Dlaczego rozumienie ze słuchu jest trudne i co na to poradzić?

Witam Was serdecznie i przepraszam za dość długie milczenie. Dziś chcę powiedzieć parę słów na temat słuchania, które dla wielu uczących się języka jest chyba (obok mówienia) najtrudniejszą do opanowania sprawnością językową. Z czego to wynika? I czy jest na to jakieś cudowne lekarstwo? Zapraszam do lektury!

Źródło: ky_olsen via photopin cc

Na początek zastanówmy się, dlaczego rozumienie tekstu mówionego sprawia wielu osobom tyle trudności. Widzę kilka powodów:

  • Po pierwsze musimy się uporać z tymi samymi problemami, które utrudniają nam zrozumienie tekstu pisanego. A więc nieznane słownictwo i struktury gramatyczne, skomplikowane konstrukcje, brak logiki i spójności wypowiedzi itp.
  • W przypadku języka mówionego sprawę komplikują różne akcenty. Polski jest pod tym względem językiem wyjątkowym, bo (pomijając nieliczne gwary i dialekty) wszyscy Polacy mówią mniej więcej tak samo. Wiele języków jest jednak dużo bardziej zróżnicowanych pod względem wymowy. I tu pojawia się problem, bo można doskonale rozumieć np. amerykański angielski, ale mieć olbrzymi problem z wypowiedziami Afrykańczyków, Hindusów czy Szkotów. Co więcej, międzynarodowy status angielskiego sprawił, że coraz częściej mamy do czynienia z takimi potworkami jak angielski z akcentem francuskim czy chińskim. Do każdego z tych akcentów trzeba ucho przyzwyczaić, żeby zacząć je swobodnie rozumieć.
  • Zrozumienie języka mówionego utrudniają też warunki zewnętrzne. Rozmowa prowadzona w gwarnym pubie czy zapowiedzi pociągów płynące ze skrzeczących głośników na ruchliwym dworcu stanowią dużo większe wyzwanie niż słuchanie audiobooka albo nagrania dołączonego do podręcznika.
  • Wypowiedzi ustne są często dużo mniej składne i uporządkowane niż teksty pisane. Niedokończone myśli, urwane w połowie zdania, przejęzyczenia, skróty myślowe – to wszystko wymaga od słuchającego sporej koncentracji i utrudnia złapanie ogólnego sensu wypowiedzi (często nawet w naszym ojczystym języku).
  • No i jeszcze jedna bardzo ważna kwestia – w przypadku czytania możemy regulować tempo, zwalniać przy trudniejszych fragmentach albo cofać się, kiedy czegoś nie zrozumiemy. Słuchając cudzej wypowiedzi, tempo mamy z góry narzucone przez mówcę. I zazwyczaj jest dużo większe, niż byśmy sobie tego życzyli. Czytanie jest jak spacer skrajem lasu. Idziesz sobie powoli, tu się zatrzymasz, bo usłyszysz nad sobą śpiew wilgi, tu się schylisz, bo zauważysz kozaka, tu ci między nogami przemknie jaszczurka. Słuchanie natomiast jest jak jazda pociągiem wzdłuż tego samego lasu. Mijasz drzewo za drzewem w oszałamiającym pędzie, wszystko zlewa się w jedno. Nawet jeśli tę wilgę zauważysz, to tylko na ułamek sekundy. Ciężko jest obserwować przyrodę z okna pociągu, tak samo ciężko jest zrozumieć we wszystkich szczegółach szybko mówioną wypowiedź.

