Niebieskie kangury a nauka języków

czyli…

Co wspólnego ma niebieski kangur z nauką języka? I co łączy niebieskiego kangura z różowym słoniem? Widzisz związek? Nie? I jak się z tym czujesz? Irytujesz się i niecierpliwisz, bo chciałbyś się dowiedzieć, o czym będzie post, a nie czytać jakieś niezrozumiałe brednie? A może Cię to zaintrygowało i nawet podoba Ci się szukanie sensu w czymś na pozór niezrozumiałym?

photo credit: mscaprikell via photopin cc

Zaraz wyjaśnię, o co chodzi. Ale najpierw spójrz na poniższą listę zachowań występujących często przy nauce języków obcych. Czy widzisz je u siebie?
  • Kiedy czytasz jakiś tekst, chcesz sprawdzić w słowniku znaczenie każdego nowego słowa.
  • Kiedy wybierasz nagrania, których chcesz przesłuchać, jest dla Ciebie ważne, żeby miały transkrypcję, w której będziesz mógł sprawdzić niezrozumiałe fragmenty.
  • Mówiąc lub pisząc, nie używasz słów, których znaczenia nie jesteś na 100% pewien.
  • Kiedy poznajesz nowe wyrażenie idiomatyczne, nie wystarcza Ci znaczenie całości, chcesz też znać dosłowne znaczenie poszczególnych słów.
  • Trudno Ci znieść „nielogiczne” struktury w języku obcym – starasz się na wszystko znaleźć wytłumaczenie, zasadę, regułkę. Często się pytasz: „Dlaczego tak się mówi?”
  • Kiedy uczysz się z podręcznika, nie przechodzisz do następnej lekcji, dopóki nie masz poczucia, że bardzo dobrze opanowałeś materiał z poprzedniej.
Jeśli przy czytaniu powyższej listy kiwałeś potakująco głową, to masz prawdopodobnie niską „tolerancję wieloznaczności” (tak to nazywają psychologowie). Mówiąc inaczej: czujesz się mało komfortowo, kiedy masz do czynienia z czymś niejasnym, niepewnym, niejednoznacznym, nieznanym czy nieprzewidywalnym.

