Garść refleksji życiowo-językowych

Dziś będzie trochę bardziej refleksyjnie niż zwykle. Zeszły tydzień spędziłem na modlitwie, rozmyślaniach i słuchaniu ludzi mądrzejszych ode mnie. Spośród wielu treści, które mnie w tym czasie szczególnie dotknęły, wybrałem trzy myśli, którymi chciałbym się z Wami podzielić. Żeby nie było zupełnie nie na temat, każdą z nich staram się odnieść również do nauki języka. Mam nadzieję, że coś z poniższych rozważań Was zainspiruje!

Źródło: aguscr via photopin cc

1. W każdym wyborze zawarta jest rezygnacja.

Choć często bardzo byśmy tego chcieli, nie możemy mieć wszystkiego. W życiu nieustannie stajemy przed wyborami – a decydując się na jedną opcję, musimy odrzucić inne. Myśl o odrzuceniu boli, dlatego tak często odwlekamy w nieskończoność nasze decyzje.

Jednak rezygnacja taka spełnia istotny cel – pozwala nam całkowicie poświęcić się temu, co wybieramy. Kiedy nasza uwaga nie rozprasza się na tysiąc różnych kierunków, możemy naprawdę skupić się na tym, co dla nas ważne i zgodne z naszymi wartościami.

Jak to się ma do nauki języka?
Na świecie jest ok. 6 tysięcy języków. Nawet jeśli jesteś wybitnie uzdolnionym poliglotą i poświęcisz na naukę większość życia, to i tak nie poznasz więcej niż jednego procenta z nich. A zwykli śmiertelnicy będą się musieli ograniczyć do maksymalnie kilku języków. Z pozostałych trzeba będzie zrezygnować. Czy jesteś gotów skupić się na nauce jednego, dwóch, trzech języków, ale za to zrobić to dobrze?

A nawet jeśli chcesz się nauczyć tylko jednego języka – czy masz świadomość, z czego będziesz musiał zrezygnować, żeby to osiągnąć? Czasu, który poświęcisz na naukę, nie będziesz mógł przecież wykorzystać w inny sposób – na budowanie relacji, twórczość artystyczną, sport, wypoczynek… Nie piszę tego, żeby Cię odstraszyć. Zachęcam Cię tylko, żebyś podchodził do swoich wyborów świadomie. Czy wiesz, czego chcesz? I co jesteś gotów w tym celu poświęcić?

2. Nie obfitość wiedzy nas nasyca, ale smakowanie.

W dzisiejszych czasach nie możemy narzekać na brak dostępu do informacji. Niemal wszystko, czego chcielibyśmy się dowiedzieć, mamy na wyciągnięcie ręki: internetowe encyklopedie, fora, listy dyskusyjne, prowadzone przez ekspertów serwisy tematyczne. Do tego dochodzą media, które każde wydarzenie relacjonują ze wszystkich możliwych stron, a także portale społecznościowe, przez które nieustannie przepływa wartki strumień informacji. To zresztą nie dotyczy tylko internetu. W księgarni można zaopatrzyć się w stos książek na niemal każdy temat, który tylko przyjdzie nam do głowy.

Z jednej strony tak łatwy dostęp do wiedzy bardzo ułatwia życie. Z drugiej jednak strony bardzo łatwo jest nam wpaść w pułapkę intelektualnego obżarstwa. Pochłaniamy wiedzę szybko, byle jak, nie koncentrując się na jej jakości, ale stawiając na ilość. Takie coś musi się wcześniej czy później skończyć niestrawnością – problemami z koncentracją, gonitwą myśli, umysłowym otępieniem…

A gdyby tak zmienić podejście? Zamiast dziesięciu artykułów przeczytać jeden, ale za to wartościowy? Wyciągnąć z niego jedną myśl, która nas szczególnie porusza, i pokontemplować ją przez jakiś czas? Posmakować jedno zdanie, zamiast szybko przepuścić ich przez mózg kilkadziesiąt bez głębszej refleksji?

Jak to się ma do nauki języka?
Z nauką języka nie ma tak dobrze, trzeba się trochę „poobżerać”. Jeśli chcemy nabyć łatwość czytania i słuchania, a także zdobyć większą swobodę w wyrażaniu się w mowie i na piśmie, potrzebujemy karmić nasz mózg dużą liczbą obcojęzycznych tekstów, najlepiej jak najbardziej różnorodnych. O tym, jak ważne jest takie podejście w nauce słuchania, pisałem kilka tygodni temu. Dużo wcześniej pisałem też o zaczytywaniu się w książkach.