Na problemy z rozumieniem ze słuchu jest tak naprawdę tylko jedna recepta: słuchać. Ten lek można jednak przyjmować na dwa różne sposoby. Po pierwsze możemy postawić na jakość – bierzemy jakieś krótkie nagranie i słuchamy go wiele razy, starając się wyciągnąć z niego jak najwięcej. To tzw. słuchanie intensywne (przykładowe ćwiczenie tego rodzaju opisałem niedawno w poście Przybornik: Nauka z nagraniami). Dzisiaj chciałbym się jednak skupić na drugim rodzaju słuchania, słuchaniu ekstensywnym. W tym przypadku liczy się jedno: ilość. Słuchamy jak najwięcej. I tyle. Bez jakichś specjalnych ćwiczeń, powtarzania na głos, odsłuchiwania po kilka razy, zaglądania do transkrypcji i innych cudów. Ważne jest tylko to, żeby jak najczęściej karmić swoje uszy brzmieniem obcego języka i starać się w miarę możliwości chwytać znaczenie wypowiedzi.

Powiem prosto: bez takiej praktyki (liczonej w setkach albo tysiącach godzin) nie nauczysz się nigdy swobodnie rozumieć ze słuchu. Mówię to między innymi z własnego doświadczenia. Sam przez długie lata miałem z tą sprawnością olbrzymie problemy. Dzisiaj mnie to nie dziwi – moja nauka opierała się w 90% na tekstach pisanych. W szkole czy na prywatnych zajęciach odsłuchiwałem może jedno czy dwa kilkuminutowe nagrania na lekcję, czasem nawet tyle nie. W domu siedziałem głównie z nosem w książkach. Zdarzało mi się czasem włączyć jakiś angielski czy niemiecki kanał w telewizji, ale nie było w tym żadnej regularności.

Przełom zaczął się tak naprawdę na studiach, przynajmniej jeśli chodzi o angielski. Po pierwsze codziennie przez kilka godzin słuchałem wykładów w językach obcych. Po drugie dostałem odtwarzacz mp3, na który wrzucałem nie tyle piosenki, a różne ciekawe nagrania, które znalazłem w internecie – podcasty, wykłady z zagranicznych uniwersytetów itp. Po trzecie zacząłem nałogowo oglądać angielskie i amerykańskie seriale. Największy wpływ mieli chyba na mnie Przyjaciele – obejrzałem wszystkie dziesięć serii, każda po dwadzieścia parę odcinków, chyba z trzy razy.

Najciekawsze, że nie była to żadna zaplanowana strategia. Wszystkie te rzeczy robiłem mimochodem, po prostu wydawały mi się interesujące. A jednak moje umiejętność rozumienia ze słuchu wzrosła przez te dwa-trzy lata dramatycznie.

Wyciągnąłem z tego doświadczenia kilka wniosków, które mogą Ci się przydać, jeśli będziesz chciał pójść tą samą drogą:

  1. Słuchaj naprawdę dużo, nawet parę godzin dziennie! Oczywiście nie zawsze będziesz miał taką możliwość, ale pamiętaj, że im więcej czasu będziesz poświęcał na słuchanie, tym szybsze poczynisz postępy.
  2. Słuchanie ekstensywne to nie to samo co słuchanie w tle. Nie chodzi o to, żeby włączyć radio i zająć się zupełnie czymś innym. Jeśli chcesz wynieść z słuchania wymierne korzyści, będziesz musiał słuchać aktywnie, czyli skoncentrować się na znaczeniu. Nie podchodź do tego ortodoksyjnie, nic się oczywiście nie stanie, jeśli odwrócisz uwagę na kilka minut – pilnuj tylko, żeby nie działo się to za często.
  3. Dobieraj właściwy poziom materiału. Złota reguła nauki języka brzmi tak, że należy czytać lub słuchać rzeczy na odrobinę wyższym poziomie niż ten, na którym obecnie jesteś. Jeśli będziesz słuchał tylko banalnych nagrań, z których bez problemu rozumiesz 99% przy pierwszym słuchaniu, to Twoje postępy będą minimalne. Z kolei aktywne słuchanie rzeczy, z których rozumiesz tylko piąte przez dziesiąte, jest frustrujące i demotywujące i może Cię łatwo zniechęcić do nauki.
  4. Różnicuj rzeczy, których słuchasz. Jeśli dzień w dzień słuchasz wykładów po angielsku, po jakimś czasie nie będziesz miał z nimi większych problemów. Ale to nie znaczy, że równie łatwo będzie Ci przychodziło na przykład rozumienie filmów. A jeśli jesteś kinomaniakiem i filmy nie stanowią dla Ciebie większego wyzwania, możesz polec na przykład na zapowiedziach pociągów na dworcu. Im bardziej różnorodny będzie materiał, którego słuchasz, tym bardziej wszechstronna będzie Twoja umiejętność rozumienia ze słuchu.
  5. Czego słuchać? Oto kilka pomysłów:

