Planowanie nauki – jak to wygląda w praktyce?

Dziś będzie trochę bardziej osobiście niż zwykle: podzielę się z Wami moim planem nauki niemieckiego i opowiem Wam, w jaki sposób go stworzyłem. Zasadniczo unikam pisania postów, które koncentrowałyby się na mnie i na moich postępach/stagnacji/regresie (niepotrzebne skreślić) – wolę zamieszczać teksty bardziej ogólne, które każdy mógłby odnieść do siebie. Po namyśle uznałem jednak, że taki artykuł też może być przydatny jako praktyczny przykład tego, o czym pisałem w poście Plan nauki języka. Mam nadzieję, że przynajmniej niektórzy z Was znajdą tu jakieś cenne myśli, które przydadzą się Wam w nauce.

Źródło: photosteve101 via photopin cc

Nie jestem wielbicielem postanowień noworocznych. Uważam, że 1 stycznia nie jest w niczym lepszy do podejmowania nowych wyzwań niż jakikolwiek inny dzień roku (psychologowie twierdzą nawet, że nowe rzeczy najlepiej jest zaczynać w sierpniu, bo to wtedy mamy najwięcej energii do działania). Mimo to w sylwestrowy wieczór zebrało mi się na podsumowania. Razem z żoną usiedliśmy nad kartką papieru i zaczęliśmy wypisywać wszystkie ważniejsze wydarzenia i przełomy, które miały miejsce w tym roku. Wyniki były dla mnie zaskakujące. Okazało się, że miniony rok, który jeszcze chwilę wcześniej wydawał mi się mocno nieszczególny, był pełen pozytywnych wydarzeń, które pchnęły nasze życie do przodu w bardzo pożądanym kierunku. Wśród nielicznych pozycji po ujemnej stronie bilansu znalazło się między innymi zarzucenie przeze mnie nauki niemieckiego.

Z niemieckim mam kontakt od ponad dwudziestu lat, zawsze jednak stał w cieniu języka angielskiego. Okresy mniej lub bardziej intensywnej nauki przeplatają się z u mnie okresami zupełnej bezczynności. W rezultacie znam ten język dużo słabiej, niż bym chciał. Z umiejętnościami biernymi nie jest jeszcze najgorzej, czytanie i rozumienie ze słuchu mam gdzieś na poziomie B2/C1, natomiast czynna znajomość leży i kwiczy. Nic zresztą dziwnego, skoro od czasu studiów (czyli od ponad pięciu lat) niemieckiego praktycznie nie używam ani w mowie, ani w piśmie.

W zeszłym roku starałem się utrzymywać  w miarę regularny kontakt z niemieckim, który ograniczał się jednak do słuchania i czytania. Jednak jesienią, zawalony innymi zobowiązaniami, zaprzestałem nawet i tego. Po przeprowadzeniu sylwestrowego bilansu uznałem jednak, że nie chcę tego tak zostawić. Postanowiłem pójść za własnymi radami i stworzyć porządny plan nauki, który pomoże mi podciągnąć się trochę wyżej. Poniżej opisuję krok za krokiem, jak ten plan powstawał.

1. Określenie długoterminowego celu nauki

Na blogu powtarzam do znudzenia, jak ważny w nauce jest cel. Że zanim wyruszymy w drogę, musimy wiedzieć, dokąd chcemy dotrzeć. Ja uznałem, że satysfakcjonującym celem będzie dla mnie osiągnięcie poziomu C1 we wszystkich czterech sprawnościach językowych (pisanie, czytanie, mówienie, słuchanie). Co to oznacza w praktyce? Wikipedia definiuje poziom C1 tak:

„Osoba posługująca się językiem na tym poziomie rozumie szeroki zakres trudnych, dłuższych tekstów, dostrzegając także znaczenia ukryte, wyrażone pośrednio. Potrafi wypowiadać się płynnie, spontanicznie, bez większego trudu odnajdując właściwe sformułowania. Skutecznie i swobodnie potrafi posługiwać się językiem w kontaktach towarzyskich i społecznych, edukacyjnych bądź zawodowych. Potrafi formułować jasne, dobrze zbudowane, szczegółowe wypowiedzi dotyczące złożonych problemów, sprawnie i właściwie posługując się regułami organizacji wypowiedzi, łącznikami i wskaźnikami zespolenia tekstu.”

