Bliu Bliu – recenzja strony

Dzisiaj zapraszam Was na recenzję portalu, o którym nie zdarzyło mi się
jeszcze czytać w polskim internecie, a który zdobywa coraz większą
popularność wśród osób uczących się języków na całym świecie. Bliu Bliu, bo o nim mowa, to strona, która pomaga uczyć się
słownictwa w kontekście poprzez dostarczanie użytkownikowi tekstów o odpowiednio
dobranym poziomie trudności.

Źródło: bliubliu.com

Jedną z najważniejszych zasad obowiązujących w nauce języka jest zasada zrozumiałej treści (ang. comprehensible input). Mówiąc w skrócie: żeby nasz mózg mógł efektywnie przyswoić sobie język obcy, musimy go karmić obcojęzycznymi tekstami (pisanymi i mówionymi), które są dla nas zrozumiałe. Nie mogą być za trudne (bo niewiele z nich zrozumiemy), ale nie powinny też być za łatwe (bo nie pomagają nam się rozwijać). Najlepsze teksty to takie, które są odrobinę powyżej poziomu, na jakim się obecnie znajdujemy.

Wszystko to bardzo ładnie wygląda w teorii, ale w praktyce pojawia się pewien problem: nie jest łatwo znaleźć interesujące teksty, których poziom odpowiadałby naszej znajomości języka. Dla osób, które uczą się od niedawna, oryginalne artykuły, książki czy treści zamieszczane na stronach internetowych są zdecydowanie za trudne.

I tu z pomocą przychodzi serwis Bliu Bliu, którego autorzy postawili sobie za zadanie dostarczanie tekstów w rozmaitych językach, które byłyby jak najlepiej dostosowane do poziomu użytkownika. Jak to działa?

Po zarejestrowaniu się i wybraniu języka, którego się uczymy, określamy wstępnie swój poziom. Dostajemy do przeczytania krótki tekst, w którym na czerwono zaznaczone są słowa, których prawdopodobnie jeszcze nie znamy. Klikając myszką w odpowiednie wyrazy, możemy zweryfikować te przypuszczenia – odznaczamy te słowa, które są nam znane, a zaznaczamy te, z którymi nie mieliśmy jeszcze styczności. Po każdym tekście algorytm ma coraz lepsze pojęcie o naszym poziomie i dobiera coraz trafniejsze teksty. Coraz trafniejsze, to znaczy zawierające przede wszystkim znane słownictwo i tylko pojedyncze wyrazy, które są dla nas nowe.

Nie będę tu opisywał szczegółowo wszystkich funkcji serwisu, zresztą strona się intensywnie rozwija i często coś się na niej zmienia. Skupię się na kilku zaletach i wadach, które rzuciły mi się w oczy podczas testowania.

Plusy:

  • Bliu Bliu ma w ofercie mnóstwo języków – już teraz około setki (w tym m.in. oksytański, syngaleski i marathi), a liczba tama się podwoić w najbliższych miesiącach. Oczywiście w przypadku tych bardziej egzotycznych dostępnych jest dużo mniej treści i algorytm dobierania tekstów nie działa idealnie.
  • Przyszłych poliglotów ucieszy wiadomość, że w ramach jednego profilu można skonfigurować dowolną liczbę języków do nauki.
  • Użytkownik ma możliwość wyboru tematyki tekstów. Można więc uczyć się na artykułach encyklopedycznych, dowcipach, cytatach, tekstach o polityce, zwierzętach, a nawet filmikach z YouTube. Wybór jest największy w przypadku najbardziej popularnych języków, te rzadsze mają często do wyboru tylko kilka kategorii.
  • Bliu Bliu to świetne narzędzie do nauki słów w kontekście. Wszystkie nowe słowa pojawiają się w dłuższych tekstach. Dodatkowo dostępny jest tryb Drilling, w którym pojedyncze wyrazy przedstawiane są na wielu autentycznych przykładach, żeby można było jak najlepiej przyswoić sobie ich znaczenie.

Minusy:

  • Naukę utrudnia czasem to, że tekst dzielony jest na pojedyncze słowa. Nie ma możliwości wyodrębnienia całych zwrotów, idiomów, wyrażeń, dłuższych konstrukcji. Znaczy to tyle, że nawet jeśli w jakimś tekście wszystkie słowa oznaczymy jako znane, to wcale niekoniecznie chwytamy jego sens.
  • Teksty nie zawsze są bezbłędne językowo. Nic w tym dziwnego, są w końcu masowo ściągane z internetu, a nikt nie jest w stanie kontrolować jakości takiej ilości tekstu w tylu językach. Jeśli jednak chcesz mieć kontakt jedynie z tekstami wzorowymi pod względem językowym, strona może Ci nie odpowiadać.
  • Nazwy własne (imiona, nazwiska, nazwy miejscowości) traktowane są jak każde inne słowo, trzeba je oznaczać jako znane lub nieznane, co bywa dość męczące.
  • Serwis jest darmowy, ale tylko w podstawowej wersji. Znaczy to tyle, że dziennie dla każdego języka można przerobić tylko kilka krótkich tekstów. Jeśli planujesz spędzać na stronie więcej niż 10-15 minut dziennie, będziesz musiał wykupić pełny dostęp. Obecnie cena za miesiąc wynosi 8 euro, ale można też zapłacić mniej (nawet 1 cent), jeśli na tyle wycenimy wartość usługi.