    • filmy fabularne,
    • seriale,
    • audycje radiowe i telewizyjne (teleturnieje, talk showy, wiadomości, wywiady, filmy dokumentalne…),
    • podcasty,
    • filmiki na YouTube,
    • piosenki,
    • wykłady uniwersyteckie,
    • audiobooki,
    • rozmowy z native speakerami (też wymagają słuchania!).

Ciekaw jestem Waszych doświadczeń związanych ze słuchaniem. Też macie (lub mieliście) problemy z tą sprawnością? Macie własne metody na poprawę swoich umiejętności?

28 komentarzy

  1. Chyba każdy uczący się angielskiego przeżył swoją przygodę z Przyjaciółmi 😉 Można jeszcze do tego wszystkiego dodać, że można oglądać filmy z angielskimi napisami, żeby za bardzo się nie zdenerwować, że niczego nie rozumiemy na samym początku. Niewątpliwie dobrym przyjacielem przy uczeniu się słuchania jest YouTube. Różnorodność filmików na pewno pozwoli nam wybrać coś co nas zainteresuje. Ja będąc sfrustrowana moimi wynikami z listeningu na rozsz. maturze próbnej, zaczęłam oglądać najpierw wywiady z osobami, które mnie interesują, później zaczęłam oglądać filmy, a później siedziałam z ćwiczeniami do słuchania i je mordowałam, albo one mnie 😉 Nie ma co się oszukiwać, trzeba ćwiczyć. Audiobooki w moim przypadku to nie był dobry pomysł, bo szybko traciłam koncentrację.

    1. W ogóle, postawiłeś tylko jeden przecinek przy wyliczaniu "Czego słuchać"… Myślę, że to jawne znęcanie się nad perfekcjonistami.

    2. Ja na początku rzeczywiście oglądałem Przyjaciół z napisami – choć angielskimi. To była duża pomoc. Ale kiedy się osłuchałem, zrezygnowałem z napisów.

      Poprawiłem przecinki, żeby nie wystawiać biednych perfekcjonistów na tak straszne męki 😉

  2. Choć jestem studentką języka francuskiego muszę przyznać, że nie rozumiem często tego języka w takim stopniu jak języka angielskiego. Traktuję trochę angielski po macoszemu, nie lubiłam się go uczyć, dopiero w liceum nastąpił jakiś przełom, ale na studiach nie mam już zajęć z tego języka. Ale wpływ amerykańskich seriali jest niesamowity, Z rozumieniem odcinka mojego ulubionego serialu nie mam problemu, nawet z czasem oswajam się z medycznymi pojęciami z Chirurgów! (komu nie chce się czekać na polskie napisy wie o czym mówię ;), a za to z moją mową jest beznadziejnie. Kali pić, Kali jeść, mój akcent sprawia, że wstyd mówić 😀 Ja oglądam How I met your mother, Big bang theory i właśnie zaczęłam odświeżać Przyjaciół. To mój sposób na niezapominanie języka angielskiego, bo mam zamiar się za niego porządnie zabrać, gdy będę potrzebować przerwy od hiszpańskiego i francuskiego 🙂
    A tak w ogóle, świetny blog, bardzo wartościowe wpisy i życzę takich postów więcej! 🙂