Mam niestety złą wiadomość: naukowcy badający mechanizmy nauki języków stwierdzali niejednokrotnie, że niski poziom tolerancji wieloznaczności utrudnia naukę języków. Dlaczego? Ponieważ język jest tak naprawdę wielkim, nieuporządkowanym, pełnym niejednoznaczności systemem. Jasne, można w nim wyodrębnić pewne reguły (gramatyczne, fonetyczne itp.), ale są one tylko pewną abstrakcją, która nie oddaje całego bogactwa ludzkiej mowy. Wyjątki, idiomy, kolokacje (czyli to, jakie wyrazy „lubią” przebywać w swoim towarzystwie), skojarzenia, humor językowy – tego wszystkiego nie da się wpasować w proste schematy.
Z językami jest trochę jak z ludźmi. Psychologowie od lat dwoją się i troją, żeby jak najlepiej opisać ludzkie zachowania. Każdą reakcję człowieka starają się tłumaczyć jakąś istniejącą teorią (a jeśli taka nie istnieje, tworzą nową). Ale w rzeczywistości człowiek jest zbyt złożony, zbyt nieprzewidywalny, żeby można go było opisać zamkniętym zbiorem teorii psychologicznych. Przyjrzyj się członkom swojej rodziny lub przyjaciołom, których znasz (wydawałoby się) na wylot. Czy nie zaskakują Cię czasem swoim postępowaniem, swoimi decyzjami? Ba, czy sam siebie czasem nie zaskakujesz? Wszyscy jesteśmy nieprzewidywalni, pełni sprzeczności i wieloznaczności – i tak samo jest z językiem.
Zwróć też uwagę na to, że dążenie do rozumienia wszystkiego na sto procent może być bardzo blokujące w nauce. Na przykład w czytaniu i słuchaniu bardzo cenna jest umiejętność odgadywania znaczenia słów z kontekstu. Nie możemy przecież liczyć na to, że ludzie, z którymi będziemy rozmawiać, będą używać tylko i wyłącznie słów, których znamy. Jeśli przy czytaniu tekstu zawsze sprawdzasz wszystkie słowa w słowniku, to nie ćwiczysz tej bardzo przydatnej umiejętności. Podobnie z mówieniem – jeśli ograniczasz się do używania tych słów, zwrotów i konstrukcji, których jesteś całkowicie pewien, hamujesz swój rozwój czynnego słownictwa. Nie chodzi o to, żeby mówić byle jak, bez zastanowienia i niechlujnie. Ale warto czasem zaryzykować i wypróbować w mowie lub w piśmie jakiś nowy zwrot, którego dotychczas nie używaliśmy – taki, którego jesteśmy pewni np. na 80 procent.
Tu jedno ważne zastrzeżenie: nie chodzi mi o to, że te wszystkie zachowania, które opisałem na początku (sprawdzanie znaczeń wyrazów w słowniku, słuchanie tekstu z transkrypcją czy solidne przerabianie lekcji z podręcznika) są złe i szkodliwe w nauce. Wręcz przeciwnie – to wszystko są cenne techniki, z których warto korzystać, tyle że świadomie i z umiarem. Dodam dla równowagi, że zbyt duża tolerancja wieloznaczności też nie jest dobra w nauce języków. Jeśli ktoś nie szuka zrozumienia tego, czego się uczy, nie przejmuje się, kiedy czegoś nie rozumie, tylko leci z materiałem do przodu z prędkością światła, używa słów, których w ogóle używać nie potrafi (licząc, że jakoś i tak się dogada) – to też nie będzie robił szybkich postępów. Wszystko jak zwykle sprowadza się do znalezienia złotego środka.
Jeżeli uważasz, że Twoja tolerancja wieloznaczności jest zbyt mała i chciałbyś nad nią trochę popracować, spróbuj poniższych ćwiczeń:
  • Wyjdź poza swoją strefę komfortu. Nie rób tylko tego, co przychodzi Ci łatwo i naturalnie. Postęp wymaga przełamania się. Jeśli nie znosisz czytać tekstów bez słownika pod ręką – zrób to. Jeśli nie lubisz oglądać telewizji w obcym języku, bo frustruje Cię, że nie rozumiesz wszystkiego – wybierz jakiś ciekawy program i obejrzyj go mimo początkowej niechęci. Na początku nie będziesz się czuł dobrze: mogą pojawić się u Ciebie niechęć, frustracja, zniecierpliwienie. Trudno, od tego się nie umiera. Wytrzymaj kilka minut i przejdź do czegoś, co wymaga od Ciebie mniej wysiłku. Powtarzaj takie próby regularnie, a zobaczysz, że nowe zachowanie przychodzi Ci coraz łatwiej.
  • Korzystaj jak najwięcej z autentycznych materiałów. Podręczniki są bardzo przydatne, zwłaszcza w początkowej fazie nauki, ale nie powinny całkowicie zdominować Twojego kontaktu z językiem. W podręczniku wszystko jest wyjaśnione, pod każdym tekstem jest słowniczek, są objaśnienia gramatyczne, rozwiązania ćwiczeń. Prawdziwe życie tak nie wygląda. Zrób sobie raz na jakiś czas przerwę od podręcznika i pooglądaj filmy na YouTube, poczytaj obcojęzyczne czasopismo albo fora internetowe, porozmawiaj z kimś przez Skype’a. Dzięki temu będziesz miał dużo okazji, żeby poćwiczyć odgadywanie znaczenia słów z kontekstu i pogodzić się z tym, że nie zawsze wszystko musisz zrozumieć.
  • Analizuj teksty piosenek. Ale nie jakieś She loves you, yeah, yeah, yeah, tylko bardziej enigmatyczne. Jeśli uczysz się angielskiego, spróbuj np. pomedytować nad tekstami U2. Mnie zawsze męczą, bo ciężko mi tak naprawdę zrozumieć, o co w nich chodzi. Świetne ćwiczenie na tolerancję wieloznaczności! Nie zawsze uda Ci się odczytać intencję autora – i dobrze. To nie szkoła – tu każda interpretacja jest dobra.
  • Ucz się z ludźmi, którzy dużo lepiej znoszą wieloznaczność. Obserwuj, jak wygląda ich podejście do języka. Może możesz się czegoś od nich nauczyć?
Ciekawy jestem, czy podobnie jak ja lubisz w nauce języka wszystko sobie poukładać, rozumieć i uporządkować? A może obcowanie z niepewnością i niejednoznacznością przychodzi Ci bez większych problemów? Zachęcam do dyskusji!

2 komentarze

  1. Co do "wysokiej tolerancji wieloznacznosci"- dziala to tylko w przypadku dzieci uczacych sie swojego jezyka, ktore maja jezykowo puste mozgi i przyjmuja jezyk takim, jaki jest, bo nie maja zadnego innego punktu odniesienia.
    Jednak taka "wysoka tolerancja" wsrod doroslych to czysty cyrk, parodia i brak samokrytycyzmu. Dorosli wcale nie biora jezyka obcego takim jaki jest, tylko ( podswiadomie lub swiadomie) i tak przypisuja niezrozumialym elementom swoje wlasne, naiwne teoryjki. Robia tak przede wszystkim przeciwnicy "uczenia sie nieprzydatnych, ksiazkowych bzdur" przebywajacy za granica, ktorzy twierdza, ze "jak duzo gadasz, to sie nauczysz tego co trzeba".
    Np. w Anglii sa oni zawsze mocno poirytowani, gdy usprawiedliwiaja szefowi swa nieobecnosc tym, ze cos ich bolalo, a szef ich jeszcze za to "przeprasza" mowiac " oh, sorry, sorry!" Mysla oni, ze ich boss przeprasza, bo smial sadzic, ze opuscili dzien zupelnie bez przyczyny- a tu prosze- headache. I zamiast dowiedziec sie co dokladnie znaczy "sorry", przed nastepna taka rozmowa z szefem pytaja oni kogos, jak jezt po angielsku "nie przepraszaj". I potem mamy:
    -I was absent because of stomachache
    -Oh, Im sorry! (przykro mi, wspolczuje)
    -No, dont apologize! (nie przepraszaj!)
    Jako,ze nie jest to blog anglistyczny lecz jezykowy podam jeszcze przyklad z Bialorusi. Tamtejsi Polacy, gdy mowia (rzadko) miedzy soba po polsku uzywaja przeszlych form osobowych czasownika przejetych od swoich bialorusko-rosyjskich sasiadow- "ja byl, ty byl, on byl" itd. Gdy jednak rozmawiaja z Polakiem z Polski i slysza skierowane do nich – " byles?, robiles? widziales?"- koncowke "ES" ( s z kreseczka) rozumieja jako wyznacznik polskiej poprawnosci i " doczepiaja" ja do wszystkiego: "ja byles, ty byles, on byles, ja widziales, on widziales" itd. Wystarczylaby "mniejsza tolerancja wieloznacznosci" i po 15 minutach nauki mowiliby poprawnie.
    Takie przyklady mozna by mnozyc w nieskonczonosc i dlatego absolutnie nie uwazam, zeby mozna bylo sie czegokolwiek uczyc od ludzi z duza "tolerancja wieloznacznosci". Obserwujac takie osoby sluchajace, nativow i zawsze kiwajace glowami ze zrozumienia, mozna odniesc zludne wrazenie, ze w jakis tajemniczy, telepatyczny sposob rozumieja one zawile struktury obcego jezyka bez potrzeby teoretycznej nauki. Jednak czar prysnie jak banka mydlana gdy poprosimy takiego "geniusza" (udajac,ze nie znamy jezyka jesli o tym nie wie) aby przetlumaczyl to , o czym mowiono. Okaze sie, ze z pieciu slow, ktore zrozumial, ulozyl sobie historyjke absolutnie nic nie majaca wspolnego z tym, co bylo powiedziane.
    Podsumowujac- majac duze doswiadczenie w kontaktach z ludzmi o" wysokiej tolerancji wieloznacznosci" chcialbym definitywnie obalic wszelkie mity na tym oparte- nie pomaga to w absolutnie zadnym stopniu uczyc sie jezykow obcych! Osoby takie niczym schizofrenicy zyja w swoim wlasnym swiecie jezykowym, a gdy czasem dociera do nich swiadomosc nierozumienia czegos- umiejetnie falszywie to ukrywaja kiwajac glowkami jak slodkie aniolki.
    Jestem zas jak najbardziej za uczeniem sie "na dziko" ale traktujac to tylko jako jeden z elementow nauki, sprawdzajac potem dokladnie wszystkie zapamietane a nie do konca zrozumiane elementy.

    PS Rozpisalem sie , bo temat bardzo ciekawy, a zdanie mam dawno wyrobione. Pozdrawiam!

    1. Dzięki za długi komentarz i ciekawe przykłady. Jak najbardziej zgadzam się z Tobą, że nie jest dobrze, jeśli w nauce języka pójdziemy całkowicie na żywioł, spalimy wszystkie słowniki i podręczniki i będziemy liczyć na to, że język sam z siebie jakoś nam się w głowie ułoży. Jeśli nie będzie w nas choć trochę ciekawości co do znaczenia poszczególnych słów czy mechanizmów działania języka. To wszystko jest bardzo potrzebne, inaczej pozostaniemy na zawsze na bardzo niskim poziomie.

      Z tego wszystkiego nie wynika jednak moim zdaniem, że strategia przeciwna jest bezwzględnie skuteczna. To, że brak światła słonecznego jest szkodliwy dla zdrowia, nie oznacza, że nieustanne przebywanie na słońcu jest wskazane. I jedno i drugie szkodzi, tyle że w inny sposób. Podobnie z nauką języków – skrajności rzadko kiedy są dobre.

      Myślę, że warto znać konsekwencje obydwu postaw. Jeśli ktoś stwierdzi, że "tolerowanie wieloznaczności" nie przychodzi mu łatwo, ale nie przeszkadzają mu konsekwencje, z jakimi się to wiąże – to niech nic nie zmienia. Jeśli chciałby coś zmienić – niech spróbuje zrobić mały krok w przeciwnym kierunku. Nie trzeba od razu przechodzić do przeciwnego obozu, zwłaszcza, że tam też nie jest tak różowo 🙂

Komentarze zostały zamknięte.