Plan nauki języka

czyli palcem po mapie

Niektórzy uwielbiają planować, innych z kolei odrzuca na myśl o sztywnych planach, do których mieliby się konsekwentnie stosować. Nie da się jednak ukryć, że planowanie bardzo ułatwiają skuteczną naukę języka. Jak stworzyć własny plan nauki tak, aby uwzględniał on nasze indywidualne preferencje?

Źródło: sidewalk flying via photopin cc

Wyobraź sobie, że chcesz dojechać do jakiegoś miasta odległego o tysiące kilometrów. Masz do dyspozycji samochód i prawo jazdy. Jak zaplanowałbyś swoją podróż?

  • Czy wsiadłbyś po prostu do samochodu, włączył GPS-a i zdał się całkowicie na jego łaskę?
  • Czy stworzyłbyś szczegółowy plan podróży? Taką rozpiskę, ile kilometrów chcesz przejechać każdego dnia, którymi drogami, gdzie będziesz tankował, gdzie zrobisz sobie postoje, gdzie zatrzymasz się za każdym razem na nocleg?
  • Może ograniczyłbyś się do luźnego planu? Coś w stylu: chcę dojechać tam i tam, mniej więcej w takim czasie, po drodze mógłbym ewentualnie zahaczyć o takie i takie miejsce, a co do dokładnej drogi to się zobaczy?
  • A może myśl o jeżdżeniu w konkretne miejsce jest Ci zupełnie obca? Wolisz po prostu „wsiąść do pociągu byle jakiego”? Pokręcić się samochodem bez konkretnego celu i po prostu cieszyć się podróżą, niespodziewanymi wydarzeniami, przypadkowymi spotkaniami?
Twoje podejście do planowania podróży dużo mówi o Twojej osobowości. Jak już wspominałem jakiś czas temu, nie ma jednej idealnej metody nauki języka. Tak samo nie istnieje jedna słuszna metoda tworzenia planu nauki. Musisz ją dobrać pod siebie, dostosować do swoich preferencji i indywidualnych predyspozycji.