    1. Ja ma w bliskim otoczeniu przykład, że oglądając seriale języka można nie tylko nie zapomnieć, ale też podszkolić. Moja siostra nigdy nie przepadała z angielskim, uczyła się raczej niemieckiego, ale przepada za serialami i jak słucham jak ona mówi, jakiego używa słownictwa, to są to czasem zdania żywcem wyjęte z amerykańskich seriali 😉 Może i nie pomaga to w pisaniu oficjalnych listów, ale w normalnej codziennej komunikacji bardzo a już na pewno w rozumieniu ze słuchu.

    2. To ciekawe, co obie piszecie. Z jednej strony wydaje mi się, że samo słuchanie automatycznie nie poprawi naszych umiejętności mówienia. Też tak mam z niemieckim, że dopóki koncentruję się jedynie na słuchaniu (a potrafię słuchać bardzo dużo), to rozumiem wprawdzie więcej, ale mówić nadal nie potrafię.

      Co się w takim razie dzieje u siostry Magdy? Ciężko stwierdzić, musi robić (nawet nieświadomie) coś, co pomaga jej zaktywizować to słownictwo. Może po prostu chodzi o to, że nie ma dużych oporów przed mówieniem i nie boi się popełniać błędów? Takim osobom łatwiej zaryzykować i użyć w rozmowie jakiegoś zwrotu, który gdzieś tam zasłyszały…

  3. Moim zdaniem ważne w słuchaniu jest to, aby nie koncentrować się na słowach, których nie znamy i na siłę sobie nie tłumaczyć wypowiedzi, tylko starać się wczuć w sytuację i intuicyjnie podejść sprawy. Przecież nie musimy wszystkiego rozumieć, aby poznać sens wypowiedzi. A problemem jest właśnie fakt, że skupiamy się na tłumaczeniu każdego usłyszanego słowa, co ostatecznie może doprowadzić do niepotrzebnego zamętu w głowie. Czasem trzeba wyluzować.
    Moim zdaniem najlepszym sposobem na ćwiczenie rozumienia ze słuchu są filmy obcojęzyczne. Oczywiście bez lektora i żadnych napisów. Wówczas swobodnie skupiamy uwagę na tym, co najważniejsze, czyli na słuchaniu i rozumieniu. Początkowo oglądałam takie filmy, które niegdyś widziałam z lektorem, czy napisami, żeby wiedzieć o co chodzi, ale potem przerzuciłam się na jeszcze nie obejrzane przeze mnie filmy. Skutek jest taki, że nie zawsze zrozumiem cały sens, ale przynajmniej osłucham się z językiem, a nawet zapamiętam jakieś przydatne wyrażenia.

    1. Masz rację z tym nieskupianiem się na pojedynczych słowach – to jest szczególnie ważne w słuchaniu ekstensywnym właśnie, gdzie celem jest osłuchanie się z językiem i złapanie ogólnego sensu. "Intuicyjne podejście do sprawy", jak to określasz. Z kolei w słuchaniu intensywnym czasem warto przesłuchać dziesięć razy pod rząd jedno zdanie, aż zrozumie się wszystkie słowa, które w nim padają. Każde podejście ma swoje plusy i minusy.

      A stopniowanie trudności w przypadku oglądania filmów to bardzo fajna sprawa, dzięki za fajny pomysł!