Jest to moim zdaniem cel realny, a przy tym zupełnie zadowalający. Jeszcze nigdy nie wypowiadałem się po niemiecku „płynnie, spontanicznie, bez większego trudu odnajdując właściwe sformułowania”. Jak dla mnie brzmi super, póki co nie chcę nic więcej.

Dlaczego chcę osiągnąć taki poziom? Niemiecki nie jest mi w tym momencie potrzebny do niczego konkretnego. W pracy używam angielskiego, nie mam też w planach dłuższego wyjazdu do żadnego kraju niemieckojęzycznego. To bardziej kwestia ambicji. Niemiecki jest dla mnie wyrzutem sumienia – uczę się go od ponad dwudziestu lat, ale przez większość czasu tylko drepczę w miejscu. Chcę sobie udowodnić, że mogę swobodnie komunikować się w tym języku, że jest to w moim zasięgu. Poza tym postanowiłem sobie, że nie zacznę się uczyć nowego języka, dopóki nie osiągnę w niemieckim zadowalającego poziomu. Nie chcę zostawiać za sobą rozgrzebanych rzeczy i zabierać się za nowe.

Żeby mieć ten cel zawsze przed oczami, stworzyłem sobie kilka motywujących obrazów dla każdej sprawności językowej. Na przykład:

„Jestem w Niemczech. Rozmawiam z człowiekiem, u którego mieszkam, na różne tematy. Rozumiem go bardzo dobrze, sam też bez problemów znajduję odpowiednie słowa na wyrażenie swoich myśli. Czuję, że komunikacja przebiega sprawnie i gładko. Czuję się dobrze.”

Spisałem sobie kilka takich scenek, wydrukowałem je i włożyłem do zeszytu, który będzie mi służył jako dziennik nauki (o tym za chwilę). Chcę do nich często zaglądać, żeby odświeżać swoją motywację.
Nie wiem, kiedy uda mi się zrealizować ten cel. Liczę na to, że zdołam dojść do tego poziomu w ciągu dwóch lat, ale nie chcę kłaść na siebie takiej presji. Jak dojdę, to dojdę. Konkretne terminy chcę natomiast wyznaczać dla mniejszych, krótkoterminowych celów.

2. Określenie celu krótkoterminowego

Długoterminowy cel jest dobry do tego, żeby wskazywać ogólny kierunek, ale ciężko go przełożyć na konkretny plan nauki. Dlatego zamierzam co parę miesięcy wyznaczać sobie mniejsze, bardziej namacalne cele.

W tym momencie najbardziej doskwiera mi nieumiejętność swobodnego wypowiadania się po niemiecku. W ciągu najbliższych trzech miesięcy, czyli do końca marca, chcę przede wszystkim powiększyć zasób czynnego słownictwa i rozgadać się.

Żeby zmierzyć swoje postępy, zamierzam nagrać na początku nauki krótką wypowiedź na jakiś losowy temat. Następnie, po trzech miesiącach, powtórzę to ćwiczenie. Nie zmierzę w ten sposób postępów z naukową dokładnością, ale da mi to chociaż ogólne pojęcie, czy idę w dobrym kierunku. Po trzech miesiącach wyznaczę sobie kolejny cel (może być oczywiście taki sam).

Więcej informacji o wyznaczaniu krótkoterminowych konkretnych celów nauki znajdziecie w poście Projekty językowe.

3. Określenie zasobów

Nie mam ani czasu, ani pieniędzy, ani ochoty brać udziału w kursie językowym, wolę się uczyć sam (o wadach i zaletach różnych form nauki możecie przeczytać tu i tu). Sam muszę więc zatroszczyć się o materiały do nauki.

Niemiecki jest na tyle popularnym językiem, że prawie wszystkie potrzebne materiały mogę znaleźć w internecie. Słowniki, krótsze i dłuższe teksty na rozmaite tematy, nagrania dźwiękowe, piosenki, filmy wideo, możliwość rozmowy z innymi ludźmi przez Skype’a – to wszystko mam do dyspozycji i to w większości za darmo. Jeśli będę chciał poczytać jakąś książkę albo obejrzeć jakiś film pełnometrażowy, mogę skorzystać z biblioteki albo zamówić coś po niskiej cenie na aukcji internetowej. Na komputerze mam zainstalowany program Anki, który służy do powtarzania słownictwa.

