkurować. Nawet na stronach internetowych kojarzących ze sobą tłumacza i zlecenie wygrywają przede wszystkim niskie ceny. Tłumacz z odpowiednią wiedzą, umiejętnościami i doświadczeniem i normalną stawką nie ma szans. Ja się z tego utrzymuję, bo mam 3 (dosłownie trzech) klientów, którzy są mi wierni. Nawet, jak gdzieś wyjeżdżam, to czekają na mnie z tłumaczeniami, bo wiedzą, jaką katastrofą może być źle przetłumaczona instrukcja, książka, czy ustawa…

    1. No wlasnie… A kto odpowiada za bledy w tlumaczeniu? Tlumacz(acy) czy zleceniodawca? Bo blednie przetlumaczona np instrukcja obslugi jakiegos niebezpiecznego urzadzenia moze niesc skutki nawet tragiczne! Jestem zacieklym zwolennikiem wolnego rynku ale w tym przypadku ta zacieklosc zawieszam. Pozdrawiam!

    2. Teoretycznie każdy może pozwać tłumacza, który odwalił fuszerkę, do sądu cywilnego o odszkodowanie. W praktyce (przynajmniej w Polsce) ja jeszcze o takiej sprawie nie słyszałem.

  5. Januszu, świetny wpis! Widać, że masz doświadczenie i wiesz, jak sobie w tym zawodzie radzić.
    Ja, chociaż ukończyłam studia ze specjalizacją translatoryka i potrafię robić tłumaczenia, absolutnie nie widzę siebie w tym zawodzie. Tłumaczenia bywają bardzo żmudne, wyczerpujące, niekiedy nudne; potrzebna jest skłonność do perfekcjonizmu i dużo, dużo cierpliwości. To naprawdę ciężki kawałek chleba.
    Nic dziwnego, że tylu jest na rynku FATALNYCH tłumaczy. Czasem zerkam sobie na różne tłumaczenia, także przysięgłe, i oczom nie wierzę…

    Pozdrawiam serdecznie!
    alessandra

    1. Dzięki! Myślę, że to jak w każdym zawodzie. Znajdą się pasjonaci, znajdą się też ludzie, którzy wybrali ten zawód bez zastanowienia i teraz cierpią. A kiepskie tłumaczenia uwierzytelnione niestety rzeczywiście się zdarzają. Kiedyś uprawnienia tłumacza przysięgłego było dużo łatwiej zdobyć i do dziś na rynku funkcjonuje wielu tłumaczy, którzy nie potrafią pisać czy mówić w języku, na który tłumaczą…

    2. Wróciłam do tej notki i muszę jeszcze jedną rzecz dopisać. Bardzo dobrze, że wspomniałeś o znajomości kultury jako o cesze dobrego tłumacza. Im bardziej się wgryzam w kulturę i rzeczywistość włoską, tym bardziej sobie uświadamiam, jak ogromne ma znaczenie jej dobra znajomość w pracy tłumacza. Znajomość języka, choćby perfekcyjna, jest absolutnie niewystarczająca, jeśli nie jest podparta doskonałą znajomością kultury i zwyczajów. Wydaje się to takie oczywiste, ale wciąż mnie zadziwia, jak niesłychanie mocno są powiązane ze sobą te dwa aspekty.
      alessandra

    3. To prawda. U mnie to jeden z najbardziej zaniedbanych tematów, zawsze miałem skłonność do koncentrowania się na języku, a lekceważenia kultury. Jako że większość moich tłumaczeń to umowy i podobne teksty, nie przeszkadza mi to bardzo w pracy. Ale tłumaczenie np. literatury pięknej byłoby już dla mnie dużo większym wyzwaniem.

  6. Artykuł jest bardzo przydatny, przemyślany i widać, że pisał go ktoś mający głowę na karku, z tego też moje pytanie, czy filologia angielska w tych czasach jest opłacalna? Chodzi mi o studia o kierunku filologii angielskiej o specjalizacji nie tylko tłumaczeniowej ale również, o specjalizacji asystenta w biznesie. Pozdrawiam

  7. Mam pytanie, którą z tych książek o procesie tłumaczenia polecasz na sam początek? Pozdrawiam, bardzo ciekawy i pomocny artykuł 🙂

    1. Podpisuję się pod pytaniem 🙂 Nie tylko z tych książek, ale może jeszcze jakieś inne?

Komentarze zostały zamknięte.