  4. Mimo wszystko, dla mnie największym problemem jest mówienie niż słuchanie. Z języka angielskiego wielką chwilą było dla mnie, kiedy w połowie filmu zorientowałam się że nie włączyłam napisów, a bez problemu rozumiałam o co chodzi… Od tego czasu słuchanie po angielsku mi nie straszne (poza Chirurgami, jednak terminologia medyczna to trochę za dużo), nawet jeżeli nie wszystko dokładnie zrozumiem 🙂 A akcent też już nie straszny ani amerykański ani brytyjski, nawet przyzwyczaiłam się to różnych mieszanek, np. kiedy Hiszpan, czy inny obcokrajowiec mówi po angielsku ze swoim akcentem 🙂
    A słuchanie po hiszpańsku? Cóż, oglądanie telenoweli zrobiło swoje 🙂 I choć większość ludzi z mojego otoczenia się śmieje że telenowele fuj, nudne itd. i śmieją się ze mnie, że czasami oglądam, to przy nauce hiszpańskiego i z tego trochę korzyści można z tego wyciągnąć, o czym przekonałam się na uczelni, na zajęciach z hiszpańskiego, na których przypadkiem wylądowałam w tym semestrze ;D
    Pozdrawiam, mon4 🙂

    1. Widzę, że seriale i filmy obcojęzyczne biją wszystkie inne metody ćwiczenia słuchania na głowę 🙂 Nic dziwnego, to klasyczne połączenie przyjemnego z pożytecznym.

      A telenowele wydają mi się dość oczywistym krokiem w nauce hiszpańskiego. Nigdy nie oglądałem takich produkcji (no, może poza polskim Klanem wieeeele lat temu), ale gdybym się wziął za hiszpański, to pewnie bym się skusił 🙂

  5. Trafiłeś z tymi wpisem do mnie, bo ja właśnie próbuję sobie polepszyć tę umiejętność w norweskim. Norweskie radio prawie, że non stop leci, jak leci muzyczka to sobie ćwiczę coś innego, ale zawsze o pełnej godzinie pełne skupienie na wiadomości, fajnie tak, bo co godzinę się powtarzają lub tylko zostaje coś dodane, więc pod koniec dnia juz się wszystko rozumie :D. Oglądam też filmy, jak ktos tu się uczy norweskiego to polecam ellinga. Jeżeli jesteśmy wypuszczeni na głęboką wodę i musimy zrozumieć to co ktoś do nas mówi, możemy się pocieszyć tym, że zrozumienie wypowiedzi to nie tylko słowa, ale kontekst, mowa ciała, dużo się dowiemy z samej sytuacji, nie można się tylko ze stresu blkować, ale to latwiej powiedzieć niz zrobić, sama to wiem. Pozdrawiam i dzięki za fajny wpis!

    1. Z tymi powtarzającymi się wiadomościami to świetny patent! Aaron Myers z bloga Everyday Language Learner opisywał kiedyś, jak przyjechał do Turcji z podstawową znajomością tureckiego. Żeby ćwiczyć mówienie i słuchanie, zaczął różnych Turków pytać o wspomnienia związane z trzęsieniem ziemi z 1999 r. (zginęło wtedy kilkanaście tysięcy osób). Aaron pisze, że na z opowieści kilku pierwszych osób prawie nic nie rozumiał, ale z każdą następną rozumiał coraz więcej. W odpowiedziach powtarzało się charakterystyczne słownictwo, więc po przepytaniu kilkunastu osób rozumiał o niebo więcej niż na początku.

      Powodzenia w norweskim!

  6. Zdarza mi się mieć problemy z zrozumieniem wypowiedzi (jeżeli są to nietypowe akcenty). Jednak wszystko zależy od języka i poziomu jego znajomości. Przeważnie gdy przez kilka kolejnych dni słucham programów w danym języku (radio i telewizja) to potrafię zrozumieć prawie wszystko (oczywiście nie skupiając się przesadnie na zrozumieniu wszystkich słów). Natomiast jeżeli chodzi o języki, które znam bardzo dobrze, to nawet po dłuższej przerwie nie mam problemów z rozumieniem nagrań.

    Moim zdaniem bardzo dobrą metodą jest słuchanie radia. W telewizji wiele rzeczy możemy odgadnąć na podstawie kontekstu, obrazu. Natomiast w słuchanie audycji radiowych stanowi większe wyzwanie.