Najwięcej problemów będę miał z czasem. Jestem dość zabiegany i po prostu nie stać mnie na to, żeby codziennie poświęcać choćby godzinę na naukę (chyba że za cenę rezygnacji z innych rzeczy, które są dla mnie ważniejsze – a tego bym nie chciał). Po namyśle doszedłem do wniosku, że tygodniowo będę w stanie wykroić jakieś 3-4 godziny na czystą naukę. Co najmniej drugie tyle zamierzam poświęcić na bierny kontakt z językiem, niejako przy okazji – czytanie książek w autobusie, słuchanie nagrań na empetrójce, kiedy gdzieś idę itp. (Więcej pomysłów na to, jak się uczyć, kiedy mamy mało czasu, znajdziesz w poście 7 sposobów na naukę języka dla zabieganych).

4. Dobranie ćwiczeń

Wiem już, co chcę osiągnąć w najbliższym czasie, wiem też, co mam do dyspozycji. Mogę się zastanowić, jak to zrobić.

Nie tak dawno napisałem artykuł o tym, jak się rozgadać w języku obcym. Zamierzam wykorzystać wszystkie pomysły, o jakich tam wspomniałem: pisać pamiętnik (codziennie chociaż jedno zdanie!),
streszczać na głos teksty,
uczyć się na pamięć krótkich sentencji i cytatów, czytać książki na głos itp. W najbliższych trzech miesiącach nie planuję przeprowadzać rozmów po niemiecku, chcę się najpierw trochę rozkręcić samodzielnie.

Do powyższych ćwiczeń dodam dwa, które poleca Anna Szyszkowska-Butryn w książce „Jak szybko opanować język obcy”. Chodzi o wypowiedzenie jak największej liczby słów (to w jednym ćwiczeniu) lub zdań (to w drugim ćwiczeniu) w ciągu minuty. Słowa lub zdania nie muszą się ze sobą łączyć, ale nie mogą się powtarzać. Mam wątpliwości, czy pomoże mi to powiększyć zasób czynnego słownictwa, ale zamierzam spróbować – wydaje mi się to dobre ćwiczenie na rozgrzewkę przed właściwą nauką.

Dodatkowo, niejako w tle, zamierzam otaczać się niemieckim pisanym i mówionym (czytanie książek, słuchanie podcastów i oglądanie filmów dla przyjemności).

Nowo poznane słownictwo, które chciałbym zapamiętać, planuję wrzucać do programu Anki (najlepiej w pełnych zdaniach) i powtarzać regularnie (każdego dnia).

5. Stworzenie planu nauki

Czas skleić wszystko do kupy. Mój plan musi być stosunkowo elastyczny (o różnych rodzajach planów przeczytasz tu: Plan nauki języka). Są takie dni, kiedy wykrojenie 15 minut na naukę może być problemem, są też takie, kiedy mam do dyspozycji parę godzin. Postanowiłem przez pierwszy miesiąc zorganizować sobie naukę tak:

  • W każdym tygodniu przeznaczam co najmniej 3,5 godziny na aktywną naukę (czyli nie słuchanie nagrań w tle czy czytanie książek dla przyjemności, chodzi o aktywne angażowanie mózgu przy pomocy ćwiczeń, o których pisałem wyżej).
  • Żeby zachować regularność, codziennie poświęcam na aktywną naukę przynajmniej 15 minut. Najlepiej rano, mogę przecież kwadrans wcześniej wstać z łóżka. Ewentualnie mogę to rozbić na mniejsze sesje (np. trzy razy po pięć minut), ale w miarę możliwości staram się tego unikać.
  • Każdego dnia piszę co najmniej jedno zdanie w pamiętniku i powtarzam słownictwo w Anki. Do tego wybieram sobie jakieś ćwiczenia z listy – takie, na które akurat mam ochotę (staram się jednak zachować różnorodność i nie trzepać w kółko tylko jednego rodzaju ćwiczenia).
  • Prowadzę dziennik nauki (zwykły zeszyt), w którym rejestruję wykonywane ćwiczenia i czas, jaki na nie poświęciłem. W każdą niedzielę znajduję kilka minut na przeanalizowanie nauki w danym tygodniu i ewentualne skorygowanie kursu.
  • Oprócz tego zwiększam bierny kontakt z językiem. Tak jak pisałem wyżej – słuchanie, czytanie, oglądanie. Im więcej, tym lepiej.

Po miesiącu zamierzam podsumować doświadczenia i wprowadzić ewentualne zmiany w planie nauki na kolejny miesiąc.