Spróbujmy teraz odnieść cztery podejścia opisane powyżej do planowania nauki języka.
  1. Ludzie, którzy zdają się całkowicie na nawigację satelitarną, oddają wszystkie decyzje co do przebiegu podróży w cudze ręce. Być może boją się odpowiedzialności, ale może po prostu wiedzą, że GPS jest w stanie znaleźć dużo lepszą drogę niż oni sami. Podobnie jest z ludźmi, którzy nie decydują się na samodzielną naukę języka, ale wolą pójść na kurs lub prywatne lekcje. To nauczyciel przejmuje wtedy ster, to on ustala plan nauki, nam pozostaje się tylko podporządkować i liczyć na to, że nasz przewodnik jest rzeczywiście ekspertem i wie co robi. W praktyce bywa z tym oczywiście różnie. Z jednej strony istnieją świetni nauczyciele, którzy motywują nas do nauki, wyjaśniają nasze wątpliwości, mądrze poprawiają błędy, proponują sposoby nauki dostosowane do naszych indywidualnych uwarunkowań. Ale tak jak GPS bez aktualnych map może nas wprowadzić w maliny, tak samo nauczyciel bez odpowiednich kompetencji może wyrządzić wielkie szkody naszej nauce języka. Dlatego zawsze warto się mieć na baczności i nie bać się zmienić nauczyciela, jeśli nie jesteśmy z niego zadowoleni.
  2. Szczegółowy plan to domena ludzi, którzy lubią porządek, rutynę, dyscyplinę. Najlepiej czują się, kiedy mają wszystko poukładane i wiedzą, czego mogą się spodziewać. Stworzenie dokładnego planu pomaga im utrzymać właściwy kierunek i zapewnia osiąganie szybkich postępów (oczywiście pod warunkiem, że się do swojego planu konsekwentnie stosują). Niebezpieczeństwo takiego podejścia drzemie w tym, że nie wszystko jesteśmy w stanie przewidzieć. W czasie podróży może nas zatrzymać załamanie pogody, choroba czy wypadek. Jeśli jesteśmy zbytnio przywiązani do swojego misternego planu, łatwo możemy wtedy stracić ducha i stwierdzić, że cała podróż nie ma sensu. Podobnie jest z nauką języka. Możemy ustalić, jakie konkretnie ćwiczenia robimy jakiego dnia, ile słówek chcemy opanować w jakim terminie i ile dokładnie czasu chcemy poświęcić na przerobienie podręcznika. Jednak nawał obowiązków, choroba czy nieoczekiwane trudności z przyswojeniem jakiegoś materiału mogą zaburzyć dokładny plan nauki i zniszczyć motywację. Warto wtedy wykazać się elastycznością i dostosować dalszy plan do nowej sytuacji.
  3. Luźne podejście do planowania bardziej odpowiada ludziom, dla których liczy się spontaniczność, którzy szybko się nudzą i duszą się w sztywnych ramach rutyny. W nauce języka takie podejście polega na tym, że nie rozpisujemy sobie dokładnie, czego się chcemy nauczyć danego dnia i ile dokładnie czasu planujemy poświęcić na naukę. Wystarczą nam ogólne wskazówki: ile czasu chcemy się uczyć w ciągu tygodnia czy miesiąca, jakie mniej więcej ćwiczenia planujemy robić, na jakich sprawnościach językowych się skoncentrować. To, co robimy danego dnia, dostosowujemy do naszych potrzeb, możliwości, a nawet nastroju. Taki luźny plan może się sprawdzać bardzo dobrze, pod warunkiem, że korzystamy z niego świadomie i nie spuszczamy z oczu naszego celu. W przeciwnym razie grozi nam, że skoncentrujemy się tylko na robieniu tego, co sprawia nam przyjemność, nawet jeśli nie przynosi to oczekiwanych rezultatów.
  4. I ostatnia sytuacja: jazda bez celu. Tu nie ma mowy o żadnym planowaniu. Uczymy się języka, bo sprawia nam to przyjemność, nie dlatego, że chcemy coś osiągnąć. Jeśli nam się nie chce uczyć danego dnia, to sobie odpuszczamy. Jeśli mamy ochotę poświęcić na naukę cały dzień, tak robimy. Czy takie podejście jest godne polecenia? To zależy. Sam kiedyś uczyłem się języków w ten sposób i sprawiało mi to wiele frajdy. Problem jednak w tym, że kiedy jakiś język mnie zaczynał nudzić, rzucałem go w kąt i zabierałem się za inny. Dzisiaj widzę, że sama podróż była może przyjemna, ale nie doprowadziła mnie do żadnego celu – w wielu z tych języków nie umiem sklecić dziś ani jednego zdania. Jeśli Ci to nie przeszkadza, jeśli zależy Ci po prostu na dobrej zabawie – to czemu nie? W przeciwnym razie, polecam Ci jednak opracowanie jakiegoś rodzaju planu.
Jeśli uznasz, że stworzenie planu nauki może okazać się pomocne, zwróć uwagę na kilka przydatnych zasad:
  • Określ swój cel i miej go cały czas przed oczami. Jeśli nie masz celu, wyznaczanie trasy nie ma sensu.
  • Wyznacz cele pośrednie i skoncentruj się najpierw na pierwszym kamieniu milowym, do którego możesz dotrzeć najszybciej. Nie polecam tworzenia planu nauki na lata. Stwórz najpierw plan na miesiąc i zobacz, jak się sprawdza. Kiedy osiągniesz pierwszy cel pośredni, wyznacz kolejny i dostosuj odpowiednio plan.
  • Określ zasoby, jakimi dysponujesz: materiały do nauki, dostęp do internetu, telewizji, książek, muzyki, native speakerów, a przede wszystkim czas, jaki masz do dyspozycji. Przy określaniu czasu bądź z jednej strony realistą (nie ma sensu wciskanie do planu dnia trzech godzin nauki każdego dnia, jeśli masz mnóstwo innych obowiązków), a z drugiej strony wykaż się kreatywnością (jeśli twierdzisz, że nie masz w ogóle czasu, przyjrzyj się swoim zajęciom i spróbuj znaleźć takie, które mógłbyś ograniczyć na rzecz nauki języka).
  • Bądź elastyczny i nie bój się zmieniać swojego planu w trakcie nauki. Jeśli jakieś ćwiczenie nie przynosi oczekiwanych rezultatów, zastąp je innym. Jeśli nie jesteś w stanie uczyć się tak intensywnie, jak zakładałeś, poluzuj trochę. Jeśli podczas nauki regularnie odczuwasz nudę, zastanów się, jak mógłbyś urozmaicić stosowane metody.
Jeśli potrzebujesz dodatkowej inspiracji, zachęcam Cię do przeczytania dwóch ciekawych artykułów o planowaniu nauki języka:
A Ty lubisz planować? Które podejście jest Ci najbliższe? Zapraszam do komentowania!