    1. Dzięki za komentarz, Agnieszko! Rzeczywiście, radio jest trudniejsze od telewizji z tych powodów, o których piszesz. I dlatego pewnie przygodę z słuchaniem lepiej jest zacząć od materiałów audiowizualnych, czyli filmów, seriali, telewizji… no i rozmowy z drugim człowiekiem. Ale jeśli ktoś ma ochotę na coś ambitniejszego to nagrania czysto dźwiękowe albo radio właśnie jest świetną metodą.

  7. Z pozoru dziwnym trafem trudnosci z rozumieniem ze sluchu maja osoby uczace sie francuskiego lub angielskiego, a nie maja ich ci, ktorzy wybrali rosyjski czy wloski? Co wiec takiego rozni te jezyki? Przede wszystkim dlugosc slow. Te francuskie i angielskie sa przewaznie bardzo krotkie, zazwyczaj jednosylabowe, przez co wymawiane sa szybko, a zatem trudno sie je rozumie. Slowa dlugie, sila rzeczy, wymawiamy wolniej, sluchajacy ma wiecej czasu, zeby je zrozumiec. Slowa rosyjskie i wloskie maja przewaznie po trzy sylaby, wiec zdania z nich zbudowane brzmia o kilka sekund dluzej, czyli mowione sa wolniej. Np:
    The girl went to the shop to buy some bread.
    Dievochka poshla w magazin, shtoby kupit' niemnozko hleba
    La ragazza andava al negozio per comprare un poco di pane.
    Nawet z dlugosci wersow mozna sie przekonac, ze angielski jest jezykiem "krotkim" a przez to szybkim i trudnym do zrozumienia. Jego krotkie slowa zlewaja sie, pewne gloski wypadaja, pewne sie upraszczaja, pojawia sie wszedobylskie schwa, wchodzi zwarcie krtaniowe i w morzu belkotu mozemy zrozumiec kilka akcentowanych slow. Rozumiemy oczywiscie dlugie slowa typu "predestination" czy "disability", bo jak by nie "sponiewierac" taki dlugi wyraz to i tak bedzie zrozumialy. Co innego gdy slowo ma trzy gloski-zmieniajac chocby jedna traci ono swoja "tozsamosc" i jest nierozpoznawalne. Co znaczy np. amerykanskie "elaraf" lub brytyjskie "i kedev kayt"? Osoby slabo osluchane moga miec duzy problem z rozszyfrowaniem, ze chodzi o "a lot of" i "he could have cut it" a wciaz mamy do czynienia z wymowa oficjalna. Zdecydowanie gorzej jest w przypadku roznych regionalnych odmian wymowy, w ktorych pewne gloski sa zastepowane innymi lub opuszczane, np. poludniowomanchesterskie "ceke"-take care, "me"-May, "lo"-low, "dok"-duck, "bos"-bus, "pob"-pub, "fon"-fun, albo "foiv"-five, "toit"-tight, "oi"-I(ja) z Birmingham.
    A teraz pytanie konkursowe-kto rozszfruje zdanie, ktore wypowiedzial do mnie pewien podliverpoolski joiner, a ktorego nie moglem zrozumiec dopoki mi nie przeliterowal:

    au'ai yzjor'aus?

    Podpowiem, ze jest to jak najbardziej literackie zdanie, a jedna z cech tamtejszej wymowy jest opuszczanie pewnej gloski, ktorej tu wlasnie brakuje.
    Czekam na proby odpowiedzi i pozdrawiam!

    1. How is your house? He he kompletny strzał, bardzo ciekawe to, co napisałeś 🙂

    2. Swietnie! Gratuluje zwyciestwa w konkursie! Jednak rozszyfrowanie tego ze sluchu, nie majac czasu na zastanowienie sie jest znacznie trudniejsze. I mamy tu tylko do czynienia z trzykrotnym opuszczeniem "h" w wymowie, nic wiecej. Mozna sobie wyobrazic nalozenie sie kilku zmian na raz plus jakis konstrukcyjny dziwolag. Pozdrawiam!