6. Ostatnie przygotowania

Na koniec, przed rozpoczęciem nauki, trzeba jeszcze wszystko przygotować, żeby było pod ręką. A więc poszukać w internecie konkretnych artykułów, które będę chciał przeczytać, cytatów, których będę się uczył na pamięć, i nagrań, których będę słuchał. Wrzucić do plecaka książkę po niemiecku. Naładować akumulatorki do empetrójki i wrzucić na nią pliki do słuchania. Kupić zeszyt na dziennik nauki. I kilka podobnych rzeczy. Chodzi o to, żebym nie tracił czasu przeznaczonego na naukę na takie „administracyjne” zadania. Kiedy wszystko jest pod ręką, mogę usiąść od razu do nauki, nawet jeśli mam do dyspozycji tylko kilka minut.

Bardzo się ucieszę z Waszych komentarzy. Może zmienilibyście coś w moim planie? A może coś Was zainspirowało i chcielibyście to zastosować u siebie? Będę wdzięczny za każdy głos!

25 komentarzy

  1. Doskonały plan 🙂 Mnie też dopadły noworoczne postanowienia, mam podobną sytuację z angielskim, lata mijają a ja stoję w miejscu głównie z powodu zbyt małego czasu poświęcanego na naukę, co skutkuje coraz słabszymi perspektywami zawodowymi. Z jednej strony obawiam się pracy z czynnym angielskim, z drugiej wiem że to byłby doskonały bat na moje lenistwo :-). Dlatego postanowiłem przerabiać jeden podcast z http://eslpod.com co trzy dni (tzn. codziennie po trochu zgodnie z zaleceniami http://isel.edu.pl/sluchaj/index.php) przez trzy najbliższe miesiące, aby wyrobić systematyczność.

    Mam prośbę, ponieważ niemiecki jest w moich bliższych i dalszych planach chętnie poznałby internetowe źródła materiałów z których zamierzasz korzystać.

    Pozdrawiam
    Tomek

    1. O, fajnie że przypomniałeś mi o stronie ISEL – dawno tam nie zaglądałem, a bardzo sobie cenię ich porady i zamieszczone tam materiały. Metoda, którą autorzy proponują przerabiać nagrania, wygląda obiecująco, bo nie zaniedbuje pisania i mówienia (a rozumiem, że na tym Ci zależy).

      Co do niemieckiego – nie wiem, na jakim poziomie jesteś, ale oczywiście mogę podzielić się źródłami, z których zamierzam korzystać. Jeśli chodzi o słuchanie "w tle", to korzystam z podcastów ze strony http://www.dasabenteuerleben.de/kanaele/uebersicht-kanaele.html – dużo wartościowych nagrań, jeśli ktoś lubi taką tematykę. Ściągnąłem sobie też trochę krótszych i łatwiejszych tekstów do ćwiczenia mówienia i "shadowingu" – korzystałem z linków na blogu Łukasza: http://blog.tyczkowski.com/2012/03/podkasty-niemieckie-beste-deutsche-podcasts-lista-stron/ . Pracuję też z piosenkami na Youtube – ostatnio na topie są u mnie niemieckie piosenki Disneya 🙂

      Co do materiałów pisanych… Poszukałem w internecie stron z różnymi cytatami, powiedzeniami i bon motami po niemiecku i wybrałem takie, gdzie można zamówić codzienną wysyłkę na e-mail: http://www.zitate.eu , http://www.spruch-des-tages.org i http://www.blog.zitante.de . Artykuły na razie czerpię ze strony Deutsche Welle: http://www.dw.de/deutsch-lernen/deutsch-xxl/s-12376 .

      Mam nadzieję, że coś się przyda. A tymczasem powodzenia z angielskim (i nie załamuj się, jak regularność zacznie się załamywać – ten moment na pewno przyjdzie, ale wtedy po prostu wybacz sobie i wróć do dobrych nawyków).

  2. Ostatnio zainspirował mnie Twój post o pisaniu dzienniczka i postanowiłam codziennie pisać po 5 (na razie) zdań w języku hiszpańskim i francuskim, których się obecnie uczę. Postanowiłam też przeczytać po jednej książce w tych językach – poczytać troszkę na głos albo czasem skupić się nad jakimś fragmentem i go przetłumaczyć.
    Życzę powodzenia z językiem niemieckim i dużo wytrwałości w realizowaniu tego celu, oby się udało! 🙂

    1. I bardzo fajnie – plan jest prosty i chyba nie bardzo wymagający. Najlepiej zacząć od czegoś takiego, potem można w razie potrzeby coś zmodyfikować.

