Język na wakacje

Wakacje coraz bliżej, więc jest całkiem prawdopodobne, że masz już jakieś plany wyjazdowe na to lato. Jeśli planujesz wyjechać za granicę do kraju, którego języka nie znasz, będziesz musiał odpowiedzieć sobie na pytanie: Jak zamierzasz się tam porozumiewać? Będziesz polegać na angielskim? Wystarczy Ci rozmowa na migi? A może chciałbyś opanować chociaż podstawy miejscowego języka? Jeśli pociąga Cię to trzecie rozwiązanie, mam dla Ciebie kilka wskazówek!

Źródło: Georgie Pauwels via photopin cc

Nauka języka na wyjazd różni się co nieco od „tradycyjnego” podejścia. Tu nie chodzi o to, żeby nauczyć się tworzyć ładne, superpoprawne zdania i wyrażać wszelkie odcienie naszych myśli przy pomocy bogatego słownictwa. Cel jest bardzo konkretny: dogadać się w ograniczonej liczbie ściśle określonych sytuacji. Do tego dochodzi krótki zwykle czas, który nas dzieli od wyjazdu (od kilku dni do kilku miesięcy). To wszystko sprawia, że do nauki musimy podejść w specyficzny sposób. Nie mamy czasu na rozkminianie struktury języka, trzeba zacząć od razu od tych umiejętności, które będą nam najbardziej przydatne w praktyce.

Jak się do tego zabrać? Proponuję skorzystać z poniższej listy. Na górze znajdują się rzeczy, które są moim zdaniem naprawdę niezbędne i od nich warto zacząć naukę. Każdy kolejny punkt to kolejny stopień wtajemniczenia. Kiedy przyjdzie czas wyjazdu, po prostu przerywasz naukę w miejscu, do którego doszedłeś, i korzystasz z tego co umiesz. Jeśli masz do dyspozycji jeden lub dwa dni, ogarniesz tylko jeden lub dwa pierwsze punkty, ale nawet taka „znajomość” języka da Ci sporą przewagę nad turystami, którzy nie potrafią powiedzieć ani słowa.

No to jedziemy:

  1. Kilkadziesiąt podstawowych, naprawdę niezbędnych słów i zwrotów
  2. Wymowa (i ewentualnie alfabet)
  3. Mowa ciała
  4. Dodatkowe słownictwo (głównie rzeczowniki) dostosowane do sytuacji, w których spodziewasz się znaleźć na wyjeździe
  5. Absolutne podstawy gramatyki 
  6. Dodatkowe zdania i zwroty (takie, które mają dużą szansę nam się przydać podczas wakacji)

A teraz przyjrzyjmy się poszczególnym elementom listy bardziej szczegółowo.

1. Podstawowe słowa i zwroty. Chodzi o niezbędne minimum, którego można się nauczyć w jeden, dwa dni, ale które przyda nam się dosłownie w każdym kontakcie z tubylcami. Oto one:

  • „tak” i „nie”
  • powitania i pożegnania
  • „dziękuję”, „przepraszam”, „proszę”
  • słówka pytajne („ile”, „gdzie”, „kiedy”, „co”)
  • liczebniki (przynajmniej od 1 do 10, a w miarę możliwości do 100)
  • parę zwrotów przydatnych w komunikacji: „nie rozumiem”, „proszę powtórzyć”, „proszę mówić wolniej”
  • parę podstawowych czasowników w 1. osobie liczby pojedynczej („jestem”, „mam”, „chcę”, „potrzebuję”)
  • określenia czasu („wczoraj”, „dzisiaj”, „jutro”, dni tygodnia, ewentualnie miesiące)

I to moim zdaniem wystarczy na sam początek. Zauważcie, że darowałem sobie np. pytanie „Czy mówisz po polsku/angielsku/…?”. Naprawdę nie będzie Ci ono potrzebne na tym etapie – jeśli chcesz się tego dowiedzieć, zadaj to pytanie bezpośrednio po polsku czy angielsku. Jak Twój rozmówca zna ten język, to przecież Cię zrozumie.