    3. Dzięki, Night Hunter, za bardzo ciekawe uzupełnienie! Widzę, że jesteś ekspertem od akcentów brytyjskich, mógłbym się sporo od Ciebie tutaj nauczyć 🙂

  8. Osłuchiwanie się z językiem to bardzo ważna rzecz w nauce. Nawet jeśli znamy perfekcyjnie gramatykę i mamy duży zasób słownictwa możemy właśnie polec w zwykłej rozmowie lub przy słuchaniu wiadomości.
    Drugą istotną rzeczą zaraz po słuchaniu, jest mówienie. Ale to już chyba temat na osobny wpis? 🙂

    Pozdrawiam

    1. O mówieniu już trochę pisałem na blogu, natomiast słuchanie było do tej pory zaniedbane. Ale oba tematy z pewnością będą się jeszcze nie raz przewijać, bo należą do największych problemów w nauce języka. Dzięki za odwiedziny!

  9. A ja kiedyś w telewizji usłyszałam teorię (mam nadzieję, że niczego nie przekręciłam), że każdy język ma swoją częstotliwość i to między innymi dlatego nasze ucho na początku nie jest w stanie wszystkiego wyłapać a mózg przetworzyć. I chyba coś w tym jest, bo kiedy moi francuscy znajomi słyszą jak mówię po polsku, to zawszę myślą, że się z kimś kłócę 😉 PS. Bardzo ciekawy spis, muszę zaglądać częściej!!

    1. O tych różnych częstotliwościach słyszałem kiedyś od Susanny Zaraysky, amerykańskiej poliglotki, która w nauce języka opiera się na bliskich związkach języka z muzyką. Przyznam jednak, że do dzisiaj niespecjalnie rozumiem, o co chodzi z tymi częstotliwościami, na czym to dokładnie polega. Natomiast bardzo ciekawe jest to, co piszesz o tym, jak brzmienie polskiego odbierają Francuzi. Ciekawe, z czego to wynika?

      Dziękuję za komentarz, polecenie na Facebooku i oczywiście zapraszam jak najczęściej 🙂

  10. Słuchanie to masakra! Miałam z tym ogromne problemy na początku nauki. Włosi mówią bardzo szybko, mają potworne akcenty, często dorzucają regionalizmy… słuchanie ich to czasem potworna mordęga. Rozwiązałam to prostą metodą: spisywałam. Włączałam sobie piosenki, słuchałam ich kilkakrotnie, starając się zapisywać wszysko, co usłyszałam i zrozumiałam. Później to samo z innymi tekstami, nie z piosenkami. I to było świetne ćwiczenie. Natomiast nigdy nie wychodziło mi tak z filmami, nie wiem, dlaczego, ale nawet dzisiaj wolę (tu mówię szeptem, żeby mnie żaden mój uczeń nie usłyszał) obejrzeć film z napisami niż po włosku, chociaż nie mam żadnych problemów z rozumieniem ani tym bardziej z mówieniem.
    Twoje rady, Januszu, jak zwykle bardzo przydatne, wpis świetny 🙂

    alessandra
    http://studia-parla-ama.blog.pl/

    1. Dzięki, Olu! Spisywanie to rzeczywiście fantastyczna technika, zaliczająca się do słuchania intensywnego. Wymaga cierpliwości i samozaparcia, ale daje świetne rezultaty.

      A co do filmów, to ja też po cichu przyznam, że wciąż są dla mnie wyzwaniem. Z jakiegoś powodu seriale (sitcomy) rozumiem bez większych problemów, ale na niektórych filmach fabularnych do dzisiaj się wykładam. Widać za mało oglądam 😉

Komentarze zostały zamknięte.