      Dziękuję za życzenia i odwzajemniam 🙂

  3. Plan wygląda bardzo ambitnie. Trzymam kciuki, żeby się udało 🙂 Chciałabym mieć tyle motywacji co Ty, zeby dobrze opanować hiszpański. Bardzo szybko opanowałam włoski, ale hiszpański wlecze się okropnie ;/
    alessandra

    1. Dzięki! Wygląda ambitnie pewnie dlatego, że się strasznie na ten temat rozpisałem 😉 A w rzeczywistości chcę po prostu poświęcić codziennie średnio pół godziny na aktywną naukę niemieckiego. W sumie nic wielkiego. Zobaczymy, jak pójdzie.

      Ciekawe, czemu hiszpański tak Ci nie idzie – może za nim nie przepadasz po prostu tak, jak za włoskim?

  4. Nawet przy założeniu, że nie zawsze wyjdzie Ci pół godziny, ale np. 5 razy w tygodniu, to i tak jest nieźle 🙂 Systematyczność bardzo popłaca 🙂

    Myślę, że nie przepadam tak bardzo za hiszpańskim jak za włoskim, ale też chyba przyczyna jest psychologiczna – w głębi duszy bardzo się boję, że będą mi się te języki mylić i że zapomnę włoskiego. Co jest niemożliwe, bo jestem na III roku italianistyki i pracuję jako lektor, więc mam stały kontakt z językiem, ale uprzedzenia są silniejsze ode mnie. Może znasz na to jakiś magiczny sposób? 😉

    1. Nie mam magicznego sposobu, niestety 😉 Tylko taką refleksję, że skoro włoski znasz już dobrze, a z hiszpańskim dopiero zaczynasz, to raczej włoski będzie Ci utrudniał naukę hiszpańskiego niż odwrotnie. Jeśli w ogóle pojawią się tego rodzaju trudności, bo to wcale nie jest takie pewne (włoski i hiszpański nie są aż tak bliskie jak hiszpański z portugalskim na przykład, nie?).

    2. To zależy. Bardzo różna jest przede wszystkim wymowa, natomiast słownictwo i niektóre struktury gramatyczne są dość zbliżone. Ale nie aż tak, jak hiszpański z portugalskim, to prawda 🙂 Podobieństwa języków to broń obosieczna – z jednej strony to BARDZO pomaga (nie mam na przykład żadnych problemów ze zrozumieniem czytanego tekstu albo gramatyki), ale z drugiej strony mieszanie się języków jest sporym zagrożeniem. Ma to wady i zalety. Ale nie planuję się poddawać 🙂 A jak tam Twój niemiecki, udaje Ci się realizować plan jak na razie?
      alessandra

  5. Za jakiś czas skończę kurs w szkole językowej i będę potrzebowała czegoś podobnego dla mojego francuskiego. Jest mi teoretycznie łatwiej, bo mieszkam w Genewie, gdzie wszyscy wkoło mówią po francusku, ale tak naprawdę, ponieważ wśród znajomych zawsze znajdzie się ktoś, kto nie mówi po francusku na tyle dobrze, żeby w nim rozmawiać (choćby mój mąż ;)), to i tak rozmawiamy po angielsku a moje "swobodne porozumiewanie" kończy się na konwersacji w sklepie.

    Nie wiem jak inni czytelnicy, ale ja lubię jak na blogach pojawia się chociaż odrobina prywaty, dlatego mam nadzieję, że za jakiś czas pojawi się post o tym jak Ci idzie 😉

    Powodzenia!

    1. Ciekawe, a więc okazuje się, że czasem nawet za granicą trzeba się czasem namęczyć, żeby sobie porozmawiać w języku tubylców…

      Widzę, że odzew na "prywatę" jest rzeczywiście pozytywny, więc pewnie się złamię i będę od czasu do czasu publikował podobne posty. Jakiś raport z postępów na pewno będzie 🙂

  6. Januszu! Świetny blog! 🙂 Zawsze fascynowały mnie języki obce, a sama nauka sprawiała mi ogromną radość (i przychodziła całkiem łatwo). Swego czasu nawet przez semestr zagościłam na filologii szwedzkiej (moim niespełnionym, a właściwie pół-spełnionym, marzenie od dziecka), ale to było już trochę za późno na wytyczanie nowej drogi (drugi kierunek studiów). Dziękuję Ci za świetny blog, który właśnie mi mąż pokazał:-) Będę czytać i korzystać z porad.
    Kasia M.