14 komentarzy

  1. Kolejny raz- świetne porównania! Style nauki jako style podróżowania to pomysł na medal 🙂

    Kiedyś też próbowałam się uczyć języka sama w domu. Dziś, po kilku latach studiów glottodydaktycznych jestem tak przeładowania myśleniem o tym, jak dużo może zrobić nauczyciel, że chyba nigdy już bym się na to nie zdecydowała 😉

    1. Zaintrygowałaś mnie… Masz na myśli, że samodzielna nauka wydaje Ci się zupełnie nieefektywna? Korzystasz tylko z kursów językowych, lektoratów itp.?

    2. Nie, że zupełnie nieefektywna, to za dużo powiedziane. Mam na myśli też samodzielną naukę od podstaw, bo Twój post ma taki nastrój "wyruszania w nową drogę" 🙂 Nauka samodzielna kojarzy mi się raczej z osiąganiem biernej znajomości języka.

      No i wydaje mi się, że nauczyciel może być też towarzyszem każdego z czterech sposobów uczenia się i podejścia do planowania nauki.

    3. Nigdy tak o tym nie myślałem, ale rzeczywiście masz chyba rację, że ucząc się samodzielnie najłatwiej rozwinąć bierne umiejętności. Żeby nauczyć się pisać i – przede wszystkim – mówić, bardzo przydaje się druga osoba. Choć niekoniecznie musi to być formalny nauczyciel na kursie czy w szkole.

      A co do drugiej kwestii to zgadzam się z Tobą w 100%. Uważam, że nauka jest najbardziej efektywna, kiedy umiemy mądrze połączyć ze sobą samodzielną pracę i pracę z nauczycielem. Każdy z tych dwóch sposobów nauki ma swoje plusy i minusy, więc warto wziąć to, co najlepsze, z jednego i drugiego.

  2. Generalnie lubię opracować sobie plan nauki. Niestety, w praktyce jego realizacja wygląda różnie. Głównie z powodu braku czasu. Oczywiście zawsze znajdzie się chwilka, aby posłuchać radia czy coś poczytać. Jednak w przypadku języków, które znam na niższym poziomie, jest trudniej ze względu na gramatykę…na którą często brakuje czasu.

  3. Lubię mieć jakiś plan, aczkolwiek wiem z doświadczenia, że nie zawsze planowanie okazuje się najlepszą metodą. Jak zauważyłeś w czasie nauki wiele może się wydarzyć, wiele przeszkód stanie nam na drodze i plan musi odejść w cień. Najważniejsze jest by nie było monotonii. Plan owszem, ale z domieszką spontaniczności.

    1. Też tak lubię. Z natury ciągnie mnie do sztywnych planów, ale z czasem odkryłem, że urozmaicanie nauki zajęciami spoza planu może zdziałać cuda, jeśli chodzi o podtrzymanie motywacji.

  4. Bardzo ciekawy wpis. Fajne porównania do nawigacji 😉 Ja właśnie jestem na etapie tworzenia planu nauki i powiem szczerze, to trudniejsze niż myślałam 🙂

  5. Dzięki za wzmiankę o nas. Nadal myślę, że tworzenie planu podczas nauki to bardzo pomocna rzecz. Przydaje się od samego początku – niezależnie czy mamy wsparcie nauczyciela czy nie. Dobrze podzielić tę drogę na mniejsze odcinki – żeby nie zwariować – jak mawia Undi. Planowanie w wyważony sposób to coś, czego trzeba się też nauczyć. A osoby, które radzą sobie świetnie bez planów to zwykle Ci, którzy właśnie od planowania zaczynali. Nie zapominajmy o tym.

  6. W moich przygotowaniach do wyzwania DELF B2 w 52 dni (tak w skrócie) będę robić sobie plany tygodniowe – co mam zobaczyć, przeczytać, obejrzeć etc. Póki co zrobiłam plan na tydzień pierwszy. Jest ambitny, ale ja wychodzę z założenia, że lepiej mi wyjdzie, jeśli zrobię duży plan i będę dążyć do jego zrealizowania, nawet jeśli miałoby się nie udać, niż zrobić mały plan, wykonać go i spocząć na laurach. Duży plan – w znaczeniu ambitny – zawsze motywuje do zrobienia większej liczby punktów z niego, żeby nie czuć się, że czegoś się nie wykonało, żeby mieć jak największe poczucie satysfakcji. Oczywiście mówię o sobie i o swoich doświadczeniach. Pozdrawiam!

    1. To jest właśnie najważniejsze – znajomość siebie. Znam osoby, które tworzenie rozbudowanych, ambitnych planów zniechęca już na starcie. Ale jeśli na Ciebie to działa, to super, korzystaj!

Komentarze zostały zamknięte.