A jednak uważam, że słuchanie i czytanie „ekstensywne” to tylko jedna strona medalu. Żeby dobrze przyswoić sobie język, potrzebujemy też czasem zwolnić. Wziąć jeden krótki tekst albo krótkie nagranie i popracować nad nim intensywnie (na przykład tak, jak opisałem to w tym poście). Przeczytać lub przesłuchać dany tekst kilka razy, skupić się na tych fragmentach, które z jakiegoś powodu przyciągają naszą uwagę (bo ich np. nie rozumiemy albo dlatego, że po prostu podoba nam się jakieś sformułowanie). Posprawdzać nowe słowa, zatrzymać się nad jakąś problematyczną konstrukcją gramatyczną. Mówiąc inaczej – posmakować. I nie spieszyć się do kolejnego ćwiczenia, dopóki nie będziemy mieli wrażenia, że z tego krótkiego tekstu wyciągnęliśmy dla siebie wszystko, co się dało.

Takie podejście pozwala lepiej poczuć język. Zauważyć drobne rzeczy, które nam umykają, kiedy słuchamy lub czytamy „na ilość”. Skupić się na świadomym szlifowaniu tych elementów języka, które tego najbardziej potrzebują. Naprawdę warto.

3. Dąż do ideałów, ale nie łudź się, że je kiedykolwiek zrealizujesz.

Ideały są nam potrzebne, bo informują nas o kierunku, w którym zmierzamy. Jeśli chcemy żyć świadomie, potrzebujemy wizji tego, do czego dążymy. Dzięki temu nie będziemy dryfować bez celu tam, gdzie akurat powieje wiatr.

Ale ideały, jak sama nazwa wskazuje, wyobrażają sytuację idealną. Perfekcyjną. Bez skazy, bez miejsca na błąd czy słabość. A my jesteśmy tylko ludźmi. Choćbyśmy nie wiem, jak się starali, będziemy błądzić i upadać. Przekonanie, że dobrze jest tylko wtedy, kiedy jest idealnie, może nas jedynie wpędzić we frustrację.

Jak to się ma do nauki języka?
O perfekcjonizmie w nauce języków już kiedyś pisałem. Czy wyobrażasz sobie czasem, jak mówisz w języku obcym całkowicie swobodnie, z idealnym akcentem, używając bogatego, idiomatycznego słownictwa i nie popełniając żadnych, ale to żadnych błędów (czyli lepiej niż native speakerzy)? Jeśli taka wizja motywuje Cię do nauki, rozwijania swoich umiejętności – to wspaniale! Niebezpieczeństwo pojawia się wtedy, kiedy zaczynasz nieustannie porównywać swój obecny poziom z tym bajecznym wyobrażeniem. Skupiać się na tym, jak wiele Ci brakuje do ideału. Uważaj, to ślepa uliczka! Skup się na lepiej na tym, co już umiesz. Ciesz się miejscem, w którym jesteś. To bez wątpienia bardzo dobre miejsce 🙂 Świętuj drobne sukcesy. I konsekwentnie, krok po kroku, rozwijaj się w kierunku, do którego chcesz dojść.

2 komentarze

  1. Całkowicie się z Tobą zgadzam, ale odniosę się tylko do drugiego punktu w swoim komentarzu. Często sama siebie przyłapuję, że czasami robię ćwiczenia na ilość, a nie na jakoś, bo "jest jeszcze tyle rzeczy, których nie wiem". Potem sobie tłumaczę, że zawsze znajdzie się coś czego nie będę wiedziała. Nie znam wszystkich polskich słów, to dlaczego wymagam od siebie znajomości wszystkich obcych? Niestety chyba nie jestem zbyt przekonywująca i takie gadanie trafia do mnie tylko na moment. Może trzeba za każdym razem to sobie powtarzać? Jak jakąś mantrę, przed każdą sesją uczenia się 😉

    1. No właśnie, znam to bardzo dobrze z własnego doświadczenia. Pomysł z "mantrą" nie jest zły, takie nieustanne nastawianie na właściwy sposób myślenia 🙂

Komentarze zostały zamknięte.