Takie podstawowe zwroty można znaleźć wszędzie, w samouczkach, rozmówkach, w internecie, nawet dla mało popularnych języków. Ważne jest, żeby je wykuć na blachę. Po prostu powtarzaj je raz za razem, wyraźnie na głos (poszukaj plików dźwiękowych z wymową), wyobrażając sobie sytuacje, w których mógłbyś ich użyć. I jeszcze raz. I jeszcze raz. Wdrukuj je sobie w mózg, a podstawowe rozmowy staną się dużo łatwiejsze.

2. Wymowa i alfabet. Chodzi o poznanie zasad wymowy danego języka, tak żeby móc odczytać na głos jakiś tekst i zostać zrozumianym. To bardzo przydatna umiejętność – można ją wykorzystać np. w restauracji (czytanie menu), przy pytaniu o drogę (żeby wymówić poprawnie nazwę ulicy), przy kupowaniu biletów (nazwa miejscowości) itp. Nie chodzi o idealne opanowanie tych zasad, ze wszystkimi wyjątkami, bo w przypadku niektórych języków trzeba by na to poświęcić całe tygodnie a miesiące. Wystarczą same podstawy.

W przypadku niektórych języków na drodze staje nam obcy alfabet. Jeśli mamy do czynienia z pismem alfabetycznym (cyrylicą, alfabetem greckim, hebrajskim, arabskim czy nawet koreańskim), myślę, że warto poświęcić parę dni na opanowanie jego podstaw. Nagle niezrozumiałe znaczki staną się dla nas czytelne, będziemy umieli odczytać nazwy miejscowości czy przystanków w metrze, szyldy (które często zawierają międzynarodowe wyrazy, takie jak „informacja” czy „telefon”)… Do nauki alfabetu polecam metodę zaproponowaną kiedyś przez Karola na jego blogu – weź rozpiskę z alfabetem i zacznij zapisywać w nim wszystko, co Ci przyjdzie do głowy: swoje imię, imiona swoich bliskich, nazwy miejscowości, które będziesz odwiedzał, spróbuj nawet zapisać jakiś tekst w języku polskim przy użyciu obcego alfabetu. Na początek wystarczy kilka godzin takich ćwiczeń, efekty pewnie Cię zaskoczą.

W przypadku bardziej skomplikowanych systemów pisma (chiński, japoński), trzeba będzie opuścić ten krok. Opanowanie ich to zadanie na całe lata. Możesz co najwyżej nauczyć się kilku znaków, które uważasz za najbardziej przydatne, np. oznaczających toaletę, informację turystyczną, wejście/wyjście itp.

3. Mowa ciała. To element bardzo często pomijany, a jednak niezwykle istotny. Chodzi o dwie rzeczy. Po pierwsze gesty, które w innych kulturach często znaczą co innego niż u nas. Kiwanie głową, które oznacza przeczenie w Bułgarii czy wystawiony do góry kciuk, który jest gestem obraźliwym w Grecji, to tylko dwa popularne przykłady. Warto się zapoznać z takimi ciekawostkami, żeby uniknąć nieporozumień i nieprzyjemnych sytuacji.

Po drugie warto poczytać trochę o tym, co jest w danej kulturze przyjęte, a co nie, jeśli chodzi o kontakt pozawerbalny. Czy rozmówcy stoją raczej blisko siebie, czy trzymają się na dystans? Czy utrzymują kontakt wzrokowy? Czy na powitanie podaje się rękę? A może należy się ukłonić? W jaki sposób? Czy dotyk podczas rozmowy z obcą osobą jest mile czy niemile widziany? Wbrew pozorom to bardzo ważne informacje. Jeśli będziemy narzucać rozmówcom nasze wyuczone zachowania, będą się oni czuli w naszym towarzystwie dyskomfortowo i będą dużo mniej skłonni do rozmowy czy pomocy.

4. Dodatkowe słownictwo. Przyszedł czas na poszerzenie słownictwa. Weź kartkę i wypisz sytuacje, w których będziesz sobie musiał poradzić za granicą. Zakupy w sklepie, tankowanie, poruszanie się komunikacją miejską, kupowanie biletu na pociąg, poruszanie się po lotnisku, pytanie o drogę… Następnie zajrzyj do słownika albo rozmówek i wypisz słówka, które będą Ci najbardziej przydatne w tych sytuacjach. Ważne, żebyś dobrał słownictwo dostosowane do swoich potrzeb. A teraz zacznij uczyć się tych słów na pamięć (koniecznie z właściwą wymową, bo języka będziesz używał przede wszystkim ustnie). Tu mogą Ci się przydać fiszki albo programy do powtarzania słownictwa.