  7. Witam! Bardzo fajny blog i często na niego zaglądam. Życzę powodzenia i wytrwałości w nauce 🙂
    Krzysiek

  8. "Jestem w Niemczech, rozmawiam z czlowiekiem, u ktorego mieszkam…"- to jest dobre! Ja bym jeszcze z tym "Niemcem" rozmawial glosno korzystajac z prawidlowych niemieckich zdan, wzietych z podrecznika lub czegos oryginalnie niemieckiego. Bo "rozmowa" z wyimaginowanym Niemcem jest o niebo lepsza niz z rzeczywistym Polakiem nienajlepiej znajacym niemiecki. Pozdrawiam!

    1. Ha, no rzeczywiście rozmawiam teraz z wyimaginowanymi Niemcami, tzn. gadam do mikrofonu, nagrywam się, analizuję i poprawiam. Ale tego Niemca-gospodarza, o którym pisałem, zostawiłem w spokoju – on ma mi służyć tylko do motywacji, nie do gadania 😉 Pozdrawiam również!

  9. Wg mnie planowanie chyba jest jedną z najistotniejszych rzeczy w nauce, przynajmniej dla osoby, która zawsze ma wyrzuty sumienia, że pracuje za mało. Jeżeli będzie miała napisane czarno na białym, że dzisiaj ma zrobić to to i to, to mniej czasu spędzi na zastanawianiu się, czy nie powinna przypadkiem dzisiaj jeszcze czegoś zrobić, czy już może się wygodnie rozsiąść w fotelu i odpocząć. Jakoś maksyma "czym więcej tym lepiej" do mnie zbytnio nie przemawia. Po pewnym czasie wszystko się zlewa ze sobą i następuje zmęczenie materiału. A jak ktoś lubi języki, to tym bardziej, przyjemności trzeba sobie dawkować 🙂 poza tym, do każdej lekcji będzie się podchodziło z większym entuzjazmem. Co do czytania książek – próbowałam, przeczytałam kilkanaście, ze zrozumieniem mniejszym lub większym, ale nie powiem, żeby mi to coś dało… może dlatego, że nie jestem osobą, która lubi się odrywać od lektury i sprawdzać słówka w słowniku. Na szczęście, można znaleźć dla siebie tyle sposobów na naukę ile dusza zapragnie. Powodzenia z niemieckim!

    1. No patrz, takiego zastosowania planów jeszcze nie znałem – uspokajanie naszego sumienia, które nam wyrzuca, że się za mało uczymy 🙂 Ale to prawda, że z nauką można przesadzić w drugą stronę, czasem od nadmiaru głowa jednak boli…

      Ja też nie jestem wielbicielem czytania ze słownikiem pod ręką, tak pracuję tylko z krótszymi tekstami. Książki traktuję przede wszystkim jako przyjemność i możliwość biernego kontaktu z językiem (który moim zdaniem jednak dużo daje, choć efekty mogą nie być tak łatwo zauważalne). Pozdrawiam!

  10. Ja osobiście nie zmieniłabym nic w Twoim planie 🙂 Jest doskonały 🙂 Mam nadzieję, że przyniesie pożądane efekty i podzielisz się z nami swoimi wnioskami 🙂 Sama chętnie o tym poczytam, gdyż także chcę i udoskonalam swój poziom języka niemieckiego. Trzymam kciuki!

    1. Dziękuję za opinię! Ciężko mi się zgodzić z tym, że plan jest doskonały, ale póki co wydaje się wystarczająco dobry – a mnie nic więcej do szczęścia nie trzeba 🙂 Obiecuję raport za jakiś czas – jesteś już kolejną osobą, która o to prosi 🙂

  11. Bardzo dobry wpis i bardzo potrzebny temat. Często wiemy tylko jaki jest nasz cel, natomiast z osiągnięciem go bywa różnie… Ja z językiem angielskim miałam styczność od najmłodszych lat dzięki uporowi moich rodziców, którzy powzieli sobie za zadanie doprowadzić do uzyskania przeze mnie i mojego brata certyfikatów C1. I udało się 🙂 Z innymi językami było dużo gorzej… Niemiecki 6 lat, rosyjski 3 lata, teraz włoski… Zobaczymy jak to będzie. Spróbuję zacząć od pisania pamiętnika :)) Pozdrawiam serdecznie i trzymam kciuki!

Komentarze zostały zamknięte.