Kurs językowy, nauczyciel, samodzielna nauka czy wyjazd za granicę? – część 2

czyli może jednak samemu?

Dzisiaj dalsza część rozważań sprzed tygodnia. Czy języka można się nauczyć samodzielnie, bez nauczyciela? Z jakimi trudnościami się to wiąże? Dla kogo taki tryb nauki nadaje się najlepiej? Czy najlepszym sposobem na opanowanie języka obcego jest wyjazd za granicę? Jeśli się kiedyś zastanawiałeś nad tymi pytaniami, zapraszam do lektury!

Źródło: Charlotte90T via photopin cc

Samodzielna nauka

Zalety:

  • Indywidualny plan nauki. To Ty i tylko Ty decydujesz, jak się będziesz uczył. Nikt nie zna Cię tak dobrze, jak Ty sam, więc przy odrobinie wysiłku możesz dobrać takie metody, które najlepiej do Ciebie przemawiają. Olbrzymim komfortem jest też to, że możesz uczyć się własnym tempem. Nie musisz za nikim gonić ani nie nudzisz się, kiedy nauczyciel wyjaśnia po raz dziesiąty rzeczy dla Ciebie oczywiste.
  • Sam wybierasz czas nauki. To szczególnie ważne dla osób, które mają dużo rzeczy na głowie i trudno im wykroić czas na regularne zajęcia z nauczycielem. Jeśli chcesz, możesz uczyć się języka nawet w 5-minutowych minisesjach porozrzucanych w ciągu dnia. Druga ważna sprawa to to, że każdy z nas uczy się efektywniej o innej porze. Dla niektórych późne popołudnie czy wczesny wieczór, kiedy odbywa się większość kursów w szkołach językowych, to najmniej dogodna pora. Jako samouk możesz z tym coś zrobić!
  • Sam wybierasz miejsce nauki. Po pierwsze nie musisz nigdzie dojeżdżać. Po prostu ściągasz książkę z półki albo włączasz komputer i już możesz zaczynać. Po drugie miejsce, w którym się uczymy, ma duży wpływ na efektywność nauki. Jeśli gdzieś czujemy się dobrze, mózg jest dużo bardziej skłonny przyswajać nowe informacje i zapamiętywać je na dłużej. Dla jednych takim miejscem może być fotel w dużym pokoju, dla innych ławka w parku, jeszcze inni wolą usiąść w czytelni – ale ostatecznie wybór zależy od Ciebie.
  • Niskie koszty. Jakby się uprzeć, to można nauczyć się języka, nie wydając na to ani złotówki. Ale nawet jeśli nie masz takich ambitnych planów, to koszty samodzielnej nauki są i tak wielokrotnie niższe niż w przypadku pozostałych możliwości.
  • Dobry wybór dla introwertyków. Jeśli akumulatory najłatwiej jest Ci naładować w samotności, to samodzielna nauka będzie Ci odpowiadała dużo bardziej niż kurs językowy.

Wady:

  • Konieczność samodzielnego dobrania materiałów i zaplanowania nauki. Dla wielu osób, które nie są pasjonatami nauki języków, jest to odstraszająca perspektywa. Nie można już przerzucić odpowiedzialności na nauczyciela, trzeba wziąć sprawy w swoje ręce – ale jak, skoro nie jesteśmy ekspertami? Można się tego nauczyć (choćby z blogów poświęconych tej tematyce), ale to wymaga oczywiście czasu i wysiłku.
  • Brak nauczyciela – eksperta. To duże utrudnienie zwłaszcza na początku nauki. Jeśli nie mamy nauczyciela, nie mamy do kogo zwrócić się z pytaniami i wątpliwościami, nie możemy też liczyć na to, że ktoś będzie poprawiał nasze błędy. Problem ten można obejść, jeśli mamy dostęp do internetu (fora, blogi, strony dla uczących się języków) – choć nie wszyscy mają do tego cierpliwość.
  • Trudności z ćwiczeniem mówienia. Na pewno łatwiej jest ćwiczyć mówienie z drugą osobą. Samoukom pozostaje mówienie do siebie, wyszukiwanie partnerów do rozmowy przez internet lub umawianie się na konwersacje z nauczycielem.
  • Samodyscyplina. Niektórym brak bata nad głową utrudnia mobilizację do nauki. Jeśli będziesz siadał do nauki tylko wtedy, kiedy akurat masz na to ochotę i dużo wolnego czasu do wykorzystania, istnieje duże ryzyko, że po jakimś czasie język obcy zupełnie zniknie z Twojego życia.
  • Frustrujące dla ekstrawertyków. Jak wspomniałem wyżej, niektórzy nie znoszą samodzielnej nauki. Jeśli języka uczysz się przede wszystkim po to, żeby spędzać czas z innymi ludźmi, to ograniczenie się do całkowicie samodzielnej nauki może być chybionym pomysłem.