5. Podstawy gramatyki. Będą nam potrzebne, żeby to słownictwo, którego nauczyliśmy się w poprzednim punkcie, wykorzystać w praktyce. Chodzi naprawdę o absolutne podstawy, nie ma sensu na tym etapie przerabiać całego podręcznika. Przede wszystkim zwróć uwagę na:

  • składnię zdania oznajmującego. Po polsku i większości języków europejskich na pierwszym miejscu stawiamy podmiot, potem orzeczenie, a na końcu dopełnienie: „Ja jem jajko”. W niektórych językach ten szyk jest inny, warto go poznać, żeby uniknąć nieporozumień,
  • zasady tworzenia pytań. Te najbardziej podstawowe. Czy trzeba przestawić kolejność wyrazów? Dodać jakieś wyrazy na początku? Zmienić intonację?
  • zasady tworzenia przeczeń,
  • odmianę czasownika przez osoby. Jeśli jakiś język ma bardzo skomplikowane wzorce koniugacji, to nie trać czasu na wkuwanie tabelek, ale naucz się przynajmniej zaimków osobowych (ja, ty, on…). 

6. Dodatkowe zdania i wyrażenia. Jeśli wciąż masz trochę czasu do wyjazdu, weź rozmówki i przejrzyj je pod kątem całych zdań, które mogą Ci się przydać w podróży. Tak jak w przypadku słownictwa, wybierz tylko to, co dotyczy konkretnie Ciebie – nie trać czasu na meldowanie się do hotelu, jeśli będziesz mieszkał pod namiotem, albo kupowanie biletów na pociąg, jeśli będziesz poruszał się samochodem. Następnie zacznij uczyć się tych zdań na pamięć (podkreślam raz jeszcze – z właściwą wymową!). Im więcej ich opanujesz, tym lepiej. Przy okazji Twój mózg zacznie wyłapywać pewne wzorce, które ułatwią Ci budowanie własnych zdań z wykorzystaniem słownictwa, które już znasz.

I tyle wystarczy! Jeśli dodasz do tego uśmiech, życzliwość, otwartość i dystans do samego siebie, to odnajdziesz się w obcym kraju bez problemu.

Komentarze są dla Was jak zwykle otwarte! Możecie napisać o Waszych planach wakacyjno-językowych albo o doświadczeniach z ubiegłych lat. Może macie też jakieś uwagi do powyższej listy, coś byście zmienili? Zapraszam do dyskusji!

2 komentarze

  1. Ja jestem przeciwna takiemu szybkiemu sposobowi nauki, zwlaszcza jezeli wyjezdzamy na tydzien czy dwa gdzies na wakacje i potem nie zamierzamy korzystac z tego jezyka. Owszem, fajnie jest powiedziec prosze czy dziekuje w jezyku danego kraju, ale juz zadajac pytanie w danym jezyku trzeba sie spodziewac, ze ktos odpowie nam w tym jezyku – i tu pojawia sie problem: potrafimy zadac pytanie, ale kompletnie nie rozumiemy odpowiedzi.

    1. Dzięki za słuszną uwagę! Oczywiście, jeśli nauczymy się pytania "Która jest godzina?", to koniecznie musimy opanować też liczebniki i sposoby podawania czasu. Bez tego rzeczywiście nie ma to sensu. Myślę jednak, że jeśli ktoś ma do dyspozycji kilka tygodni, jest w stanie nauczyć się tyle, że będzie w stanie nie tylko zadawać podstawowe pytania, ale i rozumieć proste odpowiedzi.

      Inna sprawa, że nie każdemu musi takie podejście odpowiadać. W wielu krajach można naprawdę bardzo łatwo porozumieć się po angielsku, więc jeśli ktoś woli taką drogę, to czemu nie?

      Pozdrawiam!

Komentarze zostały zamknięte.