Moje ogólne wrażenie jest umiarkowanie pozytywne. Pomysł uważam za świetny, wykonanie też jest bez zarzutu. A jednak za każdym razem, kiedy próbuję zaprzyjaźnić się z Bliu Bliu (znam tę stronę od kilku miesięcy), mam uczucie jakiegoś niedosytu. Prawdopodobnie chodzi o to, że serwis najlepiej sprawdza się dla osób na poziomie średnio zaawansowanym. Uczniowie zupełnie początkujący mogą mieć duże problemy nawet z prostymi tekstami, z kolei osoby znające język na zaawansowanym poziomie nie mają specjalnych problemów z czytaniem wszelkiego rodzaju tekstów i Bliu Bliu niewiele wnosi do ich nauki. To jest właśnie mój „problem” – jeśli chodzi o czytanie, to we wszystkich językach obcych, które znam, radzę sobie dość swobodnie.

Najlepiej będzie oczywiście, jeśli sami zajrzycie na stronę i przekonacie się, czy warto ją włączyć do swojego arsenału narzędzi językowych. A swoje wrażenia opiszcie najlepiej w komentarzu pod postem!

Na koniec krótkie ogłoszenie. W przyszłym tygodniu nie będzie nowego posta, ponieważ wyjeżdżam na tydzień w miejsce bez dostępu do internetu. Tak więc do zobaczenia za dwa tygodnie!

7 komentarzy

  1. Odwiedziłam. Zobaczyłam. I chyba faktycznie bardziej nadaje się dla początkujących ze względu na krótkie teksty.

    1. Teksty są różnej długości, czasem są to pojedyncze zdania, a czasem trochę dłuższe urywki (ale jednak urywki). Zawsze, jeśli jakiś tekst nam się spodoba, można go wyguglać w internecie i przeczytać w całości 🙂

  2. Przetestowałam na francuskim i hiszpańskim. Akurat mi wystarczy te kilka minut z paroma tekścikami, więc ograniczona wersja mi nie przeszkadza. Najbardziej odbiór utrudniły mi dwie rzeczy. Pierwsza, to wspomniane wcześniej dzielenie na pojedyncze wyrazy co uniemożliwia łapanie zwrotów i idiomów. Druga sprawa – po pierwszym tekście przełączyłam język tłumaczenia na angielski – przy tłumaczeniu wyrazów na polski czasem nie byłam w stanie zrozumieć o co chodzi. Przykładowo, trafiłam odmienioną przez osoby formę słowa "caer" i jedno skromne tłumaczenie: "spadek". W kontekście zdania jakie się ukazało nie potrafiłam zrozumieć o co chodzi, bo w zdaniu wyraz był użyty jako czasownik "spadać, przewracać się", a moje pierwsze skojarzenie ze słowem "spadek" jest nieco inne (może kwestia doświadczeń życiowych, a może są ludzie którzy też w pierwszej kolejności nie kojarzą spadku ze spadaniem 😉 Po przełączeniu tłumaczenia na angielski, było łatwiej, nie tylko ze względu na to że czasownik i rzeczownik może wyglądać tak samo, ale (także przy innych wyrazach) angielskich propozycji tłumaczeń słowa było więcej.
    Pozdrawiam, mon4 🙂

    1. Dzięki za przetestowanie i podzielenie się opinią! Masz rację z tymi tłumaczeniami. Na 99% są to tłumaczenia robione maszynowo, dlatego zostawiają dużo do życzenia. Też przełączyłem język tłumaczeń na angielski dla większej jasności. Natomiast – o ile rozumiem – idea jest taka, żeby jak najwięcej znaczeń wyłapywać z kontekstu, a po tłumaczenia sięgać w ostateczności.

    2. O ile dobrze zauważyłam, tłumaczenia są oparte o tłumacza google – jeśli tak, to wiele wyjasnia. Co do rozumienia z kontekstu to racja – nie sprawdzam każdego słowa i staram się wpierw zrozumieć bez tłumaczenia, ale kiedy nie znam słowa kluczowego, warto wesprzeć się tłumaczeniem i wtedy sprawa może się skomplikować 🙂
      mon4

Komentarze zostały zamknięte.