Wyjazd za granicę

Zalety:

  • Zanurzenie w języku. Przebywając w obcym kraju, okazję do nauki masz na każdym kroku. Każdy spotkany człowiek, każda sprawa do załatwienia, każda ulotka czy gazeta, włączone radio lub telewizor to szansa na poszerzenie swoich umiejętności. Wystarczy wyciągnąć rękę i czerpać pełnymi garściami.
  • Znakomite warunki do ćwiczenia mówienia. W Polsce za konwersacje z native speakerem trzeba często płacić grube pieniądze. Za granicą mamy miliony ludzi, którzy chętnie porozmawiają z nami za darmo. Jeśli zależy Ci przede wszystkim na nauce mówienia (i słuchania), wyjazd za granicę to świetny pomysł.
  • Nauka autentycznego języka. Częstym zarzutem wobec podręczników i książek gramatycznych jest to, że uczą superpoprawnego języka, którym tak naprawdę nikt nie mówi. Do tego w nagraniach dołączanych do podręczników możemy usłyszeć aktorów, którzy mówią wolno i wyraźnie – zupełnie inaczej, niż ludzie na ulicy. W obcym kraju te problemy znikają. Na każdym kroku masz okazję spotkać się z żywym, autentycznym językiem.

Wady:

  • Nie każdy ma taką możliwość. Żeby wyjazd za granicę przyniósł wyraźne efekty, najlepiej wyjechać na kilka miesięcy lub dłużej. Dla wielu ludzi to problem nie do pokonania – jest w końcu szkoła, są studia, praca, rodzina, przyjaciele. Trzeba przeorganizować całe swoje życie.
  • Wysokie koszty. Wszystko zależy od konkretnego przypadku, ale wyjazd często wiąże się ze sporym wydatkiem, na który nie wszystkich stać.
  • Język sam do głowy nie wejdzie. Samo zanurzenie się w języku nie wystarczy, żeby się go nauczyć. Potrzebna jest indywidualna praca, świadomy wysiłek. Najlepszym przykładem są niektórzy imigranci, którzy po wielu latach spędzonych w obcym kraju umieją tylko wydukać parę słów z trudnym do zrozumienia akcentem. Poza tym jeśli będziemy język przyswajać tylko przy okazji, bez jakiegoś planu i samodzielnej pracy, nasza znajomość języka będzie bardzo wyrywkowa i chaotyczna.
  • Odwaga. Wyjazd do obcego kraju wymaga sporej odwagi – to w końcu rzucenie się na głęboką wodę, zwłaszcza jeśli nie znamy jeszcze dobrze języka. Nie każdy jest gotowy na taki krok.

Wnioski:

  1. Nie ma jednej idealnej metody. Samodzielna nauka nie zawsze jest lepsza od kursu językowego, a wyjazd za granicę może dać mniej niż indywidualne lekcje. I odwrotnie. Wybierając sposób nauki, trzeba brać pod uwagę swoje potrzeby, preferencje, predyspozycje.
  2. Sposoby nauki można ze sobą łączyć, tak żeby jak najlepiej wykorzystać ich zalety i zminimalizować wady. Można wyjechać za granicę na kurs językowy. Można uczyć się samodzielnie i spotykać się raz na jakiś czas indywidualnie z nauczycielem. Pokombinuj trochę i znajdź konfigurację, która Ci najlepiej pasuje.
  3. Żadna z opisanych powyżej form nauki nie okaże się skuteczna, jeśli nie poświęcisz choć trochę czasu na indywidualną naukę. Dlatego tak ważne jest, żeby uczyć się o metodach samodzielnej nauki – nawet jeśli języka uczysz się na kursie, korepetycjach czy za granicą.

Czy o czymś zapomniałem? A może nie zgadzasz się ze mną w którymś punkcie? Jak zawsze ucieszę się z każdego komentarza!

14 komentarzy

  1. Zgadzam się z tym artykułem w 100%. Ja jestem samoukiem i wielką fanką takiego typu nauki. Lubię spędzać czas sama, narzucać sobie własne tempo. I co najważniejsze, nienawidzę kiedy coś MUSZĘ. Sama czuję, czy akurat mam ochotę uczyć się fińskiego, czy może włoskiego. Ostatnio zaczęłam uczęszczać na kurs (po raz pierwszy w życiu nie licząc wszystkich typów szkół- bo to całkiem inna sprawa). Pani jest bardzo wymagająca, język mało popularny (więc w sumie brak materiałów w języku polskim) a alfabet kosmiczny. Oczywiście nie miałam ochoty i czasu, aby przygotować się na zajęcia. I zbłaźniłam się na całej linii! Żeby osoba, która w większym lub mniejszym stopniu włada pięcioma językami odczytywała jeden wyraz przez minutę, to trochę wstyd :(. I nie dało się tego przeskoczyć, mogłam tylko nie przyjść (schowanie się za filar nic nie dało, pani jest super spostrzegawcza). I to jest minus takich kursów dla mnie- po prostu musisz się przygotować, czy masz ochotę na to czy nie. Plusem jest to, że ta żenująca dla mnie sytuacja spowodowała napływ ambicji. Na następny poniedziałek mam zamiar się tak obryć, że na niczym nikt mnie nie zagnie ;). Co nie zmienia faktu, że najbardziej uwielbiam samodzielną naukę, nie mam problemu z samodyscypliną, ale po prostu słucham mojego mózgu, który mówi mi, że dziś to nie jest dzień na rosyjski ale na szwedzki itp. :). I przepraszam, za ten przydługawy komentarz!

    1. A ja Ci bardzo za ten komentarz dziękuję 🙂 Uwielbiam słuchać takich osobistych historii o nauce języka!

      A tak z ciekawości: zdradzisz co to za tajemniczy język teraz poznajesz? Tajski? Koreański? Gruziński?

  2. Kto chce naprawde bardzo dobrze wladac jezykiem obcym na poziomie nativow, dla tego nauka w kraju docelowym jest warunkiem sine qua non. I wcale nie chodzi o to, ze za granica jezyk lepiej wchodzi do glowy. Chodzi o cos calkiem innego. Gdy np. Polak w Polsce nauczyl sie (jak mu sie wydaje) np. szwedzkiego, to w rzeczywistosci mowi on w wiekszosci po polsku tylko szwedzkimi slowami. Oczywiscie nauczyl sie setek szwedzkich wyrazen i zwrotow ale nie zawsze wie, co w okreslonej sytuacji mowi prawdziwy Szwed. A dopoki sie w tej sytuacji nie znajdzie- to sie tego nie dowie. A takich sytuacji sa tysiace i w kazdej z nich Szwed dobrze wie co ma powiedziec, a Polakowi nie pozostaje nic innego, niz przetlumaczyc na szwedzki to, co by powiedzial po polsku. Szanse trafienia wlasciwych slow sa dosc male, tak na moje oko jakies 20-30% tlumaczen od biedy sie pokrywa (w jezykach indoeueopejskich Europy) , duza czesc bedzie zrozumiala dla Szweda ale strasznie "nieszwedzka", a jakies10-15% bedzie po "po szwedzku" ale oprocz innych Polakow znajacych szwedzki nikt tego nie zrozumie. Uczac sie w Polsce mozemy bez problemu nauczyc sie wiekszosci obcych slow, calej gramatyki, wielu wyrazen i idiomow, ale wiekszosci tych umiejetnosci nie zdolamy wlasciwie zastosowac w praktyce, bo dopoki sie nie zetkniemy z prawdziwa sytuacja nie bedziemy wiedziec co w niej powiedziec. Wiec im szybciej wybierzemy sie do kraju docelowego, tym mniej zlych nawykow jezykowych nabedziemy, ktore pozniej trudno wykorzenic.
    Problem ten dotyczy tylko osob, ktore planuja opanowac jezyk do perfekcji. Na poziomie "hobbystycznym" mozemy smialo tlumaczyc polski na obcy i 80-90% tego bedzie jako tako zrozumiale. Jednak zeby kiedys zamienic ten zakorzeniony i utrwalony jezyk-hobby na jezyk prawdziwy- lepiej bedzie go wytrzec z pamieci i uczyc sie od nowa niz brac sie za przerobki.
    Trzeba wiec od razu okreslic co chcemy w jezyku obcym osiagnac, zeby nie wejsc w slepa ulice. Jesli ma to byc drugi jezyk ojczysty- im szybciej znajdziesz sie w kraju docelowym (oczywiscie uczac sie tam intensywnie jezyka) tym mniej czasu zmarnujesz.

  3. Zgadzam się z komentarzem powyżej, także uważam, że jeśli chcemy opanować język naprawde dobrze, wyjazd na jakiś czas do innego kraju jest niezbędny. Nie tylko ze względów językowych, ale także ze względów kulturowych – tylko poprzez poznanie kultury (mam tu nie myśli nie tylko muzea, ale tę zwykłą, codzienną kulturę, codzienne zwroty, zachowania, które możemy zaobserwować na ulicy) możemy naprawde dobrze nauczyć się języka. Język i kultura tak się przenikają, współistnieją, że poznawanie języka bez podparcia w postaci znajomości po prostu życia w danym kraju jest skazane na porażkę.
    Ja uczyłam się dość intensywnie języka przez trochę więcej niż pół roku, osiągnęłam powiedzmy początkujące B1 (do grupy B1 skierowano mnie na kursie po wstępnym teście za granicą). Potem wyjechałam za granicę na pół roku i praktycznie nie używalam żadnego języka poza obcym, chodziłam na zajęcia w tym języku, na kurs, czytałam. Potem wróciłam i ponownie zapisałam się na kurs języka, zeby procz swobody w mówieniu nauczyć się porządnie gramatyki i nie stracić tego, co już miałam. Nie chwaląc sie, dzisiaj jestem już nauczycielem tego języka 🙂 poszło błyskawicznie, ale to właśnie dzięki tym dwóm "kanałom", czyli kursom, wyjazdowi, a po prawdzie i nauce wlasnej, poniewaz bardzo dużo robiłam też na własną rękę i w sumie to mi też dało bardzo dużo.

    alessandra

  4. Fajny artykuł i nie mam się z czym nie zgodzić 🙂
    No, może nie przesadzałabym z tym fatalistycznym nastawieniem zaprezentowanym w komentarzach powyżej 😉 Co prawda nie znam żadnego języka obcego na poziomie native'a, więc nie mogę się wymądrzać i mówić, że to wszystko nieprawda. Ale nie chce mi się wierzyć, że bez wyjazdu za granicę nigdy nie nauczymy się dobrze języka i będziemy go kaleczyć. Jest mnóstwo możliwości, żeby stykać się z językiem w jego formie naturalnej nawet w Polsce – przede wszystkim w filmach, gazetach i książkach, a i znalezienie na miejscu (lub on-line) native'a do pogadania też nie jest niemożliwe. Poza tym ucząc się intensywnie języka bardzo szybko wyrasta się ze schematu tłumaczenia wszystkiego wprost z polskiego na język obcy, zaczyna się zauważać typowe dla tego języka konstrukcje i kolokacje i można nabrać pewnego wyczucia. Nie twierdzę, że będzie to perfekcja, ale na pewno da się wskoczyć na poziom zaawansowany.
    Wyjazd za granicę oczywiście bardzo dużo daje, z tym się nie spieram 🙂 No i inna sprawa, że jeśli dla kogoś język obcy jest pasją, to sam będzie dążył do tego, żeby wyjechać i poćwiczyć wśród native'ów, tak samo jak będzie zgłębiać kulturę danego kraju:)

  5. Odpowiadam hurtem na powyższe trzy komentarze, bo wszystkie w zasadzie dotyczą tej samej kwestii.

    Myślę, że przy dzisiejszych możliwościach technicznych (czytaj: internet) i odpowiedniej dozie wytrwałości można nauczyć się wypowiadać w języku obcym z dużą swobodą i naturalnością, bez tłumaczenia wszystkiego z polskiego na obcy. Natomiast jeśli chcemy osiągnąć poziom naprawdę zbliżony do poziomu rodzimych użytkowników, to pobyt za granicą jest rzeczywiście bardzo wskazany. Tam dużo szybciej chwycimy, jak powiedzieć np. "reszty nie trzeba", jak przekląć w danej sytuacji, żeby brzmiało to naturalnie, czy wreszcie podłapiemy potoczne powiedzonka w stylu "trafić do Tworek" (tak mówią w Warszawie) czy "do Morawicy" (a tak w Kielcach). W Polsce też można nauczyć się takich niuansów, ale wymaga to więcej czasu, cierpliwości i zaangażowania.

    Tylko tutaj – jak zwrócił uwagę Night Hunter – pojawia się pytanie o cel naszej nauki. Tak naprawdę tak wysoki poziom znajomości języka przydaje się głównie tym, którzy i tak chcą za granicą zamieszkać. Natomiast ci wszyscy, którzy uczą się, żeby rozumieć filmy i książki, żeby dogadać się z zagranicznymi kontrahentami albo żeby pogadać z obcokrajowcami o polityce światowej, naprawdę nie potrzebują opanowywać języka do perfekcji i doskonale poradzą sobie bez takich niuansów.

    Dzięki Wam za ciekawe i wyczerpujące komentarze!

  6. Moim zdaniem najlepiej jest połączyć każda opcję w odpowiedniej kolejności. Najpierw dobrze jest uczyć się samemu, zdobyć podstawy, kolejnym krokiem jest nauka z nauczycielem bowiem wtedy mając podstawy nauka idzie znacznie lepiej i szybciej. Na koniec zostaje wspomniany wyjazd za granicę. Wtedy oswoimy się z językiem w codziennym życiu i użytkowaniu 🙂

  7. Moim zdaniem każdy opanowuje język w innym aspekcie użycia, bo go do czegoś innego używa. I wyjazd za granicę w celu chłonięcia "języka ulicy" nie ma sensu jak np. naszym celem jest korzystanie z pisemnych (książki, internet, prasa) źródeł potrzebnych do pracy i rozmowa o niej. Tak samo gdy chcemy móc porozumieć się w sprawach biznesowych.

    Oczywiście najlepiej znać jak najwięcej aspektów użycia danego języka, i zgadzam się, że pewnych sytuacji i wzorców nie da się zasymulować w ojczystym kraju (tu pomocne mogą być filmy jako źródło takich wzorców), ale trzeba zauważyć, że tak jak pisałem, nie dla każdego jest to cel, bo nie każdy się uczy języka żeby żyć w kraju docelowym. Stawianie jednego aspektu użycia na piedestał jest błędem moim zdaniem.

    1. Dzięki za zwrócenie na to uwagi. Całkowicie się z Tobą zgadzam – zanim odpowiemy na pytanie, JAK chcemy się uczyć, musimy najpierw uświadomić sobie, PO CO się uczymy.

Komentarze zostały